Wśród już ujawnionych „ofensywnych” pomysłów mamy nowelizację ustawy (czy też nową ustawę) o becikowym. Wprowadzona głosami m.in. PO poprzednia wersja ustawy najwyraźniej przestała się partii podobać i należy się cieszyć, że zmiana gustu nastąpiła jeszcze w tej samej kadencji, dzięki czemu każdy poseł i senator Platformy będzie mógł osobiście zmienić to, za czym sam głosował niespełna dwa lata temu.
Moim zdaniem najciekawsza w artykule „ŻW” jest informacja, że każdy z parlamentarzystów PO dostał polecenie zgłoszenia i przeforsowania przynajmniej jednej inicjatywy legislacyjnej przed upływem kadencji. Ponieważ poselski klub Platformy liczy 131 członków, a senacki – 33 osoby, można zakładać trzy opcje: a) że nowych projektów ustaw będzie nie 200, tylko marne 164; b) że oprócz 164 projektów indywidualnych zobaczymy dodatkowo 36 kolektywnych; c) że niektórzy posłowie i/lub senatorowie będą bardziej ofensywni, niż pozostali – i będą zmuszeni stworzyć więcej niż jeden przydziałowy projekt legislacyjny.
Osobiście nie mam powodu powątpiewać w kwalifikacje legislatorskie parlamentarzystów PO. Z zapartym tchem będę więc oczekiwać projektu ustawy autorstwa Romana Koseckiego, trzymając jednocześnie kciuki za pomyślność życiową posła Tomasza Szczypińskiego (zwanego przez niektóre media elektroniczne Tomaszem Sz.), aby jego osobiste problemy nie przeszkodziły mu w osobistym włączeniu się do ofensywy.
Z ogólnodostępnej, skróconej internetowej wersji artykułu „ŻW” nie wynika niestety, czy parlamentarzysta Platformy, który swój projekt zgłosił i przeforsował jeszcze przed odtrąbieniem ofensywy, musi teraz w jej ramach opracować coś nowego, czy też może oddać się błogiemu lenistwu, przerywanemu jedynie głosowaniem nad projektami swoich mniej szczęśliwych kolegów.
Jedna sprawa budzi wszakże mój niepokój. Co stanie się z pechowcami, którym się nie uda. Oczywiście nie mam na myśli sytuacji, w której poseł lub senator nie zdołałby napisać własnej ustawy (poseł Kosecki z pewnością dopracowuje już przepisy końcowe do swojego projektu). Ale jeśli – nie daj Boże – jednemu, czy drugiemu parlamentarzyście nie powiedzie się przeforsowanie swojej inicjatywy legislacyjnej? Konsekwencje partyjne mogą być surowe. Zwłaszcza jeżeli takich nieudaczników będzie więcej i wielka ofensywa zwiędnie jak nie podlewany kwiatek w doniczce. I trzeba będzie na gwałt szukać nowego płk. Przymanowskiego, który potyczkę pod Studziankami rozdmucha ex post do rozmiarów bitwy na Łuku Kurskim.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)