Bywam na pasmach bez map
Częstotliwościach szumu
Tysięczników poniżej tafli
Mórz gotowych do wyklucia
Słów mych wstydem
Nabrzmiałych czekaniem
Poślubiona nie wiedzieć czemu
Północnej ścianie K2 wabię
Echo złamane koszmarem
Cichych dni bez notariusza
Bo uwięzione w myśli ust
Ciepła wciąż żądają
Szczytuję więc tak sobie
Prawie słodkim mimochodem
Zasłaniając twarz bodźca
Szczelnym zakapturzeniem
Tego odległego bliskością zbocza
Z którego pewność spycha
Tu nikt korony nie szuka
Diadem w tej głośniejszej
Sali części bez ratunku
Ramion chroniącego cienia
Meteorologia kochania
Bez komunikatu dla świata



Komentarze
Pokaż komentarze (4)