Mało kto kryje zaskoczenie. Nikt nie przewidział nowego układu sił przed wyborami w koalicyjnej partii a już najmniej zaskoczony i prawie płaczący (były) premier Pawlak. Komentarze są na razie wstrzemięźliwe chociaż pisowscy zwolennicy chcieliby widzieć nowy układ sił jako szansę na skłócenie koalicji. Wydaje się iż szanse są lecz dużo większe na wzmocnienie PSL’owskich notowań w comiesięcznych sondażach.
Prezes Janusz Piechociński jest zwolennikiem koalicji PO-PSL. Wyrażał to przekonanie wielokrotnie i wydaje się to jednym z pewników które będzie realizował. Można było się tego spodziewać, przecież udział w rządzeniu i realizacja części swoich politycznych przekonań to dążenie każdego polityka. Ciekawsze są jednak inne postulaty nowego przewodniczącego: pozyskanie nowych grup wyborców z małych miast, skierowanie partyjnej uwagi na młodych, realizowanie polityki „łączenia’ a nie „podziałów”, odbudowanie zaufania między polityką a obywatelem. Są to oczywiście wszystko tylko słowa ale jak wiadomo na początku musi być słowo aby mogło stać się ciałem.
Życiorys wczorajszego zwycięscy oraz opinie o nim, nie tylko partyjnych, kolegów są bardzo pozytywne. Wykształcony techniczny inteligent specjalizujący się w tematyce transportowej i infrastrukturalnej. Pracowity i mający doświadczenie w sprawach gospodarczych, finansowych i środowiskowych. Elokwentny i umiejący, w przeciwieństwie do introwertyka Pawlaka, nawiązać kontakt ze słuchaczem. Jednym słowem świeżość na polskiej scenie politycznej, która ze zdumieniem przyjęła zwycięstwo szturmującego od lat naa najwyższą partyjną funkcję w PSL’u.
Po wyborze nowego prezesa ludowej partii nasuwa się kilka zaskakujących, jak na polskie polityczne obyczaje, refleksji. Otóż pan Piechociński już trzykrotnie kandydował na najwyższe stanowisko. I nikt go w PSL nie „wyciął”, nie odstawił na boczny tor lub Po Prostu wyrzucił. Mógł pokazywać swoje zalety i zdobywać partyjnych sojuszników pracując w wybranej przez siebie partii, dyskutując z partyjnymi kolegami i wypełniając swoje obowiązki w Sejmie RP. Według wtajemniczonych, przez ostatnie półtora roku pracował bardziej intensywnie i coraz bardziej wgłębiał się merytorycznie w dziedziny w których się specjalizował. Zawsze można było liczyć na jego ekspertyzy, które dzielił nie tylko ze swoimi partyjnymi kolegami. Jak mało kto w PSL’u umiał nawiązywać i podtrzymywać kontakty poza swoim partyjnym otoczeniem.
Wybory nowego prezesa ludowców pokazały jak można przeprowadzać otwartą, zrównoważoną i pełną kultury debatę. Bez demonstracji, bez buńczucznych, publicznych wystąpień i odwoływania się do prasy brukowej. Pokazały iż można rzucić wyzwanie partyjnemu liderowi bez uszczerbku dla swojej politycznej przyszłośći, przeprowadzić wyborczą kampanię i wygrać na argumenty. Odświeżyć „strażacką remizę”, podać rozwiązania na przyszłość, wystarczająco przekonać partyjny kongres o swojej wartości i odstawić dotychczasowego lidera na boczny tor. Można było tego dokonać tego u ludowców chociaż nikt na to nie liczył.
PSL pokazał na swoim niedzielnym kongresie iż partyjna demokracja w Polsce jeszcze istnieje i potrafi odświeżyć zatęchłe bagienko feudalnych stosunków w innych partiach, które przez aklamację dokonują wyborów swoich szefów. Okazało się to możliwe i co więcej nawet bez „rozlewu krwi”. Te same ludowe ideały ale ubrane w nowe szaty, z nowym spojrzeniem lidera będą konfrontowane w polskiej rzeczywistości ze „starymi” rozgrywającymi, od Millera, przez Kaczyńskiego do Tuska. Pokazał się nowy „gracz” i będzie się teraz sprawdzał w politycznej grze. Ma szanse na sukces w postaci zwiększenia poparcia dla PSL’u w społeczeństwie oczekującym „nowego”, nowych postaci, kulturalnej i merytorycznej debaty o problemach a nie grzęznących w sporach, kłótniach i wyzwiskach i niczego nowego nie przynoszącego obrzucaniu się błotem.
Miejmy nadzieję iż zmiana PSL w postaci zwycięstwa pana Piechocińskiego pokaże innym partiom czym jest partyjna demokracja, kulturalna i merytoryczna dyskusja w partii politycznej i pokaże również, że jest możliwa wymiana „etatowych” dożywotnich partyjnych działaczy i tchnięcie nowych impulsów w zardzewiałe od starości partyjne struktury. Janusz Piechociński ma szanse zmienić PSL. Czy i kiedy inne partie pójdą za Jego przykładem? Czy zatęchła polityczna scena polityczna w Polsce będzie się rozwijać w tym kierunku? Czy partyjne, polityczne struktury pozwolą dojść do głosu NOWEMU?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)