Niszczenie polskiej prawicy. Nieświadomie ale konsekwentnie i od wielu lat. Proces nieustanny choć dla wielu niezauważalny. Dzielący polityczną prawą stronę, przenoszący dyskusje na personalne rozgrywki o władzę i wpływy, coraz bardziej tracący z pola widzenia cele do osiągnięcia i bronione prawicowe wartości, uniemożliwiający zajęcie się opozycyjnym obowiązkiem śledzenia poczynań władzy i rozliczenia jej z popełnianych błędów i obojętny wobec możliwości zjednoczenie obywatelskich wysiłków prawicowych ugrupowań nie mogących znależć możliwości działania w partyjnych strukturach.
Prawo i Sprawiedliwość powstało w roku 2001. W swoim programie zapowiedziało większe kary dla przestępców i przywrócenie kary śmierci, zwiększenie uprawnień prezydenckich, przeprowadzenie lustracji, zmniejszenie liczby posłów i senatorów. Opowiedziało się przeciwko aborcji i eutanazji oraz za progersywnym systemem podatkowym.
Na listach wyborczych w roku 2001 pojawili się członkowie Przymierza Prawicy Kazimierza Ujazdowskiego oraz Stronnictwa Pracy. W roku 2005 kandydata PiS’u św.p. Lecha Kaczyńskiego poparły partie PSL, SO i LPR a w wyborach parlamentarnych w tym samym roku PiS uzyskał poparcie Radia Maryja.
W wyborach roku 2007 na listach Prawa i Sprawiedliwości pojawili się kandydaci PSL „Piast”, Ruch Ludowo-Narodowy, Ruch Katolicko-Narodowy i Ruch Odbudowy Polski. PiS zdobył ponad 32% wyborczych głosów.
Po przegranych wyborach w roku 2007 trzech vice-prezesów partii zostało zawieszonych w prawach członka. Oni i inni występujący posłowie założyli klub poselski „Polska XXI” a pózniej partię „Polska Plus”( w międzyczasie, poza niezależnym posłem Dornem powrócili do PiS’u). Marek Jurek występuje z PiSu i zakłada własne ugupowanie polityczne Prawica Rzeczypospolitej.
Rok 2010 to odejscie znanych polityków i założenie partii „PJN” która w ostatnich wyborach nie przekroczyła progu wyborczego.
Po przegranych wyborach w 2011 vice-prezes partii Zbigniew Ziobro próbuje dyskutować o przyczynach porażki. Wspomina o założeniu własnej partii. Grozi mu zawieszenie w prawach członka.
Od lat był widoczne postępujący proces rozkładu. Jest to oczywiste gdy partia polityczna traci swoje najlepsze, intelektualne zasoby personalne. One to przecież decydują o zdolności do twórczego rozwoju, dają możliwości wyrastającym indywidualnościom spełniania ambicji i udawadniania swoich racji. Pozwalają na ścieranie się idei, wybranie najlepszej drogi do spełnienia celów, wybiegania w przyszłość i zapewniają możliwość kontynuacji partyjnego programu przez nowe pokolenie. To tzw. „ludzkie zasoby” decydują o jakości przekazu i są najlepszą gwarancją udawadniania różnym grupom wyborców słuszności swoich przekonań. Przyciągania do partii nie tylko możliwością synekur ale przekonaniem, że ambicje połączone z ideowością i talentem politycznym pozwalają na zrealizowanie siebie jako jednostki w pięciu się po szczeblach organizacji i głoszeniu swoich partyjnych poglądów.
Prawo i Sprawiedliwość od lat traciło to co najważniejsze: polityczne indywidualności. Pozbywało się ich bez żalu mamiąc swoich członków i sympatyków złudnym pojęciem jedności. Nie dopuszczało głosów krytycznych i nie zapewniało możliwośći „burzy mózgów” nie tylko nad partyjnym programem ale również nad interpretacją aktualnych politycznych wydarzeń. Brakło powoli osób zdolnych zainteresować ożywczą myślą, intelektualną wartością i pobudzeniem do dyskusji. Zamierała wymiana poglądów będąca napędem rozwoju i kształtowania się opinii. Niepokorni odchodzili albo byli wyrzucani. Konsekwentnie i bez pardonu. Liczyło się coraz bardziej poddanie się woli Prezesa który tak jak konsekwentnie niweczył każdą próbę dyskusji tak samo niustannie budował swoją, coraz bardziej, niezagrożoną pozycję jedynego po Bogu.
Ostatnie wydarzenia z ziobrystami nie są niczym szczególnym. Sa następnym, logicznym krokiem w spirali dezintegracji opozycyjnej partii. Na własne życzenie a właściwie życzenie Jarosława Kaczyńskiego. Niezdolnego do wykorzystania olbrzymiego potencjału osób, które przewinęły się przez jego partię. Potencjału straconego, rozproszego na obrzeżach polskiej polityki, zniechęconego i nie umiejącego się wyrwać z niszczącego wpływu swojego byłego lidera. Bo przecież każda próba zaprezentowania się jako niezależna, prawicowa partia może liczyć na zarzuty rozbijania opozycji tak ze strony Prezesa jak i jego zwolenników. PiS marginalizuje się rękami swojego lidera i swoich sympatyków.
Nieustanny proces rozpadu Prawa i Sprawiedliwości coraz bardziej postępuje ale narazie nie widać jego końca. I co gorsza nie bardzo widać możliwość odbudowy znaczenia i pozycji polskiej prawicy. Rozdrobnione, podzielone partyjki, ruchy i incjatywy obywatelskie nie posiadają indywidualności ani możliwości finansowych do zjednoczenia swoich wysiłków. Skutecznie podzielone swoimi różnicami podsycanymi przez istniejących przecież przeciwników skutecznej i prężnej prawicy, wegetują w swoich „klubach” i internetowych klubikach łudząc sie możliwościami wpływania na opinię publiczną. Sycą się społecznym niezadowoleniem i czekają tak jak i Jarosław Kaczyński na „lepsze, budapesztańskie czasy”. I narzekają że za mało dyskutuje się o rządowych niedociągnięciach czy niewykorzystanych szansach.
Odejście lidera opozycji na zasłużony odpoczynek jest coraz częściej wymieniana jako możliwośc wyjścia z marazmu w jaki wpadł PiS. Ale pozycja Prezesa jest ciągle niezagrożona. Mało jest osób wierzących, że zdolny byłby do takiego kroku gdyż nie ma nikogo kto mógłby mu uświadomić postępujący rozkład jego partii. A On sam ciągle wierzy w swoje posłannictwo. Nie zauważając skutków prowadzonej od lat, wyniszczającej Prawo i Sprawiedliwośc, wewnątrzpartyjnej walki.
Jarosław Kaczyński prawdopodobnie, tak jak dotychczas, wygra frakcyjną walkę z Ziobro i jego zwolennikami. I następnych kilka lat zostanie straconych. Polska prawica unicestwia się powoli ale nieuchronnie. Rękami swojego Prezesa.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)