Ludzie zginęli. Ranni w szpitalach. Rodziny rozpaczają. Pomoc ratunkowa jeszcze twa. A politykowanie zajęło już pierwsze miejsce w tzw. blogerskich analizach. Nie tylko że premier pojawił się na miejscu wypadku ale również „po co mu elektrownia atomowa”. Pan Migalski idzie jeszcze dalej. Jego wnioski po tragedii to m.in. zabronienie Tuskowi pojawiania się tam gdzie giną ludzie.
Salon dyskutuje. Dzisiejsza niedziela poświęcona jest nieszczęściu na Śląsku. Najczęściej odmienianymi słowami jest Tusk i rząd. Pan Migalski już ma wnioski po tragedii m.in. zabronić Premierowi pojawiania się na miejscach wypadków. Polityka wciska się drzwiami i oknami i każdy próbuje choć trochę ugrać na nieszczęściu.
Co najdziwniejsze ale zgodne z polską specyfiką, wypowiadają się wszyscy tylko nie fachowcy. Jak mogło dość do tragedii, jaki element systemu zawiódł: czynnik ludzki czy technika, kto jest w rzeczywistości odpowiedzialny za błąd, kto zaniedbał swoich obowiązków – kluczowe pytania ale najprostsza odpowiedz udzielona przecież już przed wypadkiem: Tusk ze swoją bandą nieudaczników. Jak w znanej piosence Młynarskiego.
Struktura kolejnictwa, infrastruktura, automatyzacja i komputeryzacja, spółki kolejowe, szkolenia nowych kadr i oczywiście finansowe aspekty. To wszystko skomplikowane i powiązane ze sobą aspekty przewozowej łamigłówki. Polacy chcą bezpieczniej, szybciej i punktualniej. Mało kto wśród blogerów zawraca sobie głowę cyframi, ilością ton do przewiezienia czy rosnącymi milionami pasażerów kursujących po Polsce. Ile to wszystko kosztuje, kto i kiedy ma płacić za modernizację i jakie są jej przejściowe konsekwencje? Hmm, przecież im się płaci więc kogo to obchodzi?
Niefrasobliwość z jaką przeciętny obywatel podchodzi do skomplikowanych problemów związanych z jakąkolwiek dziedziną w której zdarzają się wypadki lub katastrofy jest zadziwiająca. A łatwość z jaką rzuca się oskarżenia i wyciąga polityczne frukty z tragedii jest bulwersująca. Nikt nie ma ochoty się zastanawiać jaka jest przepaść pomiędzy szczytami władzy a zwykłym wykonawcą „dobrej roboty” na budowie, stacji kolejowej, centrum zarządzania czy biurze projektowym. Tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi wykonujących codziennie swoje zawodowe obowiązki. Czy robią to z odpowiedzialnością, czy mają odpowiednie przygotowanie, czy wytykają błędy tam gdzie one się pojawiają i robią wszystko aby z satysfakcją powiedzieć: robię wszystko tak jak bym robił dla siebie?
Wypadki niestety będą się zdarzały. Czy to jest pijany kierowca wjeżdżający w grupę dzieci, czy dyżurny ruchu niedopełniający przepisów, czy przepracowany kierowca autokaru z pasażerami – tragedia jest częścią naszego życia. Ale znajmy umiar w ocenianiu. Nie starajmy się wiązać polityki z nieszczęściem. Bo oszukujemy samych siebie.


Komentarze
Pokaż komentarze (113)