Czytam to, a jednocześnie widzę tych 80-kilkuletnich i starszych ludzi z biało-czerwonymi opaskami na ramieniu. Dla których ta opaska jest świętością. Dla których wspomnienie sprzed 63 lat jest najpiękniejszym wspomnieniem w życiu. Dla których udział w Powstaniu jest przedmiotem najwyższej dumy.
A przecież – przyjmując optykę autorów sformułowań z pierwszego akapitu – to oni ponieśli klęskę. To oni byli ofiarami tego cynizmu Komendy Głównej. To oni byli bezmyślnie i cynicznie wysyłani na śmierć przez swoich dowódców. To ich rodziny i najbliżsi przyjaciele ginęli na ulicach i w kanałach. To ich miasto na ich oczach zamieniało się w gruzowisko.
Wtedy, przed 63 laty mogli sobie z tego nie zdawać sprawy, ale teraz już, po ponad półwieczu, wiedzieć powinni. 1 Sierpnia – ten dzień powinni wspominać z zaciśniętymi pięściami. W każdą rocznicę wybuchu Powstania powinni przeklinać pamięć „Bora”, „Grzegorza”, „Niedźwiadka”, „Montera” – tych wszystkich, którzy w imię czegoś tam wmanewrowali ich w beznadziejną i krwawą walkę.
Więc jak to jest? Dlaczego tego nie robią? Dlaczego wciąż z taką dumą każdego 1 sierpnia zakładają te opaski i berety z Orłem? Dlaczego wciąż mówią, że trzeba było, że warto było, że nie wolno było inaczej? Czyżby wciąż czegoś nie zrozumieli? A może to nie oni nie rozumieją. Może problem ze zrozumieniem mają ci, dla których Powstanie to klęska, wstyd, mrzonki, bezmyślność, cynizm i bezsens.

P.S. Można mieć skrajnie różne opinie na temat Powstania, oceniać je w różny – choćby i najbardziej negatywny – sposób. Można nie znosić PiS-u i Kaczyńskich, i przywalać im przy użyciu różnych środków. Ale nie istnieje cel, który uświęciłby każdy środek. Używanie w tym celu rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego uważam za zwykłą podłość.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)