Pani Janina Jankowska podjęła się niewykonalnego zadania: próbuje uświadomić czym są, a właściwie czym powinny być moralne normy w dziennikarstwie. Jej polemiczny tekst z zajawką książki firmowanej przez GP wywołał „moralne” oburzenie prawomyślnych blogerów. Fałsz, płaszczyk obiektywności, chamstwo, robactwo i pluskwy, brak kręgosłupa moralnego i dziesiątki innych epitetów dorównującym tym zawartym w tekście pani Kani. Ot, taka sobie ilustracja tego, co czytelnicy salonu24 rozumieją pod pojęciem polemiki i dyskusji.
Rozdźwięk poznawczy pomiędzy intencjami pani Jankowskiej uświadomienia czym być powinno rzetelne dziennikarstwo w wykonaniu autorów uważanych za „odnowicieli” etosu dziennikarskiego spalił na panewce. Odezwały się chóry komentatorów kompletnie nie pojmujących iż epatowanie życiorysami „dobrych” lub „złych” rodziców nie ma nic wspólnego z uzdrawianiem, którym prawica chce się szczycić, standardów dziennikarstwa. Donosy personalne o rodzinnej sytuacji w dzieciństwie są frapujące dla poszukiwaczy sensacji i czytaczy FAKT’u lub innych szmatławców ale nigdy nie stanowiły wzoru dla tzw. „poważnej prasy”. Nabijają kasę i głownie o to chodzi gdyż pierwotne ludzkie instynkty żerują na konflikcie, walce plemiennej i „zgnojeniu” przeciwnika. A pani Kania zamieszana w aferę finansową o wyłudzanie pożyczek na podstawie nieformalnych układów z „prawicowym systemem”, ma niezbyt dobre referencje aby nas pouczać o moralnych podstawach rzetelnych, dziennikarskich zachowań.
Pani Jankowska nie pierwszy raz próbuje skierować naszą uwagę na podstawowy problem dobrego dziennikarstwa a mianowicie czy powinno się akceptować i stosować metody uważane za moralnie niepożądane. Czy argument iż posługuje się nimi nasz polityczny oponent upoważnia nas do stosowania takich samych, niskich metod? Czy prawica szermująca pojęciami moralnej odnowy może jej dokonać stosując te same metody które zwalcza u politycznego przeciwnika? Czy nie powinna się wznieść na wyższy poziom i uczyć nas iż polityczna dyskusja koncentruje się na zjawiskach, ich kontekście w historycznych uwarunkowaniach i analizie społecznych uwarunkowań prowadzących do (nie)pożądanych zjawisk?
Niestety ale publikacje GP nie zajmują się takimi problemami. Są one zbyt skomplikowane dla grona czytelników będących targetem gazety. Uproszczony obraz świata, odwoływanie się do prymitywnych instynktów nienawiści i zazdrości, żerowanie na sensacji i nieudowodnionej „prawdy”. To przemawia do umysłów, nie zmusza do zastanowienia, podaje gotowe rozwiązania i bazuje na pokładach frustracji, uprzedzeń, zazdrości i niechęci zrozumienia. Te ludzkie uczucia najłatwiej wychodzą na powierzchnię gdyż spełniają od wieków taką samą rolę: poprzez „udowodnienie” jak ONI są żli, sami czujemy się o niebo lepiej. Już nie musimy pokazywać że to MY postępujemy lepiej, że stosujemy „wyższe” normy moralne i nie zniżamy się do prymitywizmu, głupoty i zajadłości.
GP to duży biznes. Taki sam jak GW tylko z drugiej strony politycznego spectrum. Musi zarabiać pieniądze, musi reklamować swoich pracowników, musi posługiwać się układami. Czy to „28 niesięcy po Smoleńsku” za 65 złociszów czy mająca się ukazać książka pani Kani to wszystko biznes. Chętnych na takie rewelacje będzie zawsze dużo a pan Sakiewicz wie iż standardy dziennikarstwa nie mają z robieniem biznesu wiele wspólnego. Że niszczy przy okazji swoimi działaniami moralną odnowę mającą być cechą „prawdziwych” dzieci IV RP? Ach, a któż by się przejmował takimi drobiazgami! W biznesie nie ma czasu na takie rozważania. Tutaj robi się pieniądze a nie ustala lub stosuje się moralne normy. Business is business. Za ile? Zobaczymy na jesieni J


Komentarze
Pokaż komentarze (6)