Prowokujący tytuł? Być może. Ale czy nie jest prawdziwy? Czyż nie zobaczyliśmy rozmowy przed kamerami tak jak ona powinna wyglądać? Bez emocji i negatywnej energii. Bez oskarżeń, osobistych animozji i złośliwości nie pasującej do politycznych dyskusji. Zwracającej uwagę na kilka istotnych problemów w naszej polityce zagranicznej i skrótowo prezentującej poglądy przedstawicieli największych partii politycznych. Bez PiS’u oczywiście gdyż ze znanych i nieznanych powodów brak było rzecznika tej partii.
Można oczywiście znależć niedociągnięcia odbytej wczoraj debaty i szukać jeszcze lepszych rozwiązań na jej przeprowadzenie. Inny moderator, więcej czasu na wypowiedzi uczestników, lub włączenie niezależnych ekspertów do dyskusji. Lecz odbyte już spotkanie udowodniło że można spokojnie rozmawiać i argumentować bez wywoływania atmosfery konfrontacji za wszelką cenę i gnębienia przeciwnika demagogicznymi argumentami. Można mieć inne zdanie ale nie prowadzi to do kłótni, podniecenia i obrażania dyskutanta. Dobra wola, profesjonalność, znajomość poruszanych zagadnień oraz trzymanie się ustalonych zasad dyskusji sprawia, być może dla oczekujących mocnych wrażeń telewidzów, wrażenie nudnych rozważań lecz sprowadza rozmowę na konkrety i dodatnio punktuje uczestników umiejących sie skoncentrować na istocie poruszanych zagadnień i stawianych pytań.
Paweł Kowal wniósł do debaty autentyczność i świeżość prezentowanych przez siebie poglądów które wyrażnie odbiegały od nieco sloganowych wypowiedzi innych. Żarliwy apel o zjednoczenie wysiłków w polityce zagranicznej niezależnie od innych przekonań oraz skoncentrowanie się na przyszłośći zamiast ciągłego rozpatrywania dzielących polityków różnic był świadectwem „wiary” tego polityka. Jest to oczywiśie również sedno przesłania, które PJN stara się na zatęchłej scenie politycznej rozpropagować. I nie jest przypadkiem że właśnie polityk nie potrafiący sobie znależć miejsca w poprzedniej partii głosi takie poglądy a PiS nie wystawia swojego reprezentanta do debaty. Trudno o większą rozdzwięk pomiędzy podejściem do obu partii do samej istoty prowadzenia sporów w polityce. I tym lepsze wytłumaczenie dla odruchów kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości nie bedących w stanie zaakceptować rozmowy i odsunięcia na drugi plan zaistniałych podziałów.
Czy nieobecność przedstawiciela największej partii opozycyjnej przynosi szkodę publicznej debacie? Niewątpliwie tak. Jest to ona przecież reprezentantem znacznej części społeczeństwa i brak jego opinii w telewizyjnym pojedynku na słowa zmniejsza w jakimś stopniu jego znaczenie. Konfrontacja z ministrem obecnego rządu i innymi partiami zasiadającymi w Sejmie została uznana jako niepożądana. Tłumaczenie że odbyła się ona w studiu telewizyjnym „wrogich” mediów i w obecności zwalczanej dziennikarki nie można uznać za poważne. Każdy z uczestników odpowiadał na te same pytania i takowe mógł innym zadawać. Nie można więc mówić o naruszeniu proporcji. Jest to raczej przejawem albo bojażni przed rozmową albo uznaniem a priori nieskuteczności swoich, partyjnych przekonań. I zgadzałoby się to z krążącą opinią, że PiS nie jest nastawiony na zwiększenie swojego elektoratu i na przekonanie niezdecydowanych wyborców do swoich rozwiązań. Unikanie rozmowy oraz możliwości propagowania swoich ideałów nie wydaje się najlepszą metodą do wygrania wyborów.
Merytoryczne, telewizyjne dyskusje, aczkolwiek krótkie i siłą rzeczy ograniczone, są jednak dobrą próbą do zaprezentowania partyjnych atutów zainteresowanej telewizyjnej publiczności. Umiejętność prezentowania osiągnięć, wykazywanie błędów przeciwników, znajomość zagadnień oraz prioritety w ich ustalaniu podawane przez partyjnych prezentatorów są koniecznościa w walce o serca i umysły wyborców. Jest to jedyna słuszna droga do propagowania nie tylko przekonań ale również wzorców do publicznych dyskusji. Największa partia opozycyjna wyłamuje się z tego schematu preferując indywidualne wystąpienia w formie monologów. Czy jest to słuszna wyborcza strategia przekonamy się już niebawem.


Komentarze
Pokaż komentarze (34)