Polacy do urn! Obywatelu głosuj! Wypełnij swój obowiązek – głosuj bez skreśleń!
Niegdysiejsza kampania wyborcza. Dzisiaj, chciałoby się skreślać od góry do dołu, prawie bez wyjątków. Liderów trujących slogany i panienki mające nam w Sejmie przygotowywać ustawy, kraj modernizujące. Polityków zdobywających popularność wsadzaniem flag w tyłki i polityków obiecujących że po wygranej wszystko się zmieni. Przekonujących że oni dopiero powiedzą nam „jak żyć” (oczywiście dopiero po wygranych wyborach) i udawadniających jak się autostrady powinno budować. Straszących nas przekazaniem władzy w nieodpowiedzialne ręce i rozjeżdzający się po Polsce agitując za nieistniejącymi programami.
Szał wyborczy dosięgnął oczywiście salonu s24. O niczym innym nie ma wpisów, udawadnianie jak było i jest żle stało się codzinną rutyną blogowiczów i jest nowym kanonem obowiązującym jeszcze jakiś czas. Stało się można powiedzieć modne i na czasie. Niezadowolonych coraz więcej, przykłady mnoża się bez liku i trzeba sobie tylko zadać pytanie dlaczego jeszcze Polska nie zbankrutowała. Przecież o tyle bogatsza Irlandia, Włochy czy Hiszpania nie mówiąc o tch wspaniałych Amerykach dostają już nizsze litery alfabetu w rankingach. Polska gdzie korupcja, mafie, niesprawiedliwość społeczna i kradzieże mienia społecznego przez polityków i społeczmików jest codziennie piętnowana jeszcze jakoś się trzyma. Ale już niedługo chyba gdyż nie przypominam sobie aby ktoś w salonie był jeszcze z czegoś zadowolony. Doczekac do wyborów, rząd się zmieni a pózniej to już będzie tylko lepiej.
Poziom politycznych dyskusji wśród polityków, przekonywanie społeczeństwa o swoich partyjnych zaletach osiągnął poziom debilizmu który już przekroczył wszelkie granice. Obiecywanie gruszek na wierzbie stało się nowomową, którą wszyscy zaakceptowali i nikt się nie dziwi. Cała Europa drży w posadach, długi oblicza się z niewiarygodną ilością zer a tablica Balcerowicza już nie odbiera nikomu dobrego humoru. Unia europejska prawie się rozlatuje, w Eurpie zachodniej dziennikarze i komentatorzy zastanawiają sie kto będzie za to wszystko musiał płacić zdając sobie sprawę, że dobre czasy już minęły a nasze partie polityczne licytują się. A to będziemy dopłacać do przedszkoli, studenci bedą za darmo studiować, kolejki do lekarzy bedą mniejsze a i przy okazji dług publiczny się zmniejszy, infrastruktura polepszy a koleje bedą 2 razy wiecej przewozić.
To wszystko publika przyjmuje ze zrozumieniem. Chodzi przecież o to by swój wygrał i tylko to się liczy. Czy ktoś będzie się zagłębiał czy analizował państwowy budżet? Zastanawiał sie skąd brać pieniądze na to wszystko? Co to ma wspólnego z rzeczywistością? Niewiele to na pewno. Ale tak chcemy słuchać dobrych wieści, tak nam brakuje tego pozytywnego pierwiastka, że zgadzamy się na wszystko. Nie mówimy sprawdzam, pokaż jak to zrobisz, przedstaw projekt zmian do dyskusji, wylicz zyski i przesdtaw proste rachunki. Po Prostu wytłumacz nam, wyborcom jak chcesz osiągnąć cele którymi epatujesz w przemówieniach. Pozwól je przedyskutować ekonomistom, finansowcom czy przedsiębiorcom.
W niektórych państwach starej, europejskiej demokracji jest tradycją przedwyborczą akceptowaną przez wszystkie partie, przedstawienie swoich własnych budżetowych priorytetów. Widać jak na dłoni jak zamierzają gospodarować wspólnymi pieniędzmi, jak kompensują wydatki z dochodami, czy chcą się zadłużyć czy zacisnąć pasa. Wyborca wie o czym rozmawia, może wybrać swoje opcje i dokonać świadomego wyboru. Cyfry i arytmetyka. Zdrowy rozsądek.
My Polacy jeszcze nie osiągneliśmy takieg stopnia „prymitiwyzmu”. To dla nas zbyt proste. Nasze sympatie wyborcze okreśjają katastrofa smoleńska, pojęcia honoru i patriotyzmu, stosunku do komuchów i układów które stworzyli, zaliczeniu do zdrajców lub prawdziwych polaków, wywieszonej białej flagi, oceny Michnika lub Rymkiewicza. One decydują o wyborczych priorytetach. Dyskusje o gospodarce nas nudzą i nie bez kozery. Ilu partyjnych specjalistów potrafi przetłumaczyc finansowe sprawozdania, statystyczne tabele i procentowe wskażniki? Ilu wyborców uważa je za decydujące w swoich wyborach? Ilu potrafi się skusić na obietnice że będzie gorzej a nie lepiej?
Ale nie tylko cyfry ostraszają. Dyskusja o warunkach koniecznych do poprawy służby zdrowia też nikogo nie podnieca. Obietnice zmniejszenia kolejek wystarczą lub prywatyzacja wszystko załatwi. Albo likwidacja NFZ.Korupcja? No zamknie się jednego ginekologa z drugim chirurgiem i sytuacja się polepszy. Emerytury? Wiadomo, będziemy podnosić jednym a drugim zmniejszymy. A dla naszych dzieci? Zobaczy sie.
Obietnice bez pokrycia. Unikanie merytorycznych dyskusji. Plakaty wyborcze z ładnymi buziami. Nergal zamiast profesorskich ekspertów. Podniecanie się układami zamiast propozycji do ich likwidacji. Miernoty do Sejmu i Senatu zamiast fachowców i branżowych specjalistów. Slogany wyborcze zamiast merytorycznych dyskusji.
Wsadzają nam kit. My to akceptujemy z uśmiechem na ustach. Przyzwyczajono nas do tego i My się na to zgodziliśmy. Jacy wyborcy tacy politycy. A może odwrotnie? :)


Komentarze
Pokaż komentarze (15)