Chciałem pana Jankego prosić dzisiaj o zabranie głosu, lecz wyprzedził moje zamierzenia. Z odciskami na rękach, ale zdolnymi do obsługiwania klawiatury wypowiada się na swoim blogu o nowym polskim „magnacie” prasowym inwestującym w Pressublikę. Jest kolejnym „głosem” na ten temat, ale jakże innym! Nie czuje się zacietrzewienia, ideowych emocji i napuszonego języka obrońcy podstawowych wartości. Chłodna analiza dopuszczająca wszystkie możliwości i rozpatrująca je, punkt po punkcie. Jakaż przyjemność czytać po tych wszystkich nawołujących do „protestów społeczeństwa”, bawiących się rzucaniem monetą i liczących rachunkiem prawdopodobieństwa czy wypadnie reszka oraz wołających o tłumieniu wolności przez tuskową ekipę.
Jest jednak znamienne ze te wszystkie oceny ukazują się w mediach innych od „Rzepy”. Na jej łamach nikt nie odważył się na komentarz zapowiedzianej transakcji. Umówili się czy co? A może wydano „prikaz”? Albo co gorsza objawia się strach przed nowym właścicielem? Jakby nie było wygląda na to, że umiłowanie wolności słowa w tym wypadku nie dotyczy czołowych publicystów dziennika, którzy nabrali wody w usta i czekają chyba na nowe dyrektywy.
Wracając do tekstu pana Jankego trudno tam dorzucić jakieś inne, spektakularne przypuszczenia co do motywów zawarcia transakcji. Polityczna? Niewykluczone, ale mało prawdopodobne. Biznesowa? Wiele na to wskazuje, bo przecież prasa to biznes i „możni” w wielu bardziej rozwiniętych krajach już dosyć dawno zdali sobie z tego sprawę. WSI? Jakoś nie pojawia się w rozważaniach pryncypała salonu i dla jednych będzie to dowodem na oczywiste związki, ale dla niżej podpisanego raczej potwierdzenie na zamulenia umysłu wielu komentatorów wciągających tajne służby do wszelakich działań biznesowych. Chciałoby się raczej wierzyć w „sekretne” porozumienia ułatwiające zarabianie pieniędzy no, ale przy takim podejściu to i pan Janke znalazłby się na liście podejrzanych J
Zdrowy dystans, patrzenie na ręce a nie w szklaną kulę podejrzeń i fobii, logiczna analiza zamiarów biznesmana próbującego przejąć dobrze „idący” interes, spojrzenie na rynek prasowy i jego obecną sytuację – oto nieczęsto spotykane cechy krótkiego lecz obiektywnego spojrzenia na medialne enuncjacje. Oczywiście dodanie, że tak naprawdę nikt nie wie jak będzie i, być może, pan Janke z kilkoma kolegami znajdzie się na bruku również należy do możliwych scenariuszy, uzupełniają całość.
Tekst pana Janke jest, w moim odczuciu, również odpowiedzą blogowiczom ale też innym podkręcającym śrubę dziennikarzom, jak powinno się realizować dziennikarskie posłanie. Zimne widzenie rzeczywistości, jaka ono jest a nie, jaką się ją widzi swoimi rozemocjonowanymi głowami nie jest łatwe w polskiej rzeczywistości. Większość dziennikarzy już nie potrafi inaczej gdyż wybrane opcje polityczne niewolą ich i zmuszają do ciągłego udawadniania swojej słuszności lub wymyślania hipotez ją uprawdopodobniających. Są jak muchy w sieci własnych przekonań widzących Hajdarowicza jak nie przymierzając I-go sekretarza partii zamawiającego kolejne teksty, sławiące osiągnięcia Najlepszego Rządu na Półkuli Północnej!
Pan Janke wylał krople oliwy na wzburzone fale. Chciałoby się wierzyć że posiada „moc” rozmnożenia kropli w kilka baniek. Ale w dzisiejszym świecie jeden prorok nie czyni cudów. Ale gdyby tak miał do pomocy jeszcze z dwunastu wierzących? Może by wtedy „prawda” opanowała i Polskę?


Komentarze
Pokaż komentarze (9)