Ze wzruszeniem przeczytałam „apel okrągłego stołu”, skierowany do birmańskiej junty przez grupę polskich autorytetów moralnych za pośrednictwem „Gazety Wyborczej”. Apel nosi tytuł „Jesteśmy z Birmą” i w pierwszym zdaniu wyraża „podziw i solidarność z setkami tysięcy Birmańczyków”, którzy przeciwstawiają się wojskowym rządom w swoim kraju.
W pierwszej chwili miałam wrażenie pewnego dysonansu, zobaczywszy że ów podziw i solidarność w walce z juntą wyrażają m.in. Wojciech Jaruzelski, Mieczysław Rakowski i Czesław Kiszczak. To było trochę tak, jakby Osama bin Laden apelował o tolerancję religijną, a Charles Manson – o poprawienie sytuacji kobiet w ciąży na rynku pracy.
Jednak lektura kolejnych zdań dokumentu bezpowrotnie zatarła pierwsze – jakże błędne – wrażenie. Oto sygnatariusze apelu zwracają się do „wojskowych władz Birmy” o przystąpienie do negocjacji z opozycją, zapewniając o obopólnych korzyściach takiego rozwiązania: „Ci z nas, którzy w 1989 roku byli po stronie władzy, zapewniają, że i dziś uważają, że dobrze się stało, iż starczyło im wówczas odwagi, by władzę demokratycznie oddać. Ci z nas, którzy w 1989 roku byli po stronie opozycji, zapewniają, że i dziś uważają, że dobrze się stało, iż starczyło im wówczas odwagi, by powstrzymać się przed pokusą odwetu.” Jak się wydaje ten ostatni passus stanowi clou całego apelu. Jest to szczególnie podkreślone w kolejnym zdaniu, w którym napisano iż „nie sposób budować przyszłości na zemście”. W razie gdyby „wojskowe władze Birmy” zechciały skorzystać z dobrych rad naszych autorytetów, sygnatariusze apelu wyrażają gotowość służenia własnym doświadczeniem i pomocą.
Całość apelu – po odarciu ze skrzydlatych myśli – można streścić jednym zdaniem: „Zróbcie to, co my, a my Wam poradzimy jak zrobić, żeby nic złego Wam się nie stało”. I przy tej interpretacji specyficzny zestaw nazwisk pod apelem (oprócz wymienionych jest tam m.in Michnik, Mazowiecki, Kwaśniewski, Geremek i inni) nabiera właściwego sensu: każdy z sygnatariuszy dysponuje własnym, bezcennym doświadczeniem, którym może podzielić się z adresatami listu.
Kompleksowa usługa doradcza obejmowałaby w szczególności: niszczenie akt bezpieki, wprowadzanie zasady „grubej kreski” do polityki nowego, demokratycznego państwa, objęcie funkcji demokratycznie powołanego prezydenta kraju przez byłego przywódcę junty, zabezpieczenie materialne funkcjonariuszy i współpracowników „wojskowych władz” na przyszłość, wreszcie wykreowanie byłych szefów aparatu represji na „człowieków honoru”, a ofiar reżimu na maniaków żądnych zemsty. Plus szereg innych opcji – w zależności od potrzeb użytkowników.
Mam nadzieję, że birmańscy wojskowi przyjmą ofertę, wyrażoną w „apelu okrągłego stołu”. Do tej pory Polska nie zaliczała się do potęg w eksporcie know-how. Teraz to ma szansę wreszcie się zmienić.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)