LUSTRACJA PLACU - PROBLEM PRAWDZIWY, CZY ZASTĘPCZY?
Wczorajsze posiedzenie Rady Miasta Krakowa zdominowała kolejna odsłona przepychanki o nazwę placu. Oliwy do ognia dolał niedawny wywiad prasowy prezesa Instytucji Pamięci Narodu, opublikowany w „Gazecie Codziennej”, w którym szef IPaN-u określił Kraków mianem „skansenu haniebnej epoki”. Emocje radnych sięgnęły zenitu. Tylko mieszkańcy podwawelskiego grodu zachowują spokój w całej tej sprawie, zastanawiając się kto miałby ponieść koszty ewentualnych zmian i czy naprawdę nie ma w mieście pilniejszych spraw do załatwienia.
Radni z klubu Tożsamość Miasta chcą ostatecznej likwidacji nazewniczych pozostałości minionych czasów. „Nie może być tak, że w wolnym, demokratycznym kraju ludzie wciąż mieszkają i pracują w miejscu, którego nazwa przywodzi na myśl najgorsze fragmenty historii naszego miasta” – grzmiał z mównicy radny Błażej Krzysztyszek z TM. Jego zdaniem kwestia usunięcia z mapy Krakowa „reliktów niechlubnej przeszłości” powinna być priorytetowym obowiązkiem władz miasta. Emocjonalnemu wystąpieniu radnego Krzysztyszka wtórowała Zofia Bibulak z klubu Narodowy Kraków. Radna, znana m.in. z głośnych protestów w sprawie rzekomych nadużyć przy przetargach na lokale gminne, nie posiadała się z oburzenia, że ktoś w Radzie mógłby być na ten temat innego zdania, niż ona: „Wstyd mi, że są na sali osoby, dla których ta sprawa nie zasługuje na natychmiastowe załatwienie”.
Jednak nie wszyscy podzielają wstyd radnej Bibulak. Sami najbardziej zainteresowani – mieszkańcy kamienic i właściciele firm, mieszczących się na „politycznie niepoprawnym” placu – mają na ten temat inną opinię. „Czy oni w tej radzie naprawdę nie mają czym się zajmować? Niech wezmą się za dziury w jezdniach, a nie za tabliczki” – mówi wzburzony Janusz C., mieszkaniec Krakowa. „Jasne, znowu pozmieniają, a za wszystko my zapłacimy. I tak w kółko Macieju.” – żali się właścicielka kwiaciarni Zuzanna G., którą ewentualna zmiana może dotknąć bezpośrednio.
Pytanie o koszty przedsięwzięcia radny Krzysztyszek z TM zbywa krótko: „To straszne, że takie argumenty się pojawiają. Cóż to są za koszty?! Utrzymywanie skompromitowanych patronów jest obraźliwe dla pamięci narodowej, dla pamięci ofiar”.
Inni radni jednak nie podchodzą tak lekko do spraw finansowych. Radny Filip Zadrwęski z Pragmatycznego Krakowa wylicza: wymiana wszystkich tabliczek, materiałów promocyjnych miasta, planów Krakowa, przeszkolenie pracowników Informacji Turystycznej, wymiana dokumentacji geodezyjnej, nadanie nowych oznaczeń nieruchomościom – to są grube miliony złotych. A do tego koszty, które musi ponieść każdy mieszkaniec i właściciel firmy, dotknięty skutkami „nazewniczych” szaleństw – od wymiany dowodu osobistego, po wpis w rejestrze działalności gospodarczej. „Czy rzeczywiście zostaliśmy wybrani po to, żeby mieszkańcom Krakowa utrudniać życie?” – pyta retorycznie Zadrwęski.
Radni klubu Miasto dla Ludzi, podobnie jak w poprzedniej kadencji, są przeciwni nieprzemyślanym działaniom. „To jest bezsensowne rozniecanie awantury. To może wywołać zamieszanie związane ze zmianami adresów... Bałagan się tylko z tego zrobi. Komu potrzebna taka lustracja miasta?” – zastanawia się radna Anna Lelija z MdL. Radni podkreślają też, że w przez okres ponad 60 lat krakowianie zdążyli się przyzwyczaić do nazwy, którą znają „od zawsze”. „I co – mamy im teraz kazać się uczyć miasta od nowa?” – pyta A. Lelija. A jej klubowy kolega Zenon Tocznik dodaje: „Nawet jeśli jest to postać kontrowersyjna i niektórym nie pasuje do dzisiejszych czasów, to przecież nazwa placu jest częścią historii Krakowa. Czasem lepszej, czasem gorszej – ale jednak naszej historii. Nie powinno się usuwać »ołtarzy przeszłości«”.
Józef Poddolny, szef klubu Kraków Przyszłości, mówiąc o inicjatywie radnych Krzysztyszka i Bibulak, nie przebiera w słowach: „To temat zastępczy. Tożsamość Miasta i Narodowy Kraków nie mają pomysłów na rozwój miasta i lecą w czysty populizm. Ale nie doceniają rozsądku krakowian – to już ich ostatnia kadencja w tej Radzie!”
Wczorajsze posiedzenie Rady Miasta oddaliło wizję zamieszania uliczno-lustracyjnego. Wniosek radnych Krzysztyszka i Bibulak o przemianowanie krakowskiego Placu Adolfa Hitlera na „Rynek Główny” przepadł niewielką różnicą głosów.
Wczorajsze posiedzenie Rady Miasta Krakowa zdominowała kolejna odsłona przepychanki o nazwę placu. Oliwy do ognia dolał niedawny wywiad prasowy prezesa Instytucji Pamięci Narodu, opublikowany w „Gazecie Codziennej”, w którym szef IPaN-u określił Kraków mianem „skansenu haniebnej epoki”. Emocje radnych sięgnęły zenitu. Tylko mieszkańcy podwawelskiego grodu zachowują spokój w całej tej sprawie, zastanawiając się kto miałby ponieść koszty ewentualnych zmian i czy naprawdę nie ma w mieście pilniejszych spraw do załatwienia.
Radni z klubu Tożsamość Miasta chcą ostatecznej likwidacji nazewniczych pozostałości minionych czasów. „Nie może być tak, że w wolnym, demokratycznym kraju ludzie wciąż mieszkają i pracują w miejscu, którego nazwa przywodzi na myśl najgorsze fragmenty historii naszego miasta” – grzmiał z mównicy radny Błażej Krzysztyszek z TM. Jego zdaniem kwestia usunięcia z mapy Krakowa „reliktów niechlubnej przeszłości” powinna być priorytetowym obowiązkiem władz miasta. Emocjonalnemu wystąpieniu radnego Krzysztyszka wtórowała Zofia Bibulak z klubu Narodowy Kraków. Radna, znana m.in. z głośnych protestów w sprawie rzekomych nadużyć przy przetargach na lokale gminne, nie posiadała się z oburzenia, że ktoś w Radzie mógłby być na ten temat innego zdania, niż ona: „Wstyd mi, że są na sali osoby, dla których ta sprawa nie zasługuje na natychmiastowe załatwienie”.
Jednak nie wszyscy podzielają wstyd radnej Bibulak. Sami najbardziej zainteresowani – mieszkańcy kamienic i właściciele firm, mieszczących się na „politycznie niepoprawnym” placu – mają na ten temat inną opinię. „Czy oni w tej radzie naprawdę nie mają czym się zajmować? Niech wezmą się za dziury w jezdniach, a nie za tabliczki” – mówi wzburzony Janusz C., mieszkaniec Krakowa. „Jasne, znowu pozmieniają, a za wszystko my zapłacimy. I tak w kółko Macieju.” – żali się właścicielka kwiaciarni Zuzanna G., którą ewentualna zmiana może dotknąć bezpośrednio.
Pytanie o koszty przedsięwzięcia radny Krzysztyszek z TM zbywa krótko: „To straszne, że takie argumenty się pojawiają. Cóż to są za koszty?! Utrzymywanie skompromitowanych patronów jest obraźliwe dla pamięci narodowej, dla pamięci ofiar”.
Inni radni jednak nie podchodzą tak lekko do spraw finansowych. Radny Filip Zadrwęski z Pragmatycznego Krakowa wylicza: wymiana wszystkich tabliczek, materiałów promocyjnych miasta, planów Krakowa, przeszkolenie pracowników Informacji Turystycznej, wymiana dokumentacji geodezyjnej, nadanie nowych oznaczeń nieruchomościom – to są grube miliony złotych. A do tego koszty, które musi ponieść każdy mieszkaniec i właściciel firmy, dotknięty skutkami „nazewniczych” szaleństw – od wymiany dowodu osobistego, po wpis w rejestrze działalności gospodarczej. „Czy rzeczywiście zostaliśmy wybrani po to, żeby mieszkańcom Krakowa utrudniać życie?” – pyta retorycznie Zadrwęski.
Radni klubu Miasto dla Ludzi, podobnie jak w poprzedniej kadencji, są przeciwni nieprzemyślanym działaniom. „To jest bezsensowne rozniecanie awantury. To może wywołać zamieszanie związane ze zmianami adresów... Bałagan się tylko z tego zrobi. Komu potrzebna taka lustracja miasta?” – zastanawia się radna Anna Lelija z MdL. Radni podkreślają też, że w przez okres ponad 60 lat krakowianie zdążyli się przyzwyczaić do nazwy, którą znają „od zawsze”. „I co – mamy im teraz kazać się uczyć miasta od nowa?” – pyta A. Lelija. A jej klubowy kolega Zenon Tocznik dodaje: „Nawet jeśli jest to postać kontrowersyjna i niektórym nie pasuje do dzisiejszych czasów, to przecież nazwa placu jest częścią historii Krakowa. Czasem lepszej, czasem gorszej – ale jednak naszej historii. Nie powinno się usuwać »ołtarzy przeszłości«”.
Józef Poddolny, szef klubu Kraków Przyszłości, mówiąc o inicjatywie radnych Krzysztyszka i Bibulak, nie przebiera w słowach: „To temat zastępczy. Tożsamość Miasta i Narodowy Kraków nie mają pomysłów na rozwój miasta i lecą w czysty populizm. Ale nie doceniają rozsądku krakowian – to już ich ostatnia kadencja w tej Radzie!”
Wczorajsze posiedzenie Rady Miasta oddaliło wizję zamieszania uliczno-lustracyjnego. Wniosek radnych Krzysztyszka i Bibulak o przemianowanie krakowskiego Placu Adolfa Hitlera na „Rynek Główny” przepadł niewielką różnicą głosów.
Inspirację i niektóre cytaty zaczerpnęłam z artykułu w "Dzienniku Zachodnim", informacji z portalu Otwock.org oraz epoznan.pl.
Korzystając z okazji pragnę złożyć serdeczne gratulacje władzom odnośnych gmin,
które pieczołowicie chronią przed zmianami nazw ulice i szkoły im. generała Karola
Świerczewskiego a.k.a "Waltera".
Korzystając z okazji pragnę złożyć serdeczne gratulacje władzom odnośnych gmin,
które pieczołowicie chronią przed zmianami nazw ulice i szkoły im. generała Karola
Świerczewskiego a.k.a "Waltera".



Komentarze
Pokaż komentarze (1)