Kuba Rutkowski Kuba Rutkowski
83
BLOG

Czekając na Alicję 1001

Kuba Rutkowski Kuba Rutkowski Polityka Obserwuj notkę 0

Ileż to śmiechu i natrząsania się mamy z Amerykanów, że tacy oni głupi i dają się wodzić prawniczym aberracjom. Sztandarowym przykładem była sprawa Stelli Liebeck, która w 1994 r. otrzymała odszkodowanie od McDonalda za to, że poparzyła się zbyt gorącą kawą w restauracji tej sieci. Od jej imienia nieformalnie przyznaje się Nagrody Stelli za najbardziej „outrageous and frivolous lawsuits”, czyli najbardziej „wariackie pozwy”.

Powoli moda na takie pozwy wkracza do Polski, choć dostrzegam tu różnicę.

1. Jeśli chodzi o USA, to niektórzy próbują pozytywnie tłumaczyć wyżej opisane zjawisko jako bodziec do ustanawiania precedensów prawnych, które w innych okolicznościach nie ujrzałyby światła dziennego. Tym samym „wariackie pozwy” służą wymiarowi sprawiedliwości, gdyż znacznie go wzbogacają.

Może to i prawda, choć moim skromnym zdaniem w Stanach Zjednoczonych chodzi głównie o pieniądze. Wygranie „wariackiego pozwu” pozwala ze spokojem skarżącemu czerpać radość z życia nie kalając się do śmierci pracą. Można nawet przyrównać omawiany proceder do totolotka. Pieniądze i tak wracają do gospodarki, ale wygrywają ci najbardziej bezczelni. A w końcu wszyscy mają ubaw czytając kolejne nominacje do Stella Awards, bo faktycznie lektura wielu z nich zastępuje skecze Monty Pythona.

2. W Polsce natomiast po trosze może chodzić także o pieniądze, lecz zasądzane kwoty są u nas mniejsze, i nie pozwalają do końca życia pławić się w luksusie. Jednak inaczej niż w USA, polskie sprawy nie mają zabawnych konotacji, dotykają bowiem poważnych zagadnień moralnych.

Pojawiają się sugestie (wspomina o tym Krzysztof Leski), że wygrane skarżących w „wariackich procesach” powodowane są chęcią medialnego wybicia się pospolitych sędziów. Zawsze to może być miłe dla zapomnianego arbitra, gdy jego nazwisko pojawia się na pierwszych stronach gazet. Ba, czasami nawet i oko kamery wychwyci niepozorną postać w todze. I sąsiedzi w telewizji widzą, i rodzina jest dumna.

Ale takie tłumaczenia mnie nie przekonują. Dawno porzuciłem wiarę w rzetelność polskiego wymiaru sprawiedliwości. Szereg wyroków dotyczących spraw „politycznych”, czy szerzej „ideologicznych” tworzy pewien jednolity ciąg (głownie procesy o zniesławienia i związane lustracją). Materiał dowodowy i zdrowy rozsądek wydają się być tu zbędne. Sędziowie w Polsce nie są tak „odważni” by spontanicznie orzekać w (jeszcze) drażliwych ideologicznie sprawach. Tak więc w dzisiejszej decyzji katowickiego sądu okręgowego węszyłbym kolejny element szerszego procesu ideologicznej tresury tubylczego narodu w ramach „terroru politycznej poprawności”.

Z niepokojem oczekuję następnych „wariackich pozwów”, z którymi nie będzie mi do śmiechu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka