Kolejne telewizyjne dyskusje przed wyborami za nami. Czołowi politycy rozmawiali tym razem o infrasktrukturze i rozwoju regionalnym. Temat niezbyt sensacyjny a ponieważ dyskusja była merytoryczna o trudnych problemach a więc zainteresowanie małe. Wielkim nieobecnym było PiS które metodycznie odmawia rozmowy o polskich problemach.
Polityka wybrana przez Jarosława Kaczyńskiego jest bardzo symptomatyczna. Wpisuje się ona w strategię wyborcą partii odmawiającej publicznej dyskusji i konfrontacji swoich posłów i partyjnych fachowców z innymi kandydatami w wyborach. Unikanie jakiejkolwiek rozmowy jest zgodne z taktyką Prezesa liczącego na przekonanie niezdecydowanych swoimi niezbitymi argumentami a nie odważającego się na poddanie swoich wyborczych kandydatów publicznej debacie i zapoznanie publiczności z ich opiniami. Metoda uników jest w opinii Prezesa skuteczniejsza niż wykazywanie rządowych błędów, pokazywanie i udawadnianie lepszych rozwiązań i promowanie fachowców mogących zastąpić nieudaczników w rządzie. Pokrywa się to również z Jego osobistym przekonaniem że to nie współpraca w imię wyższych celów przynosi efekty a próba osiągnięcia kompromisu jest środkiem do osiągnięcia swoich celów lecz że narzucenie swoich czyli pisowskich poglądów uratuje polską demokrację.
Polityka odmawiania udziału w telewizyjnych debatach ma również inne, zgodne z polityką Prezesa, pozytywne efekty. Nie pozwala na wykreowanie postaci mogących stać się poprzez swoją popularność zagrożeniem dla lidera opozycji. Ruchy oddolne, istniejące w każdej organizacji i ambicje pisowskich polityków do zaprezentowania się szerszej publiczności są potencjalnym zagrożeniem dla pozycji Prezesa. Jest ona niekwestionowana w tej chwili ale po wyborach sytuacja może się zmienić. Pan Kaczyński jest jak mało kto zahartowany w bojach o partyjne przywództwo a rzesza Jego byłych, bliskich współpracowników umiejętnie wyautowanych z frakcyjnych rozgrywek jest niezwykle liczna. A pozostali sa wybrani ręką Prezesa, pozostają lojalni ale chcieliby przecież odgrywać większą rolę niż wyznaczona im do patakiwania słowom lidera. Uwolnienie ich spod nadzoru jest niebezpieczeństwem, które doświadczony rozgrywający woli uniknąć. A taktyka odmowy rozmów jest metodą która to zagrożenie niweluje.
Jarosław Kaczyński boi się rozmowy jak przysłowiowy diabeł wody święconej. Jego sympatycy przyznają mu oczywiście rację gdyż wspomnienia przegranej debaty z Tuskiem nie dają się zapomnieć. Ale trudno zrozumieć obawy pisowców gdy mówimy o założeniach programowych partii i receptach na uzdrowienie gospodarki i finansów. Te ostatnie zostały skrzętnie usunięte z wyborczych tez i nikt nie wie w jaki sposób opozycja chce rozdysponować dostępny budżet i zapewnić lepsze emerytury, bardziej dostępne placówki służby zdrowia, więcej budować autostrad i jednocześnie zmniejszyć dług publiczny. Jeżeli czegoś nie ma to trudno o tym rozmawiać a wyborcy uwierzą Prezesowi na słowo. Zrobili to już raz bo wtedy pan Kaczyński tez pewne rzeczy przyrzekał. Jak widać nie zawsze doświadczenie jest potrzebne do wyciągnięcia wnioskó.
Unikanie rozmowy jest w demokracji jednym z największych grzechów. Ukrywa to również niemożnośc do racjonalnego przekonania i udowodnienia swojej racji. Jest również odmawianiem wyborcom należnego im prawa konfrontacji partyjnych programów i merytorycznej dyskusji o ich zawartości. Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę z niedoinformowania społeczeństwa o wielu istotnych dla niego sprawach. Nie stara się jednak wypełnić tej luki. Umiejętnie ją jednak wykorzystuje powiększając obszary niewiedzy obywateli o proponowanych przez niego rozwiązaniach. Jest graczem dążącym do władzy ale ukrywającym jak chce ją wykorzystać. Czy jest to niebezpieczne? Moim zdaniem tak. Ale czy tak będzie w istocie przekonamy się już niebawem.
A w międzyczasie będzie Prezes PiSu kropidła unikał :)


Komentarze
Pokaż komentarze (45)