Jadąc wczoraj skuterkiem natknąłem się na leżącą na buspasie tablicę rejestracyjną. Zatrzymałem się, podniosłem, a następnie podrzuciłem na chatę Żonie z prośbą, aby do czegoś pożytecznego wykorzystała te swoje fejsbuki - tj. dała ogłoszenie na dedykowanym profilu, a sam pojechałem dalej załatwiać sprawy (nota bene - m.in. trzecią tablice rejestracyjną do swojego samochodu).
Nie minęło pół godziny, jak przysłała mi nr telefonu do człowieka, który zamieścił ogłoszenie 20 godz. wcześniej, że szuka właśnie tej. Zadzwoniłem i umówiłem się na za trzy kwadranse pod blokiem. On podjechał, ja już byłem - wszystko w tajmie; zszedłem, daję tablicę, a ten mi czteropak wręcza. Podziękowałem, nie skorzystałem i poleciałem dalej.
Dopiero później przyszło mi do głowy tytułowe pytanie...


Komentarze
Pokaż komentarze (5)