ChatGPT
ChatGPT
Krzysztof Przybyl Krzysztof Przybyl
91
BLOG

Morskie farmy wiatrowe trzeba obronić

Krzysztof Przybyl Krzysztof Przybyl Gospodarka Obserwuj notkę 9
Morska energetyka wiatrowa powinna być jednym z filarów polskiego bezpieczeństwa energetycznego. Im bliżej realizacji, kontraktów, decyzji środowiskowych i wpływu na rachunki, tym mocniejszy będzie spór o sens inwestycji na Bałtyku. Dlatego zwolennicy MEW muszą operować argumentami kosztów, miejsc pracy, przemysłu i interesu państwa.

Offshore na Bałtyku przestaje być planem na papierze

Morska energetyka wiatrowa wchodzi w Polsce w najtrudniejszy moment. Jeszcze niedawno była opisywana niemal wyłącznie językiem szans: czysta energia z Bałtyku, nowe inwestycje, porty, miejsca pracy, polski przemysł, bezpieczeństwo energetyczne. Dziś ten sam projekt coraz częściej będzie konfrontowany z innym zestawem pytań: ile to kosztuje, kto za to zapłaci, czy skorzystają polskie firmy, co z rybakami, co z cenami energii. Czy to nie kolejny wielki program, w którym ryzyko zostanie publiczne, a zyski prywatne?

Skala jest ogromna. Polska zakłada, że do 2030 roku na Bałtyku powstaną morskie farmy wiatrowe o mocy 5,9 GW. To poziom, który może realnie zmienić krajowy miks energetyczny. W pierwszej fali projektów widać model, który będzie miał duże znaczenie także dla debaty publicznej: polskie spółki wchodzą w konsorcja z zagranicznymi partnerami posiadającymi technologię i doświadczenie. Najważniejsze projekty prowadzą m.in. PGE z Ørsted, Orlen z Northland Power, Polenergia z Equinorem, a także RWE. To pokazuje znaczenie programu, ale jednocześnie tworzy pole do krytyki: przeciwnicy będą pytać, ile z tej wielkiej inwestycji naprawdę zostanie w Polsce.

I właśnie dlatego trzeba przygotować się na obronę MEW. Potrzebna jest obrona poważna, konkretna i wyprzedzająca. 

Morskie farmy wiatrowe nie obronią się samymi hasłami

MEW są potrzebne, bo Polska będzie potrzebowała nowych, dużych źródeł energii. Węgiel będzie stopniowo tracił znaczenie, system elektroenergetyczny musi się zmieniać, a przemysł będzie oczekiwał stabilnych dostaw energii po przewidywalnych kosztach. Bałtyk jest jednym z największych zasobów, które możemy wykorzystać. Morski wiatr nie rozwiąże wszystkich problemów systemu, ale może stać się jednym z jego filarów. Pod warunkiem, że nie zostanie politycznie spalony, zanim na dobre zacznie pracować.

Przeciwnicy będą mieli łatwe argumenty: wysokie nakłady, zagraniczni dostawcy, konieczność wsparcia publicznego, wpływ na rybołówstwo, konflikty przestrzenne na morzu, koszty przyłączeń, konieczność rozbudowy sieci. Do tego dojdzie szersza opowieść o „drogiej transformacji”, którą wielu odbiorców zacznie łączyć z rachunkami za energię, cenami ciepła i kosztami życia. W takiej atmosferze nawet racjonalny projekt może stać się symbolem narzuconej zmiany.

Dlatego obrona MEW powinna zacząć się od uczciwego przyznania: tak, to są inwestycje drogie. Tak, wymagają infrastruktury. Tak, nie każda złotówka zostanie w Polsce automatycznie. Tak, potrzebny jest system wsparcia i stabilne regulacje. Ale z tego nie wynika, że należy się z nich wycofać. Wynika z tego, że trzeba nimi dobrze zarządzać i dobrze je komunikować.

Bezpieczeństwo energetyczne, nie tylko polityka klimatyczna

W polskich warunkach znacznie mocniejszy jest przekaz: budujemy morską energetykę wiatrową, bo potrzebujemy własnych źródeł energii, nowych kompetencji przemysłowych i dywersyfikacji systemu. Offshore trzeba prezentować nie jako modę klimatyczną, ale jako projekt ważny dla bezpieczeństwa energetycznego państwa.

Drugim warunkiem jest pokazanie realnych korzyści gospodarczych. Nie wystarczy mówić o „miejscach pracy” i „local content”. Trzeba pokazywać porty, firmy, szkoły branżowe, uczelnie, usługi serwisowe, logistykę, kontrakty, łańcuch dostaw. Jeśli Polacy zobaczą polskie porty, polskich inżynierów, nowe kompetencje i konkretne zamówienia dla krajowych firm, projekt stanie się znacznie trudniejszy do zaatakowania.

Trzecia sprawa to regiony i grupy, które mogą czuć się pominięte. Rybacy, mieszkańcy wybrzeża, samorządy, organizacje środowiskowe, branża turystyczna – wszyscy oni nie mogą być traktowani jak przeszkoda w realizacji inwestycji. W energetyce lekceważenie lokalnych obaw zawsze kończy się źle. Najpierw jest cisza, potem irytacja, później protest, a na końcu politycy, którzy bardzo chętnie staną na czele każdego buntu. Lepiej rozmawiać za wcześnie niż tłumaczyć się za późno.

Jeśli nie będzie dobrej narracji, zostanie tylko spór o koszty

W tle są również duże spółki energetyczne, w tym PGE, dla których offshore jest jednym z najważniejszych projektów przyszłości. Ale debata nie może być przedstawiana jako obrona interesu jednej firmy. To musi być opowieść o interesie państwa. 

Spór o MEW dopiero się zaczyna. Im bliżej realnych kosztów, decyzji środowiskowych, kontraktów, budowy infrastruktury i wpływu na system, tym ostrzejszy będzie język debaty. Kto nie przygotuje argumentów teraz, za chwilę będzie odpowiadał wyłącznie na zarzuty. A wtedy nawet najlepsza inwestycja może zostać sprowadzona do medialnego skrótu: drogo, obco, niepewnie. W demokratycznym państwie wielkie inwestycje nie wygrywają samą decyzją administracyjną. Wygrywają wtedy, gdy społeczeństwo rozumie, po co są potrzebne.

Krzysztof Przybył jest prezesem Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego, znanej od ponad trzydziestu lat jako organizator konkursu „Teraz Polska”. W ramach tej inicjatywy wyróżniono setki polskich firm, oferujących najlepsze produkty i usługi, które dzięki swoim walorom jakościowym, technologicznym i użytkowym wyróżniają się na rynku oraz mogą być wzorem dla innych. Cel Fundacji to promocja dobrych, polskich marek, a jednocześnie przyczynianie się do wzmacniania marki Polska w Europie i na świecie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Gospodarka