W poprzednim wpisie zachowałam się trochę nie fair wobec Władysława Frasyniuka, kwitując krótkim akapitem Jego przemyślenia na temat aktu oskarżenia dla sprawców stanu wojennego. A przecież kiedy Przewodniczący PeDe (choćby i były) składa ważkie (a jakież inne?) oświadczenia, to warto i należy poświęcić im więcej uwagi, należnej mu choćby z racji pełnionej funkcji (choćby i byłej).
Nie ma sensu się tu powtarzać, przytaczając rozważania Frasyniuka na temat związku przyczynowego pomiędzy rezygnacją Marka Jurka ze stanowiska Marszałka Sejmu, a przedstawieniem przez prokuratora zarzutów generałowi Tuczapskiemu. Dalej jest przecież jeszcze ciekawiej.
„Ale oni [oskarżeni]mają ponad 80 lat i świadomi są poniesionej porażki, o czym świadczą ich wypowiedzi. Dlatego uważam, że w tej sytuacji najsprawiedliwszy będzie już tylko sąd u św. Piotra, a nie w IV RP".
Przyznam, że powyższa myśl ex-szefa Demokratówkropkapeel zbulwersowała mnie najbardziej. I nie chodzi mi nawet o wypominanie Jaruzelskiemu & Co wieku. Choć akurat stwierdzenie o „ponad 80 latach” z podtekstem „biedni staruszkowie” jest mocno nietaktowne – a już zwłaszcza w ustach działacza partii, która właśnie hucznie celebruje osiemdziesiąte urodziny swojej ikony.
Ale żeby „porażka”…?! Przepraszam – niby co Władysław Frasyniuk uważa za porażkę? Stanowisko pierwszego Prezydenta PRL/RP dla generała Jaruzelskiego? Najwyraźniej to, bo przecież w życiu nie uwierzę, że były Przewodniczący i wybitny działacz partii Tadeusza Mazowieckiego mógłby – choćby przez sekundę – uznać za czyjąś życiową porażkę objęcie w jego rządzie tek Ministra Spraw Wewnętrznych (oskarżony Czesław Kiszczak), czy Ministra Obrony Narodowej (oskarżony Florian Siwicki). Jestem głęboko przekonana, że dla obu byłych ministrów zasiadanie w tym rządzie było pięknym ukoronowaniem karier zawodowych i życiowych. Jestem także pewna, że Pan Frasyniuk jest tego samego zdania – wszak za każdym razem, kiedy wejdzie na stronę internetową swojej partii, pierwsze co zobaczy, to banner z hasłem „Rząd Mazowieckiego - najlepszy rząd III RP”.
Gdzie zatem ta „porażka”? I jakie „wypowiedzi” miał na myśli Władysław Frasyniuk, kiedy powiedział to, co powiedział? Jak mawiano na kursach w „Woroszyłowce” – wot wapros….
"Ten proces mógłby być intrygujący tylko wtedy, jeśli zeznawaliby byli funkcjonariusze UB. Ciekawe byłoby, co akta SB mówią o Kiszczaku i jak wygląda historia zapisana w tych teczkach"
No właśnie – co też akta SB mogą mówić o zwierzchniku SB? Może że był ofiarą ubeckich prześladowań? A zresztą – co za różnica (przynajmniej dla Frasyniuka)? Przecież wszyscy Ludzie Rozumni wiedzą, że akta SB są jedną wielką fałszywką, obliczoną na skompromitowanie porządnych i niewinnych. Swoją drogą, jakkolwiek podzielam zainteresowanie Frasyniuka, myślę że proces będzie intrygujący nie tylko ze względu na ewentualne zeznania byłych UB-ków.
Były poseł powiedział, że jego zdaniem ten proces się nie zakończy. "PiS przeżywa poważny kryzys i trudno będzie im znaleźć sędziów, którzy będą w stanie zrealizować polityczne zapotrzebowanie tej partii".
No, tu już Pan od PeDe pojechał po bandzie. Rzecz nawet nie w supozycji o ręcznym sterowaniu przez PiS procesami i wyrokami sądowymi. To można akurat zrozumieć – Frasyniuk tak ma i inaczej mieć już raczej nie będzie. Gorzej z konsekwencją.
Rozumiemy, że realizacją „politycznego zapotrzebowania partii” miałby być według Pana Władysława wyrok skazujący. A skoro PiS-owi „trudno będzie znaleźć” odpowiednio dyspozytywnych sędziów, to proces będą prowadzić ci niedyspozytywni, którzy – jako że są niedyspozytywni – wydadzą jedynie słuszny, niedyspozytywny wyrok uniewinniający. I proces się jednak zakończy. No chyba, że żaden z niedyspozytywnych nie dostanie do prowadzenia tej sprawy – ale wtedy proces nie tyle się nie zakończy, co w ogóle nie rozpocznie i akt oskarżenia rozpadnie się ze starości w czeluściach sądowych szaf. Oczywiście teoretycznie istnieje też taka opcja, że sądzić generałów będą sędziowie dość niedyspozytywni, by oskarżonych nie skazać, ale jednocześnie nie dość niedyspozytywni, by ich uniewinnić. I będą proces ciągnąć, aż ostatni z oskarżonych – zgodnie z wizją sprawiedliwości Władysława Frasyniuka – stanie przed sądem św. Piotra (skądinąd nie miałam pojęcia, że to św. Piotr sądzi grzechy i zasługi zmarłych).
Tak czy inaczej z wypowiedzi Pana Przewodniczącego wynika dość jednoznacznie, że jeśli w procesie sprawców stanu wojennego zapadnie wyrok skazujący, to będzie to wynik „realizacji politycznego zapotrzebowania” partii rządzącej. Tym zabawniej brzmi zdanie:
Frasyniuk zaznaczył, że nie jest, nigdy nie był i nie będzie obrońcą Jaruzelskiego ani Kiszczaka.
Najlepsze jednak Frasyniuk zostawił na koniec:
"Zdaniem socjologów, dopiero trzecie pokolenie po moim będzie w stanie traktować +Solidarność+ jako element historii, a nie historyczna kartę przetargową. I dopiero wtedy będzie można próbować rzetelnie ocenić wydarzenia tamtych lat".
I w ten sposób Pan Przewodniczący – być może nieświadomie, choć kto Go tam wie - włączył się do dyskusji z Salonu Warszawskiego:
LITERAT I
Takich dziejów słuchają, lecz kto je przeczyta?
I proszę, jak opiewać spółczesne wypadki;
Zamiast mitologiji są naoczne świadki.
Potem, jest to wyraźny, święty przepis sztuki,
Że należy poetom czekać - aż - aż -
JEDEN Z MŁODZIEZY
Póki? -
Wieleż lat czekać trzeba, nim się przedmiot świeży
Jak figa ucukruje, jak tytuń uleży?
LITERAT I
Nie ma wyraźnych reguł.
LITERAT II
Ze sto lat.
LITERAT I
To mało!
LITERAT III
Tysiąc, parę tysięcy -
51
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (3)