Ale mając skrywaną wiedzę o wieloletniej, obrzydliwej, agenturalnej działalności abpa Wielgusa, jak można było forsować go na stanowisko metropolity warszawskiego? Czy prymas Glemp i jemu podobni nie zdawali sobie sprawy, że nie sposób zniszczyć wszystkich materiałów 20-sto letniej zdrady? Że prowadząc agenta przez tyle lat, na tak szeroką skalę, przez kilka wydziałów UB i Wywiadu, nie uda się zatrzeć wszystkich śladów? zmusić do milczenia wszystkich świadków?
Jak sam abp Wielgus mógł wierzyć, że uda mu się uciec od przeszłości? Że nikt o niej już nie wie, nie pamięta, nie zapyta?
Pomijam ślepo i jak zwykle głupio ujadających, dyżurnych „antylustratorów” z „Gazety Wyborczej” i jej otoczenia. Ale, że najwyższa hierarchia kościelna okazała się zbiorem ciężkich idiotów – to już zdumiało i powaliło mnie ostatecznie


Komentarze
Pokaż komentarze (1)