Dyskusja rozgorzała. Czy wolno mówić „stalinowskie” czy nie. Zwolennicy tego określenia zaliczani są do idących na Tuskowym pasku czyli lemingów a przeciwnicy do walczących o schludność języka polskiego używanego w politycznych dyskusjach m.inn. przez ich politycznego lidera, czyli moherów. Nawet pan Dorn wyraził swoje zdanie i z zegarkiem w ręku udowodnił, że to jednak nie były „konwejery”. Ten sam pan Dorn który pełniąc funkcję ministra Rzeczpospolitej wypowiedział niezapomniane słowa: „jeżeli wystąpi i będzie się nasilać niebezpieczeństwo dla obywateli, istnieje możliwość brania lekarzy w kamasze”zaliczające go z pewnością do osób mających jako takie pojęcie o stalinowskich metodach.
Procesy pokazowe, jak sama nazwa wskazuje, odgrywają znacząco inną rolę niż setki czy tysiące innych procesów odbywających się w zaciszu sal sądowych. Mają coś „pokazać”, udowodnić i przykuć uwagę. Organizuje się je przy pomocy kamer, w świetle reflektorów, szeroko zapraszając media i zatrudniając specjalistów od wyświetlania filmów i przezroczy oraz zwołując konferencje prasowe ministrów i najwyższych urzędników państwowych. Informacje o zatrzymaniu podejrzanych zajmują czołówki gazet a w telewizorni wypełnione są nimi programy nadawane w „prime time”. Chętna wrażeń publiczność z zapartym tchem śledzi poczynania władzy broniącej nas przed zamachami na nasze zdrowie, naszą własność i nasze pieniądze. Wszyscy możemy poczuć ulgę widząc jak zwalcza się korupcję, morderstwa w szpitalach oraz machinacje w sferach rządowych.
Doktor G., Barbara Blida, Beata Sawicka, Andrzej Lepper – te nazwiska stały się synonimami procesów pokazowych. Nie w sensie formalnym gdyż odbył się tylko jeden proces sądowy. Wszystkie te sprawy z roku 2007, w których główną rolę odgrywało CBA były próbą pokazania społeczeństwu jak powinno się zwalczać przestępstwa w szpitalach, urzędach, prywatnych spółkach i również w Rządzie Rzeczpospolitej: w kominiarkach, pełnym rynsztunku bojowym, z wykorzystaniem ukrytych kamer, wyłudzonych formularzy i podpisów oraz za pomocą tajnych agentów z walizkami pełnych państwowych pieniędzy. Rząd i „organy” czuwają. Ktoś nie śpi abyśmy mogli się leczyć i spać spokojnie. Państwo o nas dba, opiekuje się nami, myśli o nas i zapewnia nam „bezpieczeństwo”.
Nowoczesna forma „igrzysk” i zdobycia popularności tłumów: musimy jasno pokazać jak bardzo zależy nam na prawie i sprawiedliwości a proces pokazowy najlepiej spełnia te założenia. Do sal sądowych mało kto chodzi a uchwalanie przepisów i ich konsekwentne egzekwowanie trwa trochę za długo a wychowywanie społeczeństwa w poszanowaniu przepisów to rzecz przecież prawie niewykonalna. Metody powinny być efektywne i efektowne. No i były.
Skutki procesów pokazowych wszyscy znamy. Jeden skazany po 5 latach, jeden a być może dwa wypadki śmiertelne i pośrednio upadek koalicji rządowej. Zmniejszenie korupcji? Niektórzy twierdzą, że zaczęto się bać i już nie tak łatwo biorą. Być może, trudno sprawdzić. Polepszenie działalności służby zdrowia? Hmm. Odpowiedz każdy zna. A więc gdzie ten pozytywny skutek? Może go zabrakło gdyż i pokazowe procesy straciły na popularności? Jak wiadomo jednak z historii organizowanie „igrzysk” dla tłumów nie bardzo przynosiło efekty da dłuższą metę. Bilans strat i zysków z ich organizowania okazywał się dla rządzących zbyt bolesny aby mogły być kontynuowane.


Komentarze
Pokaż komentarze (54)