Wróciłem właśnie z liturgii Wielkiego Czwartku. Niby nic wielkiego, bo przecież powtarza się on co roku. Z drugiej strony smutno mi, bo jutro okaże się znów jak wiele zła potrafi wyjść "spod naszych rąk". Czy Chrystus widział cały ogrom cierpień jaki na siebie ześlemy w przyszłości, gdy modlił się w nocy z czwartku na piątiek? Nie wiem, bo niedostapiłem łaski mistyznych przeżyć, choć staram się wierzyć Słowu Bożemu, Ojcom Kościoła, a i temu co widzę patrząc na krzyż do jutra zasłonięty całunem.
Jutro będę przyżywał kolejny raz to, co przychodzi razem z kolejnym nawróceniem. Poczucie sensu, ciągłości i głębi życia, z drugiej zaś strony nawrót myśli o swoim krzyżu, mikroskopijnym w porównaniu, z tym który niósł Jezus. Mimo tak małego rozmiaru czasami wydaje się on zbyt ciężki.
W sobotę zaś wrócą może wspomnienia z iluś lat wstecz, kiedy biegało się go kościoła z koszykiem. Chcę znów poraz kolejny usyłszeć Resurrexit! Poczuć po raz kolejny, że mimo słabości, ułomność, grzechu Miłosierdzie Boże obejmuje mnie cały czas!
I w niedziele Alleluja!!! Chrystus żyje!!!
A wam drodzy czytelnicy i poszukiwacze prawdy o tym, co stało się blisko 3 lata temu życzę spokojnych, rodzinnych i przemodlonych Świąt Wielkiej Nocy. Niech będą one dla was nowym startem w kolejny okres życia.
"Niech cię Pan błogosławi z Syjonu, Ten, który uczynił niebo i ziemię!"




Komentarze
Pokaż komentarze (5)