Armia polska kupiła piękne balony, takie eleganckie, amerykańskie.
A na nich kupa drogiej elektroniki.
Ma toto być użyte do wykrywania wrogich dronów, samolotów i innego tałatajstwa lecącego na niskich wysokościach, bo tanie radary naziemne nie wykryją czegoś lecącego nisko, z powodu krzywizny Ziemi.
Zasięg Balono-radaru 300km.
Cena - marne 4 mld złotych. Wojsko Polskie szaleje jak petrodolarowy szejk.
I co w zamian dostaje armia polskai?
Cel prawie nieruchomy, powolny, niezwkle wprost łatwy do zniszczenia, a będzie absolutnie pierwszym celem dla byle rakiety.
Więc fajny w czasie pokoju, przeciw zagrożeniom terrorystycznym, bezużyteczny w czasie wojny.
Ma sens system stosowany w Rosji, na Ukrainie i w wielu innych miejscach na świecie, znany od 2017 roku.
Sieć mikrofonów - tania, obejmująca znaczny obszar kraju. Która nie tylko wykrywa lecące obiekty, ale dopasowuje widmo dźwiękowe do typu drona, przez co wabiki se lecą nieruszone, a drogie Geranie są odstrzeliwane jeden po drugim.
I to działa bardzo dobrze na Ukrainie, pozwalając obronie plot skutecznie likwidować zdecydowaną większość zagrożeń.
No ale jakby WP kupiło coś 100 razy tańszego, w dodatku skutecznego w czasie wojny, trudnego do zniszczenia, produkowanego w Polsce (fakt na bazie chipów z Szwajcarii bądź USA), to nie byłoby pola do takich przekrętów jak przy 4 miliardach.
Tak tragicznych władz jak PO-PiS i obecna armia to chyba nigdy nie było.
PS
Balony mają wielki sens nad zatoką meksykańską by żadna Wenezuela czy inna Kuba nie wysyłała tanich dronów na rafinerie w Teksasie. Ale USA nie graniczy z mocarstwem atomowym, i ma zdecydowanie lepszą obronę przeciwrakietową niż każdy inny kraj w Ameryce Środkowej. Tam nic nie zagrozi balonowi.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)