W podobnym tonie wypowiadał się też w radio i w swoim blogu p. Marek Siwiec. Powiedział on, że po odrzuceniu przez Irlandię traktatu, Polska ma "szansę uwiarygodnić się, jako współuczestnik ważnej gry na rzecz silnej Europy”, że „nasze akcje mogą (…) wzrosnąć, gdyż szybkie ratyfikowanie traktatu nie będzie aktem rutynowym, ale doniosłym gestem politycznym”.
Być "prymusem” - przed kim? "Uwiarygodnić się” - wobec kogo? Toż to retoryka lat minionych.
To że skorupka p. Siwca tak nasiąknęła, iż po upadku ZSRR wciąż musi mieć jakiś Sekretariat, przed którymi polski tubylec ma obowiązek się "uwiarygodniać” to nie dziwi. Ale widać też, że w sumie młody dziennikarz Wroński przez skórę czuje z jakiego klucza należy śpiewać przed srogim profesorem, by dostać bardzo dobrą cenzurkę i stać się klasowym "prymusem".
Tylko co z tego będzie mieć Polska?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)