Lchlip Lchlip
1947
BLOG

Rzepagate

Lchlip Lchlip Polityka Obserwuj notkę 81

 

Cezary Gryz nie zostanie polskim Woodsteinem a Rzepa nie będzie się chwaliła otrzymaniem nagrody Pulitzera dla swojego pracownika. Wiarygodność i dziennikarza i gazety zostały nadwątlone i będą się za nimi wlokły jeszcze przez długie lata. „Trotylowa” afera pokazała jak na dłoni katastrofalny poziom krajowego dziennikarstwa, ułomne standardy etyczno-moralne w nim stosowane oraz w ironiczny sposób pokazała jak rozumiane jest powiedzenie „follow the money” - będace od czasów filmu „All the President’s Men” Alana Pakuli z 1976 roku podstawowym zawołaniem w śledczej żurnalistyce - w polskich kręgach dziennikarstwa.
 
Czy można było uniknąć tego skandalu? Aby odpowiedzieć na to pytanie warto zapoznać się z filmem o którym wspomniałem. Został on umieszczony w annałach nie tylko filmowych ale również jest przykładem dla wielu dziennikarskich pokoleń czym jest i jakie powinno być śledcze dziennikarstwo. Pokazuje proces zbierania materiałów do serii artykułów w „Washington Post” będących podstawą do bezprecedensowej dymisji prezydenta Nixona. Setki a raczej tysiące godzin spędzonych na poszukiwaniu dowodów, weryfikowaniu finansowych danych, porównywaniu zeznań świadków, dziesiątki redakcyjnych burzliwych zebrań o wiarygodności dowodów i kłótnie o tym czy są faktami mogącymi w logiczny sposób wpasować się w bieg wydarzeń. Syzyfowa praca nagrodzona uznaniem za dziennikarskie, rzetelne śledztwo.
 
Jakże ubogo wygląda przy tym śledztwo Cezarego Gmyza. Jak bardzo nieudolnie prowadzą odpowiedzialne osoby w redakcji Rzepy proces weryfikacji danych do oskarżającego artykułu. Jak bardzo niewiarygodne są inne, poza prokuraturą, źródła informacji służące do formułowania tezy o trotylu na szczątkach samolotu. I żadne z czterech źródeł nie chce potwierdzić użytych przez niego sformułowań a pan Gryz nie jest w stanie przedstawić dowodów twierdząc iż informatorzy odmówili ich złożenia. Oskarża natomiast byłego pracodawcę o kłamstwa nie ujawniając (do tej pory) na czym miałyby one polegać.
 
A wystarczyło tak niewiele aby Rzepa i Gmyz wyszli obronną ręką z zadania które sobie postawili. Dopuścić do głosu choćby jedno ze źródeł jakim była prokuratura i umieścić jej oświadczenie w artykule. Opóźnić publikacje o jeden a może dwa dni i pozwolić prokuraturze wypowiedzieć się nie PO ale PRZED publikacją. Nie używać słów o trotylu i nitroglicerynie jako wykrytych materiałach wybuchowych a już na pewno nie w tytule stającym się przez to trującą mieszanką na politycznej arenie. Kiedy mleko już było rozlane mógł autor przyznać się do NIEŚCISŁOŚCI i uznać niedociągnięcia swojego dziennikarskiego warsztatu. Chociaż byłoby to z pewnością trudne ale czy niesłuszne?
 
Osobną kwestią uwidaczniającą nadwyrężenie dziennikarskiego etosu w Polsce jest reakcja środowiska tworzącego obronne komitety. Ewidentne błędy w sztuce dziennikarskiej próbuje się usprawiedliwić, wytłumaczyć nienagannym stażem z przeszłości i politycznymi motywami. Broni się zaniżenie standardów i popełnianie błędów. Usprawiedliwia się żonglowanie słowami i zmienia znaczenie moralnej odpowiedzialności za popełniane nieścisłości. Wszystko w imię walki politycznej bo przecież Cezary Gryz jest NASZ i walczy z „reżimem”. Ma to być wystarczającym usprawiedliwieniem na popełnione, zawodowe niedociągnięcia. Jednym słowem autor „Trotylu na wraku tupolewa” może teraz liczyć na zasilenie szeregów dziennikarzy śledczych w „wPolityce” i „Gazecie Polskiej” – tytułów coraz chętniej czytanych i coraz bardziej wyznaczających dziennikarskie standardy.
 
Brak dystansu do smutnych wydarzeń ze strony Cezarego Gmyza może być w jakimś stopniu zrozumiały. Ale ta empatia kończy się jeżeli swoje zwolnienie porównuje On ze zwolnieniami dziennikarzy w stanie wojennym. To takie samo porównanie jak, popularne w pewnych politycznych kręgach, zrównanie katastrofy smoleńskiej z Katyniem. Szkoda iż osobiste emocje są na tyle u niego niekontrolowane iż pozwalają na publiczne użycie przez Niego takich sformułowań.
 
Afera „Rzepagate” jest następnym krokiem nie tylko w rozpętanej polsko-polsko wojnie ale również coraz bardziej uwidacznia środowiskowy upadek dziennikarskiego etosu. „Follow the Money” które było dziennikarskim synonimem dążenia do odkrycia faktów i logicznych uwarunkowań w badanych aferach, w Polsce stało się dążeniem do większego nakładu, politycznych zysków i zgnojenia przeciwnika. „Rzepagate” to nie wyjątek, to coraz bardziej postępujący i coraz bardziej widoczny obraz upadku czegoś co kiedyś nazywało się dziennikarstwem.
Lchlip
O mnie Lchlip

Z dystansu ale nie z boku. Anonimowych blogowiczów "tykam". Pan/Pani są dla mnie osobami z nazwiskiem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (81)

Inne tematy w dziale Polityka