Przyszła Mateczka. Zaaferowana jakby. Ni stąd, ni zowąd podchodzi i pyta:
- Krzysiu, ty wiesz, co miałam ci najbardziej za złe?
Spojrzałem na nią, jakby pytała, jak się nazywam.
- Że przeze mnie nie zagrałaś w drugiej lidze.
W sezonie 1957/58 siatkarki Warszawianki, z Mateczką jako rozgrywającą, awansowały z III do II ligi. Ale gdy zaczął się nowy sezon, za bardzo rozpychałem się już w brzuchu.
- Nie! - żachnęła się Mateczka. - Miałeś już chyba 18 lat, gdy pierwszy raz opowiedziałam ci trochę dokładniej o sprawach między twoim ojcem a mną.
Wówczas go jeszcze nie znałem. Kazimierz Leski zgodził się na spotkanie rok później.
- A ty wysłuchałeś - ciągnęła Mateczka - i mruknąłeś: "No, jeżeli to prawda..."
Cóż, wygląda na to, że nie zawsze tak pryncypialnie byłem zdania, iż bliskim się wierzy i basta. Oczywiście zakładając, że Mateczka mówi prawdę... ;)



Komentarze
Pokaż komentarze (36)