Kuba Rutkowski Kuba Rutkowski
316
BLOG

O aborcji, po raz setny (a jednak inaczej)

Kuba Rutkowski Kuba Rutkowski Polityka Obserwuj notkę 0

Nadarzyła się doskonała okazja, żeby znowu pospierać się w temacie aborcji. Na tapecie jest bowiem nowy projekt ustawy o planowaniu rodziny.

Ludzie nie znają się na ekonomii, nie mają pojęcia o sytuacji międzynarodowej, w nowoczesnej technice także się nie wyznają, więc ochoczo zabierają głos w temacie aborcji. Protestują, wiecują, gardłują w internetach, słowem mogą się wreszcie wykazać „wiedzą” w jakimś nośnym temacie.

Takoż zrobię i ja.

Trochę sobie wyżej podworowałem, bo często spotykam się z niegłupią opinią, że spory o aborcję to temat zastępczy. Sam często miewam podobne odczucie. Bo wydaje się, że ważniejsze są sprawy podatków, budżetu, inwestycji czy taktycznych sojuszy międzynarodowych. Ale tak po prawdzie, to aborcja jest przecież sprawą życia i śmierci, więc warto wypracować sobie tutaj jakiś pogląd, nawet przed innymi ważnymi zagadnieniami społeczno-ekonomicznymi.

Przez wiele lat byłem przeciwnikiem aborcji - jak to się eufemistycznie określa - „ze względów społecznych”. Natomiast nigdy nie miałem dylematów związanych z aborcją „zdrowotną”, kiedy to płód zagraża życiu matki, i można specyficznie zastosować instytucję obrony koniecznej.

Jednak kilka lat temu zmieniłem pogląd (o dziwo dla mnie, bo to pierwsza zmiana jakiegokolwiek poglądu w moim życiu!)

A mianowicie nie jestem już przeciwnikiem aborcji.

I to żadnej aborcji, bez względu na wiek dziecka/płodu. Czy to ma 1 dzień, 3 miesiące, czy 10 miesięcy (czyli 1 miesiąc, już jako noworodek). Wspominany pogląd usprawiedliwiam tym, że nie wiem kiedy kończy się płód, a zaczyna człowiek (jeśli ktoś zna tę granicę, to od razu może udać się do Instytutu Karolinska po nagrodę).

Powyższe może brzmieć trochę jak tani trolling, …może trochę, ale jest w tym też potężna dawka podirytowanej szczerości.

Nie - nie stałem się psychopatą. Wiedza o śmierci każdego niewinnego człowieka/płodu jest dla mnie wciąż przykra. Ale tyle jest już tej śmierci na świecie, że przestałem być zajadłym przeciwnikiem zabijania (czy ”usuwania”) niewinnych (ludzi, czy płodów, jak kto woli).

Po prostu nie mam już energii bronić swojego poprzedniego stanowiska. Składam to na karb wieku i doświadczenia, co skutkuje zmęczeniem i obojętnością w wybranych tematach (mam nadzieję, że nie jest to abdykacja wynikająca z lenistwa).

Obecnie traktuję aborcję jako element selekcji naturalnej.

Ludzie, którzy popierają aborcję, nierzadko posiadają jednocześnie także inne, nieżyczliwe mi poglądy na gospodarkę, wolności osobiste czy sprawy międzynarodowe.

Uważam (i to uprzejmie!), że lepiej by było, gdyby pozostali bezpotomni (lub chociaż mieli mało dzieci). Tym samym nie będą mogli przekazać swoich wartości własnym dzieciom, a dzięki temu w przyszłości moje dzieci będą miały mniej wrogów ideowych (bo liczę, że jakoś te pociechy po swojemu wychowam) i może przeto będą miały lepsze życie.

Może się wydawać, że to trochę odrażające w swym cynizmie podejście, no ale sam temat aborcji jest przygnębiający (zarówno dla jej przeciwników jak i zwolenników) więc nie ma powodu ponadstandardowo się tu oburzać.

Wśród moich znajomych jest wielu, którzy są pro-choice i nie żywię wobec nich złych uczuć. Przeciwnie, wielu lubię i się przyjaźnię. Drodzy, nie odbierajcie mojego, wyżej opisanego stanowiska jako instrumentalnego czy protekcjonalnego, wszak piszę z życzliwością. Takoż proszę pro-life’owców o nie wyklinanie mej obrazoburczej rezygnacji. Szukam po prostu spokoju sumienia, które tym samym może zająć się innymi, ważnymi problemami. 

Konkludując, po prostu „live and let live” (ups…,  chyba akurat ten bon mot brzmi tutaj trochę szyderczo, no ale nie ma rzeczy doskonałych).

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka