Im bliżej do wyborów tym liczniejsze głosy największej partii opozycyjnej nerwowo poszukującej argumentów aby uniknąć publicznej debaty. Zaporowe warunki o zwinięciu białej flagi są wspaniałym przykładem jak piarowy przekaz zostaje wykorzystywany aby ukryć strach przed rozmową i „obnażeniem się” przed wyborcami. Dodaje się mimochodem, że dziennikarze są stronniczy i nie ma ani jednego godnego do moderowania dyskusji a wynik debaty jest przewidywalny i na pewno nie oznacza wygranej strony opozycyjnej. Odmowa prawa do rozmowy z innymi partiami poza dwoma największymi jest również całkowicie zgodna z zasadą lekceważenia kogokolwiek poza własnymi wyborcami.
Odwaga w pokazaniu argumentacji zdolnej powalić przeciwnika na kolana nie jest cechą partii prezesa Kaczyńskiego. Mowienie do „swoich” ma przecież dużo zalet a jedną z nich jest przecież brak wymiany poglądów i możliwość zarzucenia przeciwnikowi wszystkich „bezeceństw” bez udawadniania ich prawdziwości. Poklask umacnia wiarę w siebie, pozwala operować określeniami zrozumiałymi tylko w zamkniętym gronie, nie wymaga przekonywania i udawadniania pokazującego czarno na białym błędy i zaniedbania oraz proponowania konkretnych rozwiązań wykazujących swoja „oczywistością” na lepsze efekty ich realizacji. Pozwolenie na jakąkolwiek dyskusję, nawet we własnym gronie, nie jest zamiarem PiSu i podważyłoby nieomyślność Prezesa. Jedność we własnych szeregach za wszelką cenę jest ważniejsze od przekonania niezdecydowanych o „szkodach” wyrządzanych przez obecny rząd.
PiS a właściwie prezes Kaczyński wychodzi z założenia że wyborcy nie są na tyle mądrzy aby właściwie ocenić jego wystąpienie. Boi się dziennikarzy nawet nie próbując zaproponować własnej kandydatury na prowadzącego dyskusję. Niewygodne pytania na które trzeba czasami odpowiedzieć tak lub nie są dla niego zbyt kłopotliwe i nie pozwalają prowadzić monologu tak ja w starych, dobrych czasach. To tylko utrudnia przekaz i skłania do wątpliwości, których nie mają sympatyzanci zebrani aby utwierdzić się w znanych prawdach. Dyskusja, rozmowa i przekonywanie nie są mocnymi stronami Prezesa a błyskotliwością też nie zdobędzie nowych zwolenników. Jest to również widoczne w Jego blogach, które cieszą się dużą poczytnością ale tak jak dla wielu innych polityków są one słupem ogłoszeniowym a nie płaszczyzną dyskusji, choćby z kilkoma komentatorami.
Stawianie żądań potencjalnym rozmówcom jest wygodną formą ucieczki. Jest to jednak tylko parawan osłaniający „nagość” i pokazujący świadomość niedorośnięcia do współczesnych form komunikacji ze społeczeństwem. Wiadomo przecież, że telewizyjna debata pomiędzy liderami partii politycznych biłaby rekordy popularności. Ilu nowych wyborców możnaby zdobyć pokazując atrakcyjny i oparty na konkretnych przykładach program wyborczy pokazujący w jaki sposób można polepszyć służbę zdrowia, szybciej budować drogi, polepszyć emerytury i bezboleśnie zmniejszyć dług publiczny. Ilu Polaków możnaby przekonać o lepszych, szybszych i bardziej skutecznych metodach do zobycia należnej nam pozycji w świecie i Europie, pokazać jak trzeba walczyć o należne nam prawa w europejskiej unii, jak uniezależnić się od sąsiedzkich wpływów i być „bardziej” niezależnym”.
Unikanie krytyki i strach przed rozmową i publiczną, przedwyborczą debatą nie jest czymś nowym w strategii Prezesa. Wyrażał się On przecież niejednokrotnie lekceważąco o Sejmie i jego roli jako demokratycznego organu państwowego. Nie uznawał parlamentu jako wystarczająco ważnego organu, który służy opozycji do wskazywania na błędy rządzących. Łatwiej to było czynić w zaprzyjażnionych czasopismach lub wystąpieniach przed własną publicznością. Ale przecież od kandydata na stanowisko premiera można wymagać walki na arenie międzynarodowej w celu obrony polskich interesów. A tam nie można oczekiwać atmosfery ułatwiającej te zamierzenia. Trzeba będzie przekonywać, udawadniać i pokazywać „wyższość” swoich przekonań nad innymi. Walczyć o polskie wartości i nie oczekiwać przyjaznej atmosfery i zrozumienia dla „własnych” poglądów. Pokazywać racje, zawierać kompromisy i rozmawiać ze wszystkimi. Jeżeli nie potrafi się tego teraz to jakie mamy gwarancje, że będzie to możliwe w przyszłości?
Odmowa rozmowy z innymi politykami jest lekceważeniem wyborcy. Uznaniem go za niezbyt rozgarniętego aby móc ocenić debatę według własnych kryteriów, jest wyrazem strachu przed zaprezentowanie siebie i swoich politycznych idei szerokiemu gronu społeczeństwa. Jest wyrazem niemożności przekonania niezdecydowanych i wahających się przed wyborem. I jest przyznaniem się do porażki i zaakceptowaniem sytuacji politycznej którą się krytykuje.
Jest ukrytą obawą przed niemożnością przekonania wyborczej większośći do swoich politycznych przekonań, udowodnienia ich słuszności oraz wykazania szkodliwości obecnie realizowanej polityki rządowej.


Komentarze
Pokaż komentarze (87)