las birnamski las birnamski
91
BLOG

Lot nad kukułczym gniazdem, czyli komentowanie polskiej sceny politycznej

las birnamski las birnamski Polityka Obserwuj notkę 6
U celu anarchii jest zawsze autorytaryzm, bo tam, gdzie nie ma faktów, a tylko ich interpretacje, gdzie rolę mediów przejmują partyjne szczekaczki, między którymi jedynie ogłupiały wyborca może na ślepo wybierać kierując się prymitywną sympatią i antypatią, tam zarządzający tymi interpretacjami sprawują rzeczywiste rządy, nie prezydent, nie premier, nie parlament, a do urn idzie się już tylko po te, żeby je potwierdzić.

Komentowanie polskiej sceny politycznej, ale to dotyczy coraz bardziej również tej szerszej, miedzynarodowej sceny, szczególnie od czasu objęcia prezydentury po raz drugi przez Donalda Trumpa, to zajęcie dla masochistów, którzy lubią się znęcać nad sobą i innymi, w tym drugim przypadku sadomasochistów. Ja nie lubię i coraz niechętnie choćby tutaj zaglądam, a poza internetem w ogóle w zasadzie nie wchodzę w dyskusje o naszej wewnętrznej scenie politycznej, bo to jak pchanie się na ring między dwóch czy trzech okładających się bez pamięci bokserów: nie liczy się siła argumentów, ale wielkość rękawic.

Celem dyskusji powinno być uczynienie czegoś bardziej zrozumiałym i racjonalnym. Jak jednak uczynić bardziej zrozumialym i racjonalnym coś nie mające z żadnym rozumem i racjonalnością zbyt wiele wspólnego, albo nic? Równie dobrze moglibyśmy zająć się komentowaniem dyskusji i relacji między pacjentami zamkniętego zakładu psychiatrycznego z poważnymi problemami i ograniczeniami intelektualnymi. No chyba, że mielibyśmy je opisywać właśnie pod tym kątem.

Polska scena polityczna, aktualne spory i problemy, sięgnęła dna. Fakty, logika straciły wszelkie znaczenie. W żywe oczy, z uśmiechem na ustach ludziom wmawia się, że czarne jest białe, pies to kot (wszak również ma ogon i chodzi na czterech łapach), a ci zamiast wyśmiać piewców takich teorii i wsadzić w kaftan, wszczynają poważne dysputy, dzielą się na obozy i urządzają referenda, w których mamy decydować czy czarne jest białe, czy na odwrót i czy pies to kot etc.

Kryterium oceny rzeczywistości i dokonywanych wyborów przestały być fakty i ich poszukiwanie, bo zaprzeczanie im i zakłamywanie rzeczywistości zbyt długo uchodziło czyniącym to płazem. Już nie ma więc faktów, ale są fakty prasowe, ich interpretacje, a nie one same. Wyłudzenie nie jest już więc wyłudzeniem, ale ktoś mówi, że nim jest. Ktoś inny temu zaprzecza i mamy słowo przeciwko słowu. Prokuratura zebrała dowody? Dowody sfabrykowano. Zapadł wyrok? Wyrok na zlecenie polityczne. Nie ważne w istocie co jest mówione, ale gdzie i kto to mówi. Ten "fakt" zaistnieje, do którego uda się przekonać więcej wyborców.

Tak zaczyna się anarchia i kończy demokracja. U celu anarchii jest zawsze autorytaryzm, bo tam, gdzie nie ma faktów, a tylko ich interpretacje, gdzie rolę mediów przejmują partyjne szczekaczki, między którymi jedynie ogłupiały wyborca może na ślepo wybierać kierując się prymitywną sympatią i antypatią, tam zarządzający tymi interpretacjami sprawują rzeczywiste rządy, nie prezydent, nie premier, nie parlament, a do urn idzie się już tylko po te, żeby je potwierdzić.

Każda autokracja zasadza się na anarchii, bo tym jest ignorowanie prawa i instrumentalne go traktowanie, zarządzanie nie na podstawie faktów, a ich ukrywanie i manipulowanie nimi. Anarchią u podstawy był faszyzm i komunizm, od niej się zaczynał i na niej się skończył. Pomiędzy było tylko sprawianie pozorów porządku, którym było usankcjonowanie bezprawia i kłamstwa. Do tego już tylko dążymy. Jakie są szanse, że ten proces, który już trwa ponad dekadę, zostanie jakoś zatrzymany i odwrócony? Niestety nie widzę na to w tych okolicznościach szansy. A kto robi wojnę, ten robi chaos, a kto robi chaos, ten robi prezent swoim wrogom, a przynajmniej konkurencji, a tych nigdy nie brakuje. Jak będziemy mieli "szczęście", wybuchnie wojna, która znowu uciszy na moment wewnętrzne spory i wszystkich na chwilę zjednoczy. Tak jak to zrobiła we wrześniu 39' ub.w.  Tylko, że co nam wówczas po takim zjednoczeniu?

Historia przerwana wówczas znowu się powtarza. Niemcy powoli wpadają w łapy skrajnych nacjonalistów i neofaszystów, a jak wpadną w nie do końca - żegnaj Unio Europejska, bo bez Niemiec nie ma UE. Gorzko wtedy Polacy zapłaczą, a najbardziej ci, którzy przez 24 godziny na dobę wieszali na niej psy i wspierali partie stojące w jednym rzędzie z tamtymi, wrogimi nam zagranicznymi ruchami. My nie potrzebujemy sojuszników i ich pieniędzy na naszą armię. My potrzebujemy być znowu sami i zdani tylko na siebie, i płone obietnice obrony zza "pięknego oceanu". Już Ukraińcy się przekonali ile są one warte (patrz: memorandum budapesztańskie) i nie pomoże tu członkostwo w NATO ani żadne inne sojusznicze traktaty, bo nikt dla jakiejś umowy zawartej dekadę czy kilka temu nie zaryzykuje atomowego armageddonu, gdyż mijało by się to z celem. Tamci zaś widząc, że jesteśmy osamotnieni i słabi  - już tak, a my za wszelką cenę dążymy do tego, żeby ze wszystkich zrobić sobie wrogów i głosujemy na nacjonalistyczne siły wspierające rozkład europejskiej wspólnoty.

Mierżą nas sojusze i unie, chociaż - czego historia również dowiodła nie raz - tylko wtedy byliśmy jeszcze jakąś siłą. Mierżą nas rządy prawa i demokracja, bo nie możemy wówczas toczyć swoich wewnętrznych wojenek o przysłowiowe dwa palce na miedzy rozkradając i dewastując przy okazji bezkarnie państwo. Jeszcze niedawno zastanawiałem się jak bardzo musimy dostać w tyłek, żeby coś w końcu do nas dotarło. Już się nie zastanawiam, bo dotarło do mnie, że nie ma takiej granicy. Następnego wymazania z map świata już jednak nie odwrócimy nawet za tysiąc lat, tym bardziej, że nie jesteśmy narodem wybranym, wbrew swoim mesjanistycznym zapędom.

Dlatego komentowanie polskiej sceny politycznej i powoli już nie tylko polskiej mija się z celem, skoro ktoś nie jest w stanie sam do pewnych rzeczy dojść, to już nikt i nic tego nie zmieni. To tak jak z tabliczką mnożenia: można się wyników nauczyć na pamięć, ale dlaczego 8 razy 8 daje 64 każdy musi już zrozumieć sam, w przeciwnym razie skazani zostajemy na walkę z wiatrakami, bo zawsze znajdą się cwaniacy, którzy zaczną twierdzić z profesorską miną, że jest inaczej i znajdą wystarczającą ilość takich, którzy będą to powtarzać i oddadzą na kogoś takiego głos. Toczenie dyskusji z czymś takim nie ma większego sensu, a że - jak wiadomo - wiatrak też się umie odwinąć, można przy okazji nabić sobie niechcący guza.

Wraz z Donaldem Trumpem, który nadał wszystkiemu co głupie, mijające się z faktami i nauką, urzędowej powagi, przestał to być już tylko nasz wewnętrzny problem. Powagi naukowe zostały już dawno temu wyśmiane i zastąpione przez kanały szkolonych za publiczne pieniądze pijarowców. Cała nadzieja w "AI", która rozwiąże wszystkie nasze problemy, a ostatnim, który rozwiąże, będziemy my sami. Tak czy owak, wszystko do tego zmierza. Dlatego czekam już tylko na cud. Jeden już przywrócił nas na mapy. Tylko drugi może sprawić, że się na nich utrzymamy do końca następnej dekady. I, obawiam się, że nikt za tymi krnąbrnymi i niezdolnymi do współpracy Polakami, nie zatęskni.

komentarz poetycki i nie tylko: Piszę, ot, czasem... Piszę na Babylon/ Do Jeruzalem — i dochodzą listy./ To zaś mi mniejsza, czy bywam omylon,/ Albo nie. Piszę pamiętnik artysty,/ Ogryzmolony i w siebie pochylon,/ Obłędny, ależ wielce rzeczywisty!/ C.K.Norwid - Klaskaniem mając obrzękłe prawice// do potencjalnego komentatora: w swoich komentarzach zostawiasz świadectwo głównie o sobie, jeśli więc nie masz nic wartościowego do dodania - lepiej milcz, zrobisz tym przysługę sobie i innym;  nie masz szacunku do mojego wysiłku - nie oczekuj ode mnie szacunku do swojego

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka