Poseł Grodzka, homo’s, trans i związki partnerskie. Wywiady, blogi, wypowiedzi, lewacy i obrońcy chrześcijańskich wartości. Pochwały i krytyki chłoszczą publiczną opinię, walka na epitety pasjonuje rzesze publicystów, komentatorów, dziennikarzy no i przede wszystkim zwykłych zjadaczy chleba. Polska dołączy do postępowej Europy czy będzie się wlokła na końcu z tysiącami niezarejestrowanych konkubinatów i par homoseksualnych. Decyduje się przyszłość Narodu.
Minęło już trochę czasu od ujawnienia potwornych faktów dzieciobójstwa w podłomżyńskiej wsi. Czworo, pięcioro a może sześcioro dzieci zamordowanych, zakopanych pod komórką lub ukrytych na strychu mieszkalnego domu. Przez 14 lat w latach 1998 do 2012 matka chodziła w ciąży, dzieci się rodziły i dzieci znikały. Życie na wsi toczyło się swoim własnym, spokojnym trybem. Obchodzono święta, pracowano jeśli praca była, ksiądz proboszcz chodził prawdopodobnie z kolędą, sąsiedzi wymieniali plotki a opieka społeczna „opiekowała się” potrzebującymi. Nawet sąd i kurator zajmowały się rodziną Beaty Z. I opieka medyczna w ośrodku zdrowia w której gromadzono akta o nieszczepieniu żyjących dzieci. Był też oczywiście ojciec no i oczywiście rodzina nie wspominając małej co prawda ale jednak swojskiej, wiejskiej społeczności. Żyło się wszystkim jak to na polskiej wsi, raz lepiej raz gorzej.
Czy Beata Z. była chora psychicznie? Któż to wie? Czy jej konkubin również? Czy choroba psychiczna rozszerzyła się również na sąsiadów? Dosięgnęła swoimi mackami opieki społecznej, ośrodka zdrowia, kuratora i sądu rejonowego? Któż to wie. Epidemie się zdarzają chociaż nie wiem czy te z zaburzeniami psychicznymi. Ale czy nie będzie prościej założyć że to tylko kołtuństwo i ciemnota, znieczulica i brak jakichkolwiek oznak współżycia wiejskiej społeczności? Zacofanej, biednej, nie interesującej się bliźnim, z rozlicznymi instytucjami powołanymi do… lecz wypełniającymi tylko swoje papierkowe sprawozdania lądujące w głębokich szufladach.
Dzieciobójstwo odbywało się na oczach wszystkich. Wielokrotnie się powtarzające, zło zagnieździło się na „spokojnej”, polskiej wsi XXI wieku. To nie średniowiecze, to nie Ewa Pobratymska z „Dziejów grzechu” sprzed I-ej wojny światowej, to polskie społeczeństwo prowincjonalnej wsi epoki Smartphone’ów i walki o równouprawnienie par innych niż heteroseksualne. Nie trafiające często na czołówki gazet i nie udzielające wywiadów w prime time w programach telewizyjnych. Nie interesujące blogerów „zafascynowanych” politycznymi rozgrywkami lub sfiksowanych na dziennikarskich przejściach z jednej redakcji do drugiej. To nie „trotyl”, to nie poseł Grodzka, to nie Palikot. To tylko taka sobie wieś jakich setki czy tysiące. Z setkami tysięcy mieszkańców.
Kołtuństwo w całej okazałości. Synonimy to: ciemnota, głupota, zakłamanie, obłuda, zacofanie i obskurantyzm. Polski język wyrobił sobie dużo określeń na definicję tego samego. Widocznie potrzeba była duża a i przykładów w historii nie brakowało. Przydają się do dzisiaj i zastosować je dość łatwo. W cywilizowanym, XXI-wiecznym społeczeństwie. I przesączają się te określenia z polskich nizin społecznych na czołówki mediów i przydają się w określaniu polskich politycznych elit. Ot, te same zjawiska w innej skali, w zmienionych warunkach i manifestujące się w inny sposób. Przybrane lukrem uśmiechu, wykształcenia, politycznych ideałów i maskowanej poprawności. Epatujące kołtuństwem z ekranów telewizorów, czołówek gazet i tekstów blogów.
Hipolitowo to wyjątek czy reguła? Dzieciobójstwo to oczywiście ekstremalne odstępstwo od cywilizacyjnych reguł. Ale osnowa rozpościerająca się dookoła dzieciobójczyni i społeczne uwarunkowania doprowadzające do tragedii już nie bardzo. Znieczulica, kołtuństwo i obojętność. Obok nas. W Polsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)