Polityczne konwencje odbyły się tydzień temu. Tłumy śledzące zmagania nie tyle idei co bezwzględnej walki o władzę dostały niezbędne pożywienie do przetrawienia. Będzie ono długo jeszcze przeżuwane i trawione przez potrzebujący strawy społeczno-narodowy organizm hord postępujących za liderami i broniących lub atakujących według wskazań pomazańców namaszczonych na zjazdach. Drogi do mesjańskiego królestwa na ziemi zostały wytyczone a wyznawcy zmobilizowani do walki rozgrywanej m.inn na blogach. Bagnet na broń!
Kościół katolicki nie pozostaje z tyłu. Stadion Narodowy wypełnił się dzisiaj po brzegi, ponad 57.000 biletów a 40,- złociszów wyprzedane. Spotkania modlitewne z księdzem Bashobora z Ugandy są magnesem przyciągającym rzesze katolików. Polski Episkopat a właściwie Kuria warszawsko-praska musiała prosić o pomoc charyzmatycznego kapłana z Afryki aby przemawiał, nauczał i uzdrawiał polskich katolików. W szeregach naszego kleru nie ma osoby zdolnej do przekazywania Bożego posłania na taką skalę bo chociaż ojciec Rydzyk zbiera tłumy ale na politycznych manifestacjach w obronie nie Wiary, ale swojego imperium.
John Bashobora swojego imperium nie posiada jeżeli oczywiście nie zaliczymy do niego 6.000 dzieci w założonych przez niego sierocińcach. Nie posiada swojej telewizji ani radia, nie prowadzi medialnych kampanii. Zajmuje się tym do czego został powołany czyli Bożą posługą. W Polsce nie jest po raz pierwszy i zdobywa coraz większą popularność. Fama nie tylko „uzdrowień” ale i „wskrzeszania” pomaga mu w zgromadzeniu tłumów a pokrzepienie duchowe na spotkaniach przekazywane z ust do ust powiększa Jego popularność. Polski KK wzywa go na pomoc przeciwko ateizacji polskiego społeczeństwa. Magister psychologii i doktor z teologii duchowości rodem z czarnej Afryki pomaga polskim, katolickim hierarchom. Konstanacja raczej nieoczekiwana i skłaniająca do kilku refleksji.
Polski katolicyzm jest z reguły zamkniętym przeżywaniem religijności. Jest wyciszony i często cierpiętniczy. Mało nim „afrykańskiej” radości, nie ma „bębnów” zabawy i tańców. Nie jest baptystycznym, blues’owym śpiewem, nie jest sposobem wyrażania radości czy wybuchami entuzjazmu. Najczęściej jest walką ze sobą i zwalczaniem zła, bardzo często u innych. Jest często płaczem i pokutą za grzechy. Królestwo Niebieskie nie jest z tego świata a więc dopiero w zaświatach będziemy naprawdę szczęśliwi a ziemskie istnienie to tylko przejściowy okres. Pełen grzechów, pomyłek, pokuty i cierpliwego znoszenia upokorzeń w myśl: „nadstawiania drugiego policzka”.
Legendy o „uzdrawianiu” przez charyzmatycznego duchownego przywołują na myśl prądy New Age, gdzie szafowano pojęciami jak reiki, meridiany, chi, fluidy i ciała astralne. Powstawały próby samouzdrawiania, przesyłania kosmicznej energii zasilającej organizm i wykorzystywania praktyk hawajskich szamanów do osiągnięcia sukcesów w życiu i zawodowej karierze. W latach 80 i 90-tych ubiegłego wieku również w Polsce sprzedawało się toto jak ciepłe bułeczki. Ludzkie duchowe potrzeby były karmione namiastkami gdyż poszukiwano czegoś co tradycyjno-konserwatywny polski kościół nie wszystkim zapewniał. Nie był przygotowany na wyartykułowane duchowe potrzeby nowych czasów żyjąc w tradycjonalizmie i starych obrządkach.
Afrykański kapłan jest charyzmatyczny, stoi blisko swoich współwyznawców i spełnia ich potrzeby. Nie epatuje materialnym przybytkiem, nie pomachuje palcem wytykając grzeszników, daje przykład prostoty i wewnętrznego zaangażowania w głoszenie Wiary. Sprowadza Słowo Boże na ziemię tak jak papież Franciszek odwołując się do najprostszych metod. I w tym sensie te dwie postacie są sobie bliskie. Papież z Ameryki Południowej i ksiądz z Afryki nauczają Europę jak Wiara może być odczuwana, przeżywana i propagowana. To nie jest prąd „New Age” ale to są „nowe czasy” kościoła. Polska hierarchia katolicka powinna się jak najszybciej uczyć jak szukać nowych metod dotarcia do wiernych i przeciwdziałania ateizacji. Można i trzeba walczyć ze Złym światem zewnętrznym ale musi się być w stanie dotrzeć do serc swoich owieczek. A to jest, być może, trudniejsze dla polskiego kleru osiadłego na laurach przeszłości niż szukanie nowych dróg popularyzowania i tłumaczenia Słowa Bożego oraz dawania osobistych przykładów tak jak robi to i papież Franciszek i ksiądz z Afryki.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)