Donald Tusk zgłosił kandydaturę Włodzimierza Cimoszewicza na funkcję sekretarza generalnego Rady Europy.
Po tej nominacji, z niewielkimi wyjątkami, pojawiały się komentarze naszych polityków, iż to dobrze, że Polak będzie zajmował w ważnej europejskiej instytucji najwyższe stanowisko.
Sam nominat tak ocenia wybór swojej osoby:„To byłby polityczny sukces naszego kraju. To się należy Polsce i naszej części Europy”.
Donald Tusk: „Jeśli Polak ma szanse wygrać coś w Europie, ja będę go wspierał”
Paweł Kowal: „Polacy powinni zajmować wysokie stanowiska w organizacjach międzynarodowych”
Grzegorz Dolniak: „W interesie Polski jest wystawienie najsilniejszej reprezentacji wszędzie tam, gdzie chodzi o nasze szanse na arenie międzynarodowej”
W dzisiejszym programie „Forum” w TVP 1, wszyscy uczestnicy, od lewa do „prawa”, zgodnie twierdzili, że trzeba solidarnie wspierać działania promujące Polaków na wysokie stanowiska w dyplomacji międzynarodowej, w tym europejskiej.
Podobnie głosy można było onegdaj usłyszeć przy nominowaniu Jacka Saryusz-Wolskiego na wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, czy Danuty Hübner na komisarz w Unii Europejskiej .
Po tych pełnych mobilizacji i dumy sformułowaniach zastanawiam się, czy Europa, z jej politycznymi organizacjami, mającymi na celu budować przyjazną, solidarną i uczciwą organizację międzynarodową, jest naprawdę takim życzliwym i sprawiedliwym w swej istocie bytem politycznym i gospodarczym.
Coś mi się wydaje, że nasi politycy piejący na cześć Europy chyba nie bardzo w powyższe wierzą. Gdyby wierzyli, to nie zachwalali dobroczynnego wpływu obecności polskich polityków w instytucjach europejskich na nasz kraj.
Jeśli Europa jest taka dobra, to może i Niemiec nią rządzić, a Polsce krzywda się nie stanie. Czyżby jednak lepiej było dla nas, gdyby to Polacy zasiadali na wysokich stanowiskach Unii Europejskiej?
Oj, źle to świadczy o naszym europejskim projekcie...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)