46 obserwujących
1193 notki
658k odsłon
362 odsłony

DANECKI: Pycha zachodnich intelektualistów

Wykop Skomentuj1

Najlepszym wyjściem jest pozostawienie Syrii samej sobie. Myślmy o konsekwencjach – jeśli tak ochoczo wspieramy politycznie (i finansowo) przewrót, to równie ochoczo wspierajmy samych obywateli. A to nie jest już takie łatwe.

W trakcie Arabskiej Wiosny Ludów w dwóch krajach arabskich – w Libii i w Syrii – obalanie starego reżimu odbywa się bardziej pod wpływem sił zewnętrznych niż z woli samych obywateli. W żadnym z tych państw społeczeństwo nie było gotowe do obalenia panującego reżimu, a niezadowolenie nie przybrało takich rozmiarów, jak w Egipcie czy Jemenie.

W historii najnowszej mieliśmy już do czynienia z podobnymi wydarzeniami: w Afganistanie i Iraku. Tam również społeczeństwa nie były gotowe do zmiany reżimu, więc im ów reżim po prostu obalono. Skutki są straszliwe: wojna, setki tysięcy ofiar, zrujnowane państwa. Do dziś ani Afganistan, ani Irak nie otrząsnęły się z traumy tych wydarzeń i długo czasu upłynie, zanim świetlana demokracja przyniesiona z zewnątrz zdoła się ukształtować.

Libijczycy mieli dość ponad czterdziestoletniej „demokracji bezpośredniej” Mu’ammara al-Kaddafiego, propagandowego napuszania się i fałszu typowego dla dyktatur. Nie byli jednak gotowi do obalenia władzy, która wprawdzie tępiła wszelką opozycję, ale dzięki bogactwu naftowemu zapewniała godziwe warunki życia. Co więcej, w ciągu ostatniego dziesięciolecia reżim Al-Kaddafiego ewoluował, następowały pozytywne zmiany w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Z kraju zamkniętego i niedostępnego Libia stawała się krajem otwartym i coraz bardziej nowoczesnym. Na arenie międzynarodowej zaczęto akceptować (zapewne niechętnie) niekonwencjonalnego przywódcę Libii.

Kiedy jednak rozpoczęły się przemiany reżimowe w sąsiednich państwach – Tunezji i Egipcie, mocarstwa zachodnie, przede wszystkim Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone, uznały, że pojawia się szansa obalenia i tego niewygodnego reżimu. Dość wątłą opozycję w Cyrenajce skłoniono do aktywności, a następnie wykorzystując cały potencjał NATO, obalono reżim Al-Kaddafiego. Zniszczono kraj i pozostawiono go bez silnej władzy, co doprowadziło do kolejnych po wojnie ofiar czystek plemiennych. Kraj z jego naftowym bogactwem został całkowicie uzależniony od Zachodu i nie ma już niebezpieczeństwa niekonwencjonalnych wybryków niezrównoważonego przywódcy. Mimo wyborów i zwycięstwa miłej nam demokracji, miną długie lata, zanim w Libii ukształtuje się system władzy chciany przez obywateli.

W Syrii sytuacja jest podobna do libijskiej: silny reżim i niemrawa opozycja, którą nakłania się do walki z reżimem. A jednocześnie społeczeństwo niegotowe do radykalnych przemian, bo reżim zapewnia stabilne warunki gospodarcze i równowagę polityczną. Obalenie reżimu Baszara al-Asada nie jest możliwe bez silnej pomocy zewnętrznej. Ale inaczej niż w wypadku Libii społeczność międzynarodowa nie może się porozumieć w sprawie Syrii. Rosja i Chiny – pomne doświadczeń libijskich i swoich interesów – nie zgadzają się na interwencję ONZ. Z kolei Zachód nie ma aż tak ważnych interesów w Syrii. Co więcej, Syria leży w samym centrum konfliktu bliskowschodniego: graniczy z Izraelem, jest też sojusznikiem Iranu. Tu wszelkie gwałtowne ruchy mogą mieć poważne reperkusje międzynarodowe, stąd niezdecydowanie świata. Jest wreszcie sprawa skutków obalenia reżimu al-Asada. Jego władza oparta jest na mniejszości alawickiej, nieuznawanej przez ortodoksów muzułmańskich za związaną z islamem. Dla Braci Muzułmanów alawici są znienawidzonymi kafirami, bezbożnikami i poganami. I oczywiście wrogiem numer jeden.

Ponadto po zwycięstwie opozycji Syria będzie sił borykać z wieloma problemami.

Jak we wszystkich krajach po przewrocie, nastąpi zapaść gospodarcza. Syria nie ma potencjału naftowego jak Libia, na pomoc międzynarodową w większej skali nie może liczyć, więc społeczeństwo Syrii ucierpi na przewrocie znacznie bardziej niż swoich poprzedników.

Wojna domowa jest bardzo prawdopodobna, a wraz z nią – czystki etniczne i religijne. Ich ofiarą padną alawici. To kilka milionów ludzi. Kurdowie także nie mogą czuć się bezpiecznie. Czekać nas może dalszy exodus ludności syryjskiej. Obarczymy Turcję, bo przecież prawo Unii ani Stanów Zjednoczonych nie jest przygotowane na masową imigrację. Pamiętamy przepychanki włosko-francuskie w sprawie kilku tysięcy tunezyjskich emigrantów.

Jeśli tak ochoczo wspieramy politycznie (i finansowo) przewrót, to wspierajmy równie ochoczo samych obywateli, przyjmijmy kilkaset tysięcy ludzi, których życie jest zagrożone i udzielmy przyzwoitej pomocy gospodarczej.

Najlepszym zatem wyjściem jest pozostawienie Syrii samej sobie. Niech Syryjczycy załatwią swoje sprawy tak, jak to zrobili inni: Tunezyjczycy, Jemeńczycy, Egipcjanie. Oni wiedzą, co robić, lepiej niż my. A pomocy udzielajmy hojnie – byle nie militarnej.

* Janusz Danecki, profesor arabistyki, Uniwersytet Warszawski i Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej.

** Tekst ukazał się w dziale "Temat tygodnia", w "Kultura Liberalna" nr 189 (34/2012) z 21 sierpnia 2012r.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale