A złe państwo nie zawsze wygląda widowiskowo. Częściej wygląda banalnie. To niejasny przepis. To urząd, który interpretuje swoje uprawnienia szerzej, niż powinien. To kara, która działa jak automat i nie zostawia miejsca na ocenę konkretnej sytuacji. To kontrola, wobec której przedsiębiorca nie ma realnego instrumentu obrony.
Właśnie w takich momentach znaczenie Trybunału staje się namacalne. Biznes potrzebuje instytucji, która potrafi powiedzieć państwu: dalej już nie wolno.
Kontrola nie może oznaczać bezbronności
Najlepiej pokazuje to wyrok Trybunału z 20 grudnia 2017 r., sygn. SK 37/15. Sprawa dotyczyła sprzeciwu przedsiębiorcy wobec kontroli. Trybunał uznał, że niezgodne z Konstytucją jest wyłączenie możliwości zaskarżenia do sądu administracyjnego postanowienia rozstrzygającego taki sprzeciw. Mówiąc po ludzku: przedsiębiorca nie może być skazany na sytuację, w której urząd go kontroluje, urząd rozstrzyga spór i urząd de facto zamyka mu drogę do realnej obrony.
To orzeczenie ma znaczenie dużo większe, niż sugeruje jego proceduralny charakter. W praktyce mówi ono tyle, że firma nie może być w starciu z administracją sprowadzona do roli petenta, który ma słuchać i milczeć. Jeśli państwo wchodzi do przedsiębiorcy z kontrolą, to musi istnieć zewnętrzny, niezależny mechanizm sprawdzenia, czy działa zgodnie z prawem. Bez tego relacja między przedsiębiorcą a aparatem administracyjnym staje się niebezpiecznie jednostronna.
Kara nie może być ślepą maszyną
Drugi przykład jest jeszcze bardziej aktualny. W wyroku z 17 października 2024 r., sygn. P 3/23, Trybunał zajął się administracyjną karą pieniężną za spóźnione złożenie sprawozdania w sektorze paliw ciekłych. Uznał, że niezgodne z Konstytucją jest takie rozwiązanie, które uniemożliwia sądowi miarkowanie kary. To jedno z tych orzeczeń, które powinny być obowiązkową lekturą dla wszystkich urzędników i polityków.
Problem polega na tym, że to, co jest wygodne dla urzędu, bywa zwyczajnie niesprawiedliwe dla firmy. W realnym obrocie gospodarczym nie wszystko da się zamknąć w zero-jedynkowym schemacie. Są opóźnienia niezawinione, są błędy mniejszej wagi, są sytuacje wyjątkowe, są przypadki, w których pełna kara bardziej niszczy proporcję niż buduje porządek prawny.
Trybunał przypomniał tu rzecz elementarną: państwo może karać, ale nie może karać bez miary. Sankcja ma być nie tylko legalna, lecz także proporcjonalna. To z pozoru oczywiste stwierdzenie ma dla przedsiębiorców ogromne znaczenie. Bo dzisiejszy biznes działa pod presją coraz większej liczby obowiązków sprawozdawczych, terminów, wymogów formalnych i regulacyjnych pułapek. Jeśli na końcu tej ścieżki czeka ślepy automat sankcyjny, to kosztem prowadzenia działalności staje się już nie tylko podatek, energia czy wynagrodzenia, ale także samo ryzyko zetknięcia z bezrefleksyjnym aparatem państwa.
Kiedy Trybunał Konstytucyjny zacznie znowu działać?
Jeśli Trybunał nie działa normalnie, państwo ma słabsze hamulce. A jeśli państwo ma słabsze hamulce, przedsiębiorca szybciej staje się obiektem eksperymentów legislacyjnych, urzędniczej nadgorliwości i sankcyjnej przesady.
Można spierać się o wszystko: o skład Trybunału, o jego historię, o legalność poszczególnych rozwiązań, o odpowiedzialność kolejnych obozów politycznych. Ale z punktu widzenia przedsiębiorców ten spór powinien prowadzić do jednego, prostego wniosku: Trybunał Konstytucyjny musi zacząć normalnie działać. Po to, żeby istniała realna granica dla złego prawa i złej administracji. Bo bez tej granicy przedsiębiorca zostaje sam wobec państwa, które najpierw produkuje chaos, potem go egzekwuje, a na końcu jeszcze każe za to płacić.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)