Lchlip Lchlip
539
BLOG

Kaczyński, Tusk i ks. Bashobora

Lchlip Lchlip Polityka Obserwuj notkę 2

 Polityczne konwencje się odbyły. Tłumy śledzące zmagania nie tyle idei co bezwzględnej walki o władzę dostały niezbędne pożywienie do przetrawienia. Będzie ono długo jeszcze przeżuwane i trawione przez potrzebujący strawy społeczno-narodowy organizm hord postępujących za liderami i broniących lub atakujących według wskazań pomazańców namaszczonych na zjazdach. Drogi do mesjańskiego królestwa na ziemi zostały wytyczone a wyznawcy zmobilizowani do walki rozgrywanej m.inn na blogach. Bagnet na broń!

Kościół katolicki nie pozostaje z tyłu. Stadion Narodowy wypełni się za tydzień po brzegi, ponad 57.000 biletów a 40,- złociszów wyprzedane. Spotkania modlitewne z księdzem Bashobora z Ugandy są magnesem przyciągającym rzesze katolików. Polski Episkopat a właściwie Kuria warszawsko-praska musiała prosić o pomoc charyzmatycznego kapłana z Afryki aby przemawiał, nauczał i uzdrawiał polskich katolików. W szeregach naszego kleru nie ma osoby zdolnej do przekazywania Bożego posłania na taką skalę bo chociaż ojciec Rydzyk zbiera tłumy ale na politycznych manifestacjach w obronie nie Wiary ale swojego imperium.

John Bashobora swojego imperium nie posiada jeżeli oczywiście nie zaliczymy do niego 6.000 dzieci w założonych przez niego sierocińcach. Nie posiada swojej telewizji ani radia, nie prowadzi medialnych kampanii. Zajmuje się tym do czego został powołany czyli Bożą posługą. W Polsce nie jest po raz pierwszy i zdobywa coraz większą popularność. Fama nie tylko „uzdrowień” ale i „wskrzeszania” pomaga mu w zgromadzeniu tłumów a pokrzepienie duchowe na spotkaniach przekazywane z ust do ust powiększa Jego popularność. Polski KK wzywa go na pomoc przeciwko ateizacji polskiego społeczeństwa. Magister psychologii i doktor z teologii duchowości rodem z czarnej Afryki pomaga polskim, katolickim hierarchom. Konstanacja raczej nieoczekiwana i skłaniająca do kilku refleksji.

Polski katolicyzm jest z reguły zamkniętym przeżywaniem religijności. Jest wyciszony i często cierpiętniczy. Mało nim „afrykańskiej” radości, nie ma „bębnów” zabawy i  tańców. Nie jest baptystycznym, blues’owym śpiewem, nie jest sposobem wyrażania radośći czy wybuchów entuzjazmu. Najczęściej jest walką ze sobą i zwalczaniem zła, bardzo często u innych. Jest często płaczem i pokutą za grzechy. Królestwo Niebieskie nie jest z tego świata a więc dopiero w zaświatach będziemy naprawdę szczęśliwi a ziemskie istnienie to tylko przejściowy okres. Pełen grzechów, pomyłek, pokuty i cierpliwego znoszenia upokorzeń w myśl: „nadstawiania drugiego policzka”.

Legendy o „uzdrawianiu” przez charyzmatycznego duchownego przywołują na myśl prądy  New Age, gdzie szafowano pojęciami jak reiki, meridiany, chi, fluidy i ciała astralne. Powstawały próby samouzdrawiania, przesyłania kosmicznej energii zasilającej organizm i wykorzystywania praktyk hawajskich szamanów do osiągnięcia sukcesów w życiu i zawodowej karierze. W latach 80 i 90-tych ubiegłego wieku również w Polsce sprzedawało się toto jak ciepłe bułeczki. Ludzkie duchowe potrzeby były karmione namiastkami gdyż poszukiwano czegoś co kościół nie wszystkim zapewniał. Nie był przygotowany na wyartykułowane duchowe potrzeby nowych czasów żyjąc w tradycjonalizmie i starych obrządkach.

Afrykański kapłan jest charyzmatyczny, stoi blisko swoich współwyznawców i spełnia ich potrzeby. Nie epatuje materialnym przybytkiem, nie pomachuje palcem wytykając grzeszników, daje przykład prostoty i wewnętrznego zaangażowania w głoszenie Wiary. Sprowadza Słowo Boże na ziemię tak jak papież Franciszek odwołując się do najprostszych metod. I w tym sensie te dwie postacie są sobie bliskie. Papież z Ameryki Południowej i ksiądz z Afryki nauczają Europę jak Wiara może być odczuwana, przeżywana i propagowana. To nie jest prąd „New Age” ale to są „nowe czasy” kościoła. Polska hierarchia katolicka powinna się jak najszybciej uczyć jak szukać nowych metod dotarcia do wiernych i przeciwdziałania ateizacji. Można i trzeba walczyć ze Złym światem zewnętrznym ale musi się być w stanie dotarcia do serc swoich owieczek. A to jest, być może, trudniejsze dla polskiego kleru osiadłego na laurach przeszłości niż szukanie nowych dróg popularyzowania i tłumaczenia Słowa Bożego oraz dawania osobistych przykładów tak jak robi to i papież Franciszek i ksiądz z Afryki.

 

Lchlip
O mnie Lchlip

Z dystansu ale nie z boku. Anonimowych blogowiczów "tykam". Pan/Pani są dla mnie osobami z nazwiskiem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka