Pan europoseł Migalski oburzył się. Wszyscy o tym mówią tylko każdy inaczej. Blog posła MM pęka w szwach i bije rekordy odwiedzin chociaż on sam zniknął ze sceny salonu s24. Pryncypał tego sieciowego miejsca spotkań ręce z zadowolenia zaciera patrząc na ilości salonowych web-hits ale pan MM nie komentuje i nie odpowiada. Zamarło mu serce z przerażenia za wywołanie politycznego trzęsienia ziemi czy być może już medytuje wzmacniając się psychicznie na poważną rozmowę? Bo chyba nie trenuje kyokushin karate przygotowując się na polityczne następstwa swojego ”oburzenia”? Również rozważane są możliwości że rzucił się w wir zawodowych, brukselskich obowiązków, aczkolwiek mało kto z jego wyborców orientuje się na czym one konkretnie polegają.
Prawo i Sprawiedliwość. Perspektywy dla partii opozycyjnej nie wyglądają zbyt optymistycznie. Zbliżają się nieuchronne porażki a optymizmu partyjnym członkom i sympatyzantom zaczyna powoli brakować. I cierpliwości. Czymś trzeba ”karmić” potencjalnych wyborców a amunicja okazuje się wybrakowana i strzały nie dosięgają przeciwnika. Armia potencjalnych lokomotyw wyborczych ciągle się zmniejsza (vide: senator Romaszewski) i staje się powoli bardziej dywizją lub brygadą. Niezmienni od lat pretorianie otaczający prezesa czekają na jego znak, sami nie mając śmiałości powiedzieć cokolwiek interesującego. A pan prezes w cichości obmyśla następne genialne pociągnięcia nie tyle promujące własną partię ale pokazujące politycznych oponentów w czarnych kolorach.
Walka w PiSie rozpoczęta. Pan posel MM dał sygnał na swoim blogu. Rozpoczął następny etap w swoim carière planning. Tak jak w standartowych podręcznikach marketingu (być może politologii również) pierwszym krokiem było spopularyzowanie swojej marki czyli nazwiska. Dozowane blogi na salonie24 i Onet + telewizyjne występy i prasowe wywiady spełniły swoją rolę. Teraz czas na prawdziwe polityczne harce i uderzanie w słabe miejsce promującej go partii. A tym staje się powoli sam pan prezes JK. Nie może on tym razem przywołać publicznie swojego protegowanego do porządku. Temat jest zbyt subtelny a ”oburzenie” pana posła autentyczne przecież. I zdobył On swoją akcją pisowskich sympatyzantów. Tych którzy chcą powrócić do źródeł PiSu bez szacher-macher z SLD.
Pan poseł Migalski wchodzi do gry. Brukselskie ”młodzieżowe” kółko poselskie może stać się dużym utrapieniem dla prezesa PiSu. Wysłani w Europę na banicję, do uczenia się języków w oddaleniu od swych wyborców nie zgadzają się na przypisaną im przez JK rolę. Młode wilczki czują krew i zaczynają kąsać, wyczuwać sytuację do zadania następnych ukąszeń, nie zawsze groźnych ale jednak bolesnych. A przecież nauka jeszcze nie skończona, sposobności w związku zbliżającymi się wyborami będzie mnóstwo a pan prezes pod presja sondaży będzie popełniał, być może, coraz więcej błędów. A ”fruwający ornitolog” doświadczonym okiem politologa będzie starał się je naprawiać.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)