Książka pod tym tytułem chyba wszystkim jest znana. Powróciłem do niej zainspirowany ukazującymi się wspomnieniami R. Ziemkiewicza. W pierwszym akapicie autor ostrzega nas, że Jego praca nie dotyczy charakteru narodowego Polaków. Taki podobno nie istnieje. To tylko postkolonialna mentalność Narodu dotkniętego wszystkimi możliwymi zarazami: komunistami, sąsiadami, zdradzieckimi elitami, zaborami i spiskami. Naród jest „zdrowy” tylko okoliczności nie pozwoliły mu tego pokazać całemu światu. Bo przecież Polak na Zachodzie to ho, ho! Dopiero tam potrafi pokazać na co go stać!
Mało jest odważnych, którzy tak jak Ziemkiewicz potrafią wsadzić kij w mrowisko i napisać o rodakach nieprzyjemne „prawdy”. Kontrowersyjne bo któż lubi słuchać że „polactwo” to My? No bo przecież cytując RAZ’a:
„U nas już tak jest, że cokolwiek się dzieje, winni są zawsze Oni. Inni. Obcy. Nie swoi. Winni są głupi i nieuczciwi politycy…..”
To są słowa pisane w roku 2004 i weryfikowane w 2007. Zmieniło się coś od tego czasu? Oczywiście zmienili się politycy. Ale oceny pozostały te same. To Oni!
Przypadkowo napotkane w sieci: ( niepoprawni.pl/blog/11/polactwo ). I tak sobie myślę, to Oni czy My?
Ale wróćmy do Ziemkiewicza. „Obchodzi mnie mój kraj, i to, jak wygląda. A wygląda tak, że tylko rzygać. I wiem dlaczego.”
Spróbujmy zrozumieć dlaczego. A przynajmniej co myślał (myśli) o tym Ziemkiewicz.
„Albo weźmy taką ugruntowaną, historyczną bzdurę: Konfederację Barską stale traktuje się u nas jako pierwsze narodowe powstanie, a Targowicę jako symbol narodowej zdrady. W istocie obie te konfederacje różnił tylko stosunek do Rosji i carycy Katarzyny, natomiast w zasadniczym swym programie i dziele demolowania Polski z pozycji patriotyczno-katolickich były tak bliźniaczo podobne…”. Zmieniło się naprawdę tak wiele?
„Dawna Rzeczpospolita była krajem niewiarygodnej wręcz bezkarności. Nigdy nie powieszono w niej żadnego zdrajcy, wyjąwszy S. Zborowskiego – którego uśmiercili pod tym pretekstem prywatni wrogowie…”. Czyżby ostatnie procesy odbiegały od tego schematu? Czy to tylko ciągłość?
„Na początku lat 90-tych świat przyglądał się nam z autentycznym podziwem… Polskie sukcesy gospodarcze zawsze były tym, od czego zaczynali oni (zagraniczni rozmówcy) rozmowę…”. A my jesteśmy dumni? Potrafimy docenić że jesteśmy lepsi od Niemców gdzie: „enerdówek pozostaje wielkim walącym się skansenem, z którego młodzi i zdolni pryskają jak tylko mogą na Zachód, i po którym kolejne miliardy ( po wpompowanych 1500 miliardów DM) rozpływają się bez śladu.”.
„Nie znam na przykład kraju, który by miał w przeliczeniu na głowę mieszkańca liczniejsze władze. W polskim parlamencie zasiada 560 posłów i senatorów. Dokładnie tyle samo, co w USA”. W amerykańskim 60-tysięcznym mieście pod Chicago, rada miejska liczy sobie 8 osób. (W Polsce) w miejscowości liczącej sobie 6 tysięcy dusz, radnych jest ponad 2 razy tyle.”. A co? Nie stać nas na to?
„Nie chcemy pamiętać, że kiedy jedni Polacy szli do powstania, do lasu, walczyć za ojczyznę, to inni podążali za nimi, żeby poległych powstańców obdzierać z butów.”. Coś się Państwu kojarzy? Coś przypomina?
„Rozpad poczucia wspólnoty, z której zostały już tylko karykaturalne angażowanie narodowych symboli w każdą byle szarpaninę, gromadne adorowanie Papieża – Polaka i jednego czy drugiego sportowca, zaszedł tak daleko, że nikt nie czuje się odpowiedzialny za swój kraj czy rodaków. Polacy są okropni, Polska to jeden wielki obciach, ale ja sam do siebie nic nie mam, a skądże znowu.”.
To znowu Oni.
Mógłbym jeszcze długo Ziemkiewicza cytować. Ale czy warto? Ile głosów powie że kalam własne gniazdo, że wyrywam z kontekstu, że jestem ruskim agentem lub prowokatorem? Czy warto się zastanawiać jacy naprawdę jesteśmy? Przecież tyle aktualnych spraw, wotum nieufności w Sejmie, nowe odkrycia w związku z katastrofą, wywiad znanego polityka i nowe doniesienia do prokuratury. Nie mamy czasu na dywagacje o polactwie. A może nie mamy odwagi zobaczyć jacy jesteśmy?


Komentarze
Pokaż komentarze (26)