Już wiele się o wojnie w Gruzji powiedziało i napisało. Mimo wszystko wciąż na polskich forach nie brak waśni między "stronnictwami": amerykańskim i rosyjskim.
Bo jak już wielu komentatorów zwróciło uwagę, jest to wojna, której jedną stronę stanowią USA wraz z jego głównym aliantem jakim jest Izrael (+ pomniejsze płazy). Drugą natomiast stroną są Rosja i Niemcy (+ także mniejsze i większe płazy, choćby w postaci Iranu).
Zawsze można wybrać tę "trzecią stronę", którą zdaje się serwować Stanisław Michalkiewicz, a mianowicie pozostać neutralnym i wyszydzać obydwie zmagające się obecnie na Kaukazie siły.
Myślę, że wybór tej „trzeciej” strony jest iluzją. Tzn. obecnie w polskim wyborze politycznym to „trzecie” rozwiązanie nie istnieje, bo w praktyce opiera się ono na wyborze stanowiska neutralnego wobec omawianego konfliktu.
Na neutralność Polska może sobie pozwolić np. w przypadku konfliktu nowozelandzko togijskiego. Natomiast w przypadku starcia USA/Izrael - Rosja/Niemcy niestety nie możemy sobie pozwolić na zbycie tego konfliktu drwinami lub milczeniem. Z bólem musimy wybrać sobie stronę w tym konflikcie, by nie być później li tylko przedmiotem igraszek wojujących mocarstw, lecz starać się coś urwać w trakcie trwania gruzińskiego sporu (choć może się zdarzyć i tak, że na końcu znajdziemy jedynie swoją rękę w nocniku).
Wiem, że przed dokonaniem takiego wyboru może odstręczać jawne faworyzowanie poszczególnych stron wojny przez "włodarzy" naszego państwa, bowiem PO od dawna stawia na oś Niemcy-Rosja (zresztą jak tu jej wierzyć, jak durna w podskokach uznawała niepodległość Kosowa). Natomiast Kaczyńscy na Amerykę wraz z Izraelem.
Ale cóż, używając sformułowania amerykańskich prezydentów musimy wybrać „naszego skurwysyna”.
Mając na uwadze wszystkie za i przeciw, wybrałbym, choć bez przesadnej dumy, amerykańsko-izraelskiego.
[Szkoda tylko tych gruzińskich cywili, no ale w erze demokracji nie ma podziału na rycerzy i plebs, wszyscy równo idą na ścięcie]
28
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)