DKF Kino Delfin w Szczecinie przy ulicy Mariana Buczka (PRL), przy ulicy Józefa Piłsudskiego (obecnie). DKF, to Dyskusyjny Klub Filmowy. Dla mnie po prostu Delfin. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy byłem berbeciem, upatrzyłem sobie to kino, za sprawą amerykańskiego filmuPrzygody Tomka Sawyera. Bardzo szybko nauczyłem się czytać i gdy tylko w programie seansów filmowych w porannej gazecie Głos Szczeciński ( z adresem: organ Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) ukazał się ten tytuł i to dziwnie nierozłącznie w kinie Delfin, tak bardzo męczyłem moja mamę Stenię, że w końcu szła ze mną do Delfina na Tomka S., a potem już zaprowadzała mnie, ja oglądałem ukochany film w ukochanym kinie, i mama odbierała mnie po zakończeniu seansu. Bo ja zakochałem się w Delfinie i perypetiach Toma Sawyera. Wówczas byłem na tym filmie kilkadziesiąt razy, aż sam siedziałem na widowni, na pamięć znalem dodatek i ...kolejność scen i dialogów w obrazie kinowym.
Pamiętam zapach kina Delfin, panie z obsługi, panie bileterki, te, które przyciskały dzwonki, i panią w kasie. One wszystkie łączyły się w czarownym kinie Delfinie w jedną magię. Wiem, że przy końcu moich maratonów z Tomkiem Sawyerem sugerowały mamie, że właściwie jako stały bywalec, mogę nie płacić za bilet i nie wiem jak to było. To wszystko było ważnym epizodem w moim życiu. Potem przychodziłem tu także w moich latach licealnych ( często na wagary), i tu pierwszy raz zobaczyłem Iluminację Krzysztofa Zanussiego, czy Krótki film o miłości Krzysztofa Kieślowskiego i oczywiście na Konfrontacje, czyli wyjątkowy pokaz najnowszych filmów z Zachodu . Pewnego dnia, teraz wiem, że był to rok 2004 wszedłem do mojego Delfina i zobaczyłem, że zgromadzone tam, znane mi kinowe panie, gremialnie płaczą, na czele z panią Wandą ( Wanda Berdychowska), wówczas właścicielką Delfina. Okazało się, że kino zostanie ze względów finansowych zamknięte. Pani Wanda mówiła załamana, że kupiła nowe fotele lotnicze, perełkowy ekran, klimatyzację najnowszej generacji nagłośnienie dolby digital surround, a mimo to dziewięciosalowe Multikino - 2125 miejsc powstałe o rzut beretem od Delfina, zgodnie z prawami rynku, zabiło mój ukochany Delfin. Po 47 latach ( powstało w 1957 roku) jego niezwykle magicznej działalności. O, jakże ja nienawidziłem tych praw rynku, Multikina prażoną kukurydzą śmierdzącego i wszystkich, którzy nie liczyli się z zakochanymi w Delfinie i go zwyczajnie zniszczyli. I tych, którzy go nie obronili, którzy mogli, a nic nie zrobili, palcem nie kiwnęli, gdy finansowa pięść zabiła Delfina, kino Delfin ukochane do końca życia. Co pewien czas w lokalnej prasie ukazują się takie oto notki:( ...) Kino "Delfin" zamknięto w 2004 roku - nie wytrzymało konkurencji mulitpleksów. Czy marszałek sprzeda budynek - okaże się w ciągu najbliższych miesięcy (...). Teraz, przed wyborami samorządowymi liczę, że ktoś kto chce wygrać, przypomni sobie o Delfinie i o ludziach w nim zadurzonych i ożywi go - jeżeli tak - będę na niego głosował razem z wielką rzeszą szczecińskich kinomanów. My jesteśmy i zwołuję wszystkich zakochanych w Delfinie, aby bić w tarabany, aby go oddano szczecińskim kinomanom.
Anegdota - kino Delfin w latach PRL-u ( 1988 rok)
Scena pierwsza.
Do kina Delfin w Szczecinie wchodzi mężczyzna, aby zakupić bilet na bardzo interesujący film.Niestety odchodzi od kasy z kwitkiem. Biletów nie ma.Jest zawiedziony tym stanem rzeczy, ale uparty. Zapoznaje się z terminarzem seansów i dochodzi do wniosku, że dostanie bilet na film bez problemu w ostatnim dniu projekcji. Wychodzi z zatłoczonego kina.
Scena druga.
Minęło kilkanaście dni. Kinoman ten gnany złymi przeczuciami, przybiega do kina Delfin już ponad dwie godziny przed seansem. O zgrozo - bilety wyprzedane! Krąży więc po przedsionku kina i nastawia zdeterminowany ucha.Wstyd przyznać - liczy nawet na zanikająca już instytucję koników ( droższy bilet, ale jest). Niestety.
Scena trzecia.
Z oblegającego kasę tłumu, zmykają dwie kobiety. Nie kupiły biletów, a są najwyrazniej usatysfakcjonowane. Zaintrygowany kinoman bieży za nimi krok w krok. I dobrze robi.
Scena czwarta.
Przychodnia Specjalistyczna znajduje się nie dalej niż trzydzieści metrów od kina Delfin. Automat telefoniczny jest zamontowany z grubsza mówiąc za ścianą kinowej kasy. Dwie kobiety i ów mężczyzna ( już wtajemniczony w sens działań) pilnie spoglądają na zegarki. Już za chwilę będzie je można zamówić telefonicznie - na ten cel wydzielono ich odpowiednia ilość.
Scena piąta.
Po pewnym czasie, odmierzanym liczbą udanych połączeń, nasz bohater, powtarzając w pamięci numer zamówienia, przebiega trzydzieści metrów, aby odebrać w kasie kina Delfin upragniony bilet na film, o którego obejrzeniu marzył.
Scena szósta.
Kolejka szybko pojęła reguły gry. Wężyk kinomanów znika z holu kina i ustawia się przed automatem telefonicznym. Kto pierwszy, ten lepszy, dla wszystkich nie starczy biletów na telefoniczne zamówienie. Potem tylko sprint do kasy kina Delfin i na widownię, przed magiczny ekran.
Tak było naprawdę. Zaś anegdoty istnieją, gdy dotyczą spraw ważnych i stanowią piękny smaczek opowieści prawdziwych.
Wszechświatowi i polscy kinomani, niech w Szczecinie oddadzą zakochanym w Delfinie to magiczne kino , ono *nie przeminęło z wiatrem*, a my jak * maratończyk w swej samotności * - nie jesteśmy sami.


Komentarze
Pokaż komentarze