Decyzja Amerykanów o tym, by jednak w Polsce nie instalować elementów tarczy antyrakietowej, a ściślej, by w ogóle w naszym kraju się nie kwaterować, to oczywiście temat dnia i wokół niego toczą się obecnie spory i generowane są komentarze.
Tarcza jak tarcza. Miała być, nie będzie jej. Trudno. Ja natomiast traktuję problem z nią związany, jako doskonały katalizator zagadnień, które znowu z silną mocą się ujawniły.
Przyjmuję, że Tusk, Kaczyński, Napieralski czy inni polscy mężowie stanu, nie mieli wpływu na decyzję podjętą przez Baracka Obamę. Owszem, można snuć przypuszczenia, że gdyby polscy politycy bardziej nalegali czy nawet „szantażowali” amerykańską administrację (np. wycofaniem wojsk z Afganistanu, zbliżeniu do Wenezueli, wprowadzeniem wiz itp.) to pewnie Obama by się takimi naciskami nie przejął. Może nawet by je przyjął za żenujący blef, a i tak na końcu zrobił swoje, czyli z tarczy się wycofał. Koniec tematu.
Teraz czas na wyciągnięcie wniosków z efektów zaistniałej sytuacji.
1. Płaszczyzna międzynarodowa.
Niewątpliwie Polska jest pionkiem w grze światowych mocarstw. Nie jest tak, że Obama zrezygnował z tarczy, bo raptem pokochał Rosjan. Można przypuszczać, że pierwsze skrzypce w tej międzynarodowej „intrydze” gra Izrael. Polska, Czechy i Gruzja były wybrane, jako pionki w grze między Izraelem właśnie, a Iranem.
Iran jest obecnie jedynym groźnym wrogiem Izraela. Sami Żydzi nie są w stanie „zneutralizować” Persów, których wspiera Rosja. Izrael także więc potrzebuje dla równowagi sojusznika, którym od lat są Amerykanie. Rosja zatem wykorzystuje Iran jako kartę przetargową do walki z Amerykanami o wpływy m.in. w Europie środkowo-wschodniej i na Kaukazie („dacie nam wolną rękę w Europie – to my nie będziemy futrować Iranu”)
Powyższe ocena to nie nowość i często diagnozowana, także w S24.
Upraszczając można przyjąć, że gdyby nie problemy Żydów na Bliskim Wschodzie, Amerykanie nie musieliby przejmować się grą Rosji. Instalowaliby tarcze, gdzie by się im tylko podobało.
Niestety, co oczywiste, interes Izraela jest w USA silniej lobbowany niż Polski. Możemy tylko pozazdrościć Żydom.
Wniosek jest taki, że powodem wycofania Amerykanów z Europy jest polityka Izraelska. I ja nie mam o to pretensji do Żydów. Są patriotami, walczą wszelkimi dostępnymi środkami o przetrwanie swojego państwa, nawet wykorzystując inne narody. O Polskę natomiast mogą troszczyć się jedynie Polacy. Nikt za nas tego nie zrobi.
Podsumowując. W polityce nie ma stałych sojuszy, ale obecnie widać wyraźnie, że racje Izraela i Polski są sprzeczne. I konstruując różnego typu międzynarodowe i lokalne strategie, trzeba mieć to na uwadze.
2. Perspektywa lokalna.
To, co jeszcze bardziej oczywiste, czyli wciąż wysoki stopień zaprzaństwa wśród polskich „elit” (i nie tylko „elit”, bo wielu zwykłych obywateli, w tym internautów, również zatraciło lub sprzedało myślenie o polskiej racji stanu).
Jak wspomniałem, nie mam pretensji do Tuska czy Sikorskiego, że Obama zmienił zdanie. Mogli oni jedynie wyrazić ubolewanie po decyzji prezydenta USA, szanując przy tym rację stanu państwa Izrael. To, co jednak wzbudza głębokie obrzydzenie, to próby tłumaczenia przez naszych polityków zmiany polityki amerykańskiej, jako dobrej dla naszego kraju!
To, że postkomuna klaszcze teraz w ręce, to zawsze było i będzie pewne. Ale niepokoi stopień bezczelności, w jakim prezentują swoje zaprzaństwo kolejne partie polityczne, a także i ich wyborcy.
Powyższe współgra ostatnio z równie haniebnymi głosami nawołującymi do łagodzenia opinii o przyczynach 17 września (z Katyniem na czele), jak i z oskarżeniami piętnującymi szlaban, jaki Polacy postawili „rowerowym banderowcom” (z wyciszaniem informacji o masakrach wołyńskich).
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że polskie „elity” polityczne są przeżarte agenturą na wylot. To smutne i niepokojące, ale to jeszcze nie jest tragiczne. Przez wiele setek lat Polska miała wątpliwe szczęście do władców-jurgieltników i jakoś, składając ofiary, udawało się nam wyciągać nasz kraj na powierzchnię.
O wiele bardziej smuci mnie natomiast poziom antynarodowej degeneracji zwykłych ludzi, często przy tym wyborców zaprzańskich partii. Kilku moich znajomych, ludzi w miarę młodych, wykształconych, bezrefleksyjnie popiera jawnie antypaństwowe stanowiska swoich politycznych przedstawicieli. To samo widzę wśród niektórych blogerów S24.
Myślę, że żadnej służby specjalnej obcego państwa (nawet grupie służb) nie byłoby stać i nie udałoby się skorumpować tak dużej liczby ludzi w Polsce. Media elektroniczne chyba także nie mogą tak wydajnie bałamucić swoich odbiorców.
To już musi być wrodzona lub nabyta głupota, i to na skalę masową.
Jest to dla mnie niepokojące o tyle, że jeszcze nie spotkałem się z taką sytuacją w naszym kraju.
Trudno porównywać obecną sytuację Polski do tej sprzed lat, gdyż świat się zmienił (mimo, że historie lubią się powtarzać). Tak więc niełatwo stosować tutaj paralele do faktów z przeszłości. Brak mi przy tym także zdolności profetycznych. Lecz ze smutkiem konstatuję, że ciężko jest mi dostrzec różowe barwy w obrazie, jaki rysuje nam przyszłość.


Komentarze
Pokaż komentarze