Cytat pochodzi z blogu „eski” i jest reakcją na moją „próbę dyskusji” na wymienionym blogu. Aby wzmocnić swoje argumentację autorka chwali się pracą w RCSS a nawet w Ministerstwie Rozwoju. Można tylko dodać że obecnie również dużo osób pracuje w obu instytucjach ale co z tego ma wynikać to naprawdę nie wiem. Zakładam jednak, że nasza blogerka uważa że to nobilituje i a priori decyduje kto ma rację.
Zastanówmy się jak to wygląda.
„Eska” chciałaby dyskutować o tzw. modelu dyfuzyjno-rozwojowym. W tym celu zapoznała się nawet z raportem Boniego „Polska 2030”. Czy z tego zrozumiała co jest jego ISTOTĄ? Śmiem wątpić. A jest nim prosta konstatacja ze różnice pomiędzy regionami były, są i będą a
„Obszary biedniejsze uzyskują swoją szansę rozwoju wtedy i tylko wtedy, gdy uczestniczą w sukcesie najsilniejszych regionów, a nie na skutek doraźnej pomocy w ramach polityki redystrybucji i przyznania rozmaitych przywilejów.”
Być może przykład który naszej autorce przemawia lepiej do wyobrażni:
Trudno np. oczekiwać stawiania hut wytopu stali w regionach rolniczych, z dala od surowców i odbiorców ich produktów. Trudno też oczekiwać, że w miastach podejmie się hodowlę świń na masową skalę. Choćby te dwa proste przykłady pokazują, że RÓŻNICE MUSZĄ BYĆ.
W swoim tekscie autorka pokazuje kilka mapek, od Sasa do lasa. Gęstość linii kolejowych, wyniki referendum w sprawie przystąpienia Polski do unii, metropolie sieciowe i integracja polskiej przestrzeni rozwojowo-transportowej. Wspomina również o związkach religii i Kościoła w podziale regionalnym. I cóż się okazuje? Oczywiście tereny wschodnie są dyskryminowane. A powody? Te wyciągnie czytelnik sam.
Na zakończenie wyciąga „eska” konkluzję którą właściwie znaliśmy od początku”: integracja z Berlinem i kończy „teraz już wiecie o co chodzi i dokąd zmierza Polska”.
Podobno wykładowczyni na wyższej uczelni uświadamiająca młode kadry Polaków o naprawdę kompleksowych problemach rozwojowych współczesnych społeczeństw posługująca się przykładami z książki Tofflera, modnej na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Podająca przykłady z Ameryki Południowej ale nie potrafiąca znaleźć odpowiedników w Europie, podchodząca do modeli rozwoju gospodarczego tak jak robi to prezes Prawa i Sprawiedliwości. Uznająca prymat polityki, religii i procentowego poparcia akcesu do UE jako czynniki decydujące o planie rozwoju Polski do roku 2030.
Smutne są te rozważania osoby odpowiedzialnej za uświadamianie rodakom jakie są szanse na szybsze dogonienie Europy. Mająca za złe że nie kierujemy się na Wschód na którym przecież leżą szanse rozwoju naszego państwaJ Bo zamiast do Berlina, Paryża i Londynu powinniśmy przecież kierować się na Moskwę, Kijów i Mińsk. Tam będziemy uczyć się jak osiągać dobrobyt, stamtąd sprowadzać technologie, towary i myśl naukową. Tam szkolić nasze kadry.
Nieumiejętność oddzielenia polityki od dyskusji co jest najlepszym, najefektywniejszym i najszybszym wariantem rozwoju Polski jest doskonale widoczne nie tylko w pisaniu ale i myśleniu osób takich jak „eska”. Polityczne zauroczone nauką społeczną socjalistycznych partii nie potrafią skoncentrować się na naukowym podejściu do kompleksowych problemów. Tak jak ich duchowi przywódcy nie potrafią zdobyć się na przedstawienie jasnych do weryfikacji alternatyw, potrafią negować tak jak się nauczyli przed laty ale nie stać ich na włączenie się do konstruktywnej dyskusji. Zafiksowani polityką z przeszłości nie są w stanie ocenić wyzwań stojących przed społeczeństwem skierowanym ku przyszłości.
„Eska” napisała doskonały tekst. Pokazuje on jak w soczewce myślenie, które łączy opozycję. Nie tą naukową gdyż nie widziałem jeszcze alternatywy na plan Boniego, ale tę polityczną opierającą się na niewiedzy, uprzedzeniach, demagogicznych argumentach o NRD-wie, III Rzeszy i naszych Ziemiach Zachodnich od prawie 70 lat będących Po Prostu Polską.
Wszystkie drogi prowadzą do Berlina? Nie, „esko”. Wszystkie drogi prowadzą na Zachód. Tam gdzie Polska od wieków chciała przynależeć i tam gdzie bije serce Europy.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)