Bezpieczeństwo ekonomiczne jako punkt wyjścia
Zacznijmy od tego, że samo sprecyzowanie pojęcia dyplomacji ekonomicznej nastręcza ekspertom sporo problemów. Naukowcy wskazują, że badania nad dyplomacją ekonomiczną rozpoczęły się stosunkowo niedawno, bo w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku – choć oczywiście aspekt relacji gospodarczych jest od dawien dawna stałym elementem relacji międzynarodowych. Niekiedy rozróżnia się dyplomację ekonomiczną i dyplomację handlową. Ta pierwsza obejmuje skalę makro, jak np. aktywność państwa w międzynarodowych organizacjach gospodarczych i zawieranie międzynarodowych porozumień dotyczących gospodarki, a ta druga – otwieranie zagranicznych rynków dla rodzimych podmiotów. Oba te obszary mają jednak wspólny mianownik, a jest nim zapewnienie bezpieczeństwa ekonomicznego państwa.
Od tego bezpieczeństwa powinniśmy dzisiaj wychodzić, mówiąc o dyplomacji gospodarczej. Napięta sytuacja geopolityczna powoduje, że bezpieczeństwo staje się pryzmatem, przez który patrzymy na wszelkie dziedziny życia publicznego. Dzięki temu jest szansa, że urzędnicy i politycy przestaną uznawać wspieranie działań polskich firm na obcych rynkach za łaskawy gest (co, na szczęście, nie zdarza się już często), lecz te działania będą postrzegać jako element polityki w zakresie budowania stabilności i bezpieczeństwa Polski i regionu.
Wyzwania przede wszystkim w Europie
Trzy i pół dekady aktywności Fundacji „Teraz Polska” potwierdzają, że to polskie firmy, świetnie się rozwijające i doceniane na wszystkich kontynentach, prowadzą – niezależnie od rządu – swoistą dyplomację wizerunkową. Budują Markę Polska – markę sukcesu, symbol najwyższej jakości, nowoczesności i innowacyjności. Może nadszedł czas, by epokę działań równoległych zastąpić epoką współpracy? Chociaż polscy przedsiębiorcy zwykli – nie bez powodu – podkreślać, że od państwa oczekują w zasadzie tylko jednego: aby nie przeszkadzało…
Jak bardzo przeplata się dyplomacja gospodarcza z dyplomacją „klasyczną”, świadczą kontrowersyjne posunięcia Donalda Trumpa, związane z nakładaniem ceł na zagraniczne produkty. Wywołało to w Europie zrozumiałą nerwowość. Skuteczna dyplomacja gospodarcza, prowadzona ramię w ramię z polskim biznesem, potrzebna jest dzisiaj bardziej na wewnętrznym, unijnym podwórku. Choćby w obszarze rolnictwa i gospodarki żywnościowej. Wymienić można np. regulacje Zielonego Ładu (który jeszcze niedawno niemal wszyscy chwalili i aktywnie wspierali, a dzisiaj wszyscy się od niego odżegnują), groźne dla naszych producentów rolnych. To także, schodząc na przykład poszczególnych branż, plany otworzenia unijnego rynku dla tytoniu z Indii i Brazylii, co będzie wielkim ciosem dla polskich producentów tytoniu – a produkujemy tytoń przede wszystkim na eksport. Odkładaną na przyszłość, ale trudną sprawą jest dostęp ukraińskich produktów na wspólnotowy rynek. To tylko kilka, pierwszych z brzegu, przykładów. A sądzę, że zebrałaby się ich cała „biała księga”.
Dezyderaty, które łączą ponad partyjnymi podziałami
I taką „białą księgę” dezyderatów dla polskiej dyplomacji gospodarczej, realizowanej ręka w rękę z polskimi przedsiębiorcami, warto według mnie opracować. I konsekwentnie ją realizować. Również dlatego, że znakomita większość tych ważnych dla biznesu i dla bezpieczeństwa gospodarczego Polski spraw łączy wszystkie opcje polityczne. Nie ma zatem zagrożenia, że zmiana u steru władzy spowoduje, że przyjęte priorytety staną się nieaktualne.
W ten sposób może o skutecznym działaniu na arenie międzynarodowej na rzecz polskich firm i polskiej gospodarki będziemy rozmawiać nie tylko podczas rautów oraz kongresów ekonomicznych. W każdym razie my, jako Fundacja „Teraz Polska”, przypominamy o tym cały czas!



Komentarze
Pokaż komentarze