Leica Leica
126
BLOG

Maciej Damięcki i "Dziennik"

Leica Leica Polityka Obserwuj notkę 5

Krzysztof Leski zakończył swój dzisiejszy wpis na temat Macieja Damięckiego słowami:
"Zdania w sprawie lustracji nie zmieniam: mimo wszystko jest dziś bardziej potrzebna niż szkodliwa. Ale nie taka. Nie dzika i ślepa, lecz prowadzona przez IPN, pozwalająca uniknąć potępienia tym, którzy na nie nie zasługują. Niewinne ofiary będą i tak, ale na pewno mniej niż podczas obecnej jatki."

Rozumiem odczucia Krzysztofa Leskiego w sprawie Damięckiego. Dla mnie dzisiejsza wiadomość z czołówki "Dziennika" była przygnębiająca, bo dotyczyła aktora, do którego zawsze czułam z jednej strony wielką sympatię za jego role filmowe i sceniczne, a z drugiej - szacunek za postawę w okresie aktorskiego bojkotu "oficjalnej" telewizji i kinematografii w stanie wojennym. Tym bardzej zrozumiałe są dla mnie emocje Autora wpisu, że dotyczą osoby, którą dobrze zna od lat.
Można dyskutować nad tym, czy forma i rozmiary publikacji w dzisiejszym "Dzienniku" rzeczywiście odpowiadają "randze" Macieja Damięckiego jako współpracownika Służby Bezpieczeństwa (nieporównanie mniej "zasłużonego" dla SB niż np. Marek Piwowski), choć na plus należy m.zd. zaliczyć gazecie to, iż pokazała - na podstawie zachowanych dokumentów - że w latach 80-tych Damięcki ewidentnie starał się być możliwie mało przydatny bezpiece.

Jest jednak coś, co w sposób zasadniczy nie pozwala mi w pełni zgodzić się z tezami Krzysztofa Leskiego, wyrażonymi w Jego wpisie. Tym czymś jest postawa samego Macieja Damięckiego. A jeśli przejść z przypadku indywidualnego na poziom bardziej ogólny - nie tylko jego samego. Pisano o tym już X razy, więc jeden raz więcej nie zrobi większej różnicy: gdyby Damięcki (czy ktokolwiek inny w podobnej sytuacji) sam, bez "motywacji" w postaci ujawnionych akt, we właściwym czasie przyznał się do tego co robił (choćby tylko wobec osób, będących obiektami doniesień), nie byłoby dzisiaj żadnej "jatki". W ogóle nie byłoby żadnej sprawy. Zamiast demaskatorskiego klimatu publikacji prasowych można by się było spodziewać współczucia, a nawet pewnego rodzaju szacunku dla człowieka, który znalazł w sobie dość odwagi cywilnej, żeby powiedzieć "byłem TW". Do takiego stwierdzenia uprawniają mnie bardzo, niestety, nieliczne przypadki takiej postawy byłych współpracowników SB (pomijam casus Piwowskiego, jako ewidentną i nieudaną próbę "ucieczki do przodu" i "zarechotania" sprawy w stylu "Rejsowym").

Postawa Macieja Damięckiego wobec własnej przeszłości do takich nie należała. Jego pierwsza reakcja - zaprzeczenie - wpisuje się niestety w długi szereg innych przypadków ujawnionych TW. A jego "Ja pierniczę. Moje" pozostawia wrażenie niesmaku i zażenowania.

Upraszczając nieco: każdy kto decyduje się milczeć o swojej współpracy z bezpieką, godzi się tym samym na to, że jeśli (lub kiedy) sprawa wyjdzie na jaw, to z hukiem. Tym większym, im bardziej znanego nazwiska dotyczy. I wtedy ewentualne pretensje należy mieć do siebie. Wyłącznie.

 

P.S. Właśnie przeczytałam wpis jotesz24. Całkowicie zgadzam się z punktem 1, zupełnie nie zgadzam się z pozostałymi.

Leica
O mnie Leica

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka