W zeszłym tygodniu publikacja w lubelskim „Dzienniku Wschodnim” [http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100708/LUBLIN/843125846 wywołała medialną burzę. Wiele dzienników podchwyciło temat, robiąc przegląd sklepów sieci w swoich miastach. Kropki pojawiły się i w Warszawie (http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,8116916,Pracownicy_Carrefoura_pojda_do_WC_jak_stana_na_kropce.html)
Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, jednym słowem – w całym kraju.
Spory rozgłos zyskał artykuł Tomasza Piątka w Krytyce Politycznej (http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/PiatekFlashmopczylibojkotujemycarrefaszystow/menuid-1.html ) i założona przez niego grupa na Facebooku, namawiająca do bojkotu sieci(http://www.facebook.com/#!/group.php?gid=138753656151466). Już po dwóch dniach sieć zaczęła dementować całą sprawę. Rzeczniczka firmy oświadczyła, że przeznaczenie owych kropek jest zupełnie inne i służy briefingom kierownictwa z załogą. Kierownik sklepu w Lublinie, wymieniony w artykule po prostu nadinterpretował zalecenia menadżerów sieci i zostanie za to w jakiś sposób ukarany (?), a reszta sklepów nie ma powodów do obaw.
Korzystając z medialności tego przypadku chciałbym przedstawić garść refleksji.
Co kilka miesięcy głośna jest sprawa tego typu, zmieniają się tylko nazwy sieci, od czasu do czasu powtarzając. Nic dziwnego już w tym opinia publiczna nie widzi, często słychać także głosy typu „przecież nie muszą tam pracować”, „wiedzieli, na co się godzą”.
Chcę w tym miejscu napisać garść refleksji po moich doświadczeniach. Miałem tę wątpliwą przyjemność pracować na inwentaryzacji w markecie Carrefour we Wrocławiu. Byłem tam jako pracownik tymczasowy z agencji pośrednictwa pracy. Już na wejściu kazano nam wyciągnąć wszystko z kieszeni i zostawić w szatni, a rzeczy prywatne, jak zapalniczki, papierosy, butelki z piciem itp. metkowano nam naklejkami. Cały czas traktowano nas jak potencjalnych złodziei, patrząc na ręce i przeszukując za każdym razem po zejściu z hali sprzedaży do szatni czy toalety. Procedura jest prosta. Jest tam taka maszyna, gdzie pracownik ma obowiązek się zatrzymać w obecności ochrony i nacisnąć guzik. Zasady są proste – zielone: przechodzisz, czerwone: jesteś przeszukiwany/a. Maszynę tę wprowadzono po tym, jak pracownicy narzekali na częste kontrole. Podobne praktyki mają miejsce w Tesco.
Sama praca to były krzyki i poganianie, kilka osób zwolniono w środku nocy do domu, bo pomyliły się bodajże trzykrotnie. Nie wiem, czy tak postępowano tylko z pracownikami tymczasowymi, traktując przygodnych ludzi jako kogoś gorszego, czy było to na porządku dziennym. Faktem jest, że w Tesco nie robiono aż takiej różnicy.
Problem z marketami polega moim zdaniem na czymś zupełnie innym. Istotą rzeczy nie jest nawet zastraszanie pracowników, bo podobne praktyki są obecne również w innych zakładach pracy. Faktem jest, że pracownicy nie mówią o swej pracy, nie udzielają wywiadów pod imieniem i nazwiskiem. Moim zdaniem dużo większe znaczenie ma fakt, że ludzie ci nie maja wyboru, muszą godzić się na takie warunki, bo nigdzie indziej nie ma dla nich pracy. Jest to jasne dla obu stron i z tego korzystają pracodawcy i kierownicy.
Drugą istotną rzeczą jest fakt coraz większego rozrostu sklepów sieciowych, które narzucają tak niskie ceny, że konkurencja nie ma z nimi szans. W dodatku nadal rosną w siłę, bo biedniejące społeczeństwo nie może sobie pozwolić na zakupy w innym miejscu właśnie ze względu na cenę. Nie jest przypadkiem ogromna ekspansja najtańszych dyskontów Biedronki czy Lidla, która ma miejsce w ciągu ostatnich dwóch lat. Jako stosunkowo niewielkie powierzchniowo, dyskonty spożywcze znajdują się niemal na każdym osiedlu dużych miast, co skutecznie eliminuje konkurencje małych rodzinnych sklepów. Coraz mniejsza liczba osób nie ma po prostu możliwości wyboru, zmuszona niskimi dochodami do poszukiwania najtańszych produktów. A na tym zyskują jedynie właściciele.
Najgorsze obawiam się dopiero przed nami. Już teraz widać społeczne przyzwolenie. Ludzie w przeważającej masie stali się konsumentami i ten punkt widzenia dominuje. Los tych z obsługi „świątyń handlu” nie interesuje ich poza kolejką, a i wtedy powszechniejsze jest narzekanie. Nikt nie myśli o społecznych skutkach podobnych praktyk. I dlatego właśnie wykorzystuję każdą nieprawidłowość w traktowaniu pracowników sieci handlowych do przedstawienia losu tych ludzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)