Wybór Jarosława Kaczyńskiego w walce o głosy wyborców został dokonany. Podstawowym atutem okazuje się smoleńska katastrofa i budowana na niej martyrologia Prawa i Sprawiedliwości. Osoby o innej orientacji politycznej niż pisowska znalazły się na drugim miejscu ofiar katastrofy. Jak się okazuje w rocznicowych obchodach są równi i równiejsi.
Obchodzenie rocznicy strasznej tragedii pod pałacem Prezydenckim, w centrum stolicy jest doskonałym miejscem pozwalającym wygłaszać polityczne przemówienia i realizować „węgierski wariant” dochodzenia do władzy. Cisza i skupienie w porannej mszy, złożenie wieńcy upamiętniających katastrofę nie wystarczają, partyjne okrzyki, transparenty o zdrajcach, zdjęcia ich wskazujące oraz skandowanie imienia ukochanego przywódcy jest gwarancją podtrzymania emocji w długiej walce o władzę. Tutaj dopiero można być w blasku reflektorów, tutaj dopiero można poczuć się naprawdę przyszłym lokatorem znajdującego się za plecami pałacu.
Polska opinia publiczna jest dzielona w sposób który ma konsekwencje dużo dalsze niż zwykła walka polityczna. Używa się w niej oczywiście sloganów i skrótów myślowych ale nazwanie przywódców własnego Państwa „zdrajcami” jest propagowaniem palikotowego języka od którego Jarosław Kaczyński tak się odżegnuje. To rzucenie w najwyższym stopniu obraźliwego hasła jest wyrażeniem pogardy dla osób wybranych przez miliony do wykonywania państwowych funkcji. Czymże ono się różni od obrażania ś.p. Lecha Kaczyńskiego w przeszłości? Trudno to pojąć.
Temat smoleński został wybrany. Prezes PiS’u zdecydował się zakwalifikowanie powodów katastrofy jako zamachu. Wersja coraz bardziej propagowana przez własnych zwolenników i pojawiające się wyniki dyskusyjnych amerykańskich badań są już „oficjalnie” zaliczone przez Kaczyńskiego do spiskowej teorii. A jej przyjęcie to olbrzymie pole do oskarżeń dziesiątek jeśli nie setek osób, poczynając na BORowcach a kończąc na meteorologach, do brania udziału w spisku. Spisku nie można zdementować, przecież niejawne, niewytłumaczalne działania są jego podstawą i strawą do najbardziej wymyślnych teorii.
Reforma emeryturalna, zmiana sposobu refundacji leków, budżetowe zmniejszenie długu państwowego, reforma, lub jej brak, szkolnictwa, powody zwiększające się inflacji – to wszystko są tematy wymagające wiedzy skomplikowanych procesów finansowo-gospodarczych. To nie są tematy mogące porwać tłumy i przekonać skomplikowanymi dyskusjami fachowców do entuzjazmu zebranych na ulicy. Ich rozwiązywanie nie jest dobrym tematem do uproszczonych wypowiedzi w których po mistrzowsku gra się na emocjach. To również nie jest miejsce do tłumaczenia się z wywiadów udzielanych przed laty, w których wyraża się opinię, że „okrągły stół” był pożyteczny. Sytuacja się zmieniła, poglądy też.
Dzielenie Polaków na dobrych i złych, zdrajców i patriotów, walczących o prawdę i starających się ją ukryć – podziały tylko będą się powiększały. Jakie to ma długofalowe znaczenie potrafi powiedzieć każdy licealista. Bo przecież kłótnia a nie dyskusja to OSŁABIANIE podstawowych więzi społecznych a w konsekwencji Państwa. Działanie które z radością przyjmuje się na Wschodzie i na Zachodzie – osłabienie przeciwnika lub partnera było przecież zawsze podstawą odgrywania większej, politycznej i gospodarczej roli. Widzimy to u innych, nie potrafimy dostrzec tego osłabiającego procesu u siebie.
Jarosław Kaczyński wierzy że dojdzie do władzy, potrafi „ujawnić” prawdę, wyeliminować stary establishment i stworzyć nowy. Jak to mu się udawało można ocenić na podstawie sprawy ministra Jego byłego rządu, pana Lipca. Udowodnił On, że nie trzeba udawać się na „cmentarz” aby załatwić interesy swoim kolesiom. Jeżeli tak ma wyglądać moralna odnowa to ja dziękuję, jeszcze postoję.
Walka o władzę w obecnej formie przynosi tylko straty. Kumulują się i oczywiście powiększają. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Ale jedno jest pewne, rachunek będziemy płacili MY Polacy.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)