„Dziennik” obwieszcza sensację dziesięciolecia: „Ludwik Dorn kazał resortowym kucharzom warzyć potrawy, o których nawet nie słyszeli - pisze "Wprost".” Dalej w tym samym stylu: „Dorn musi mieć bardzo delikatne podniebienie. Jego kubki smakowe prawdopodobnie są dużo bardziej wrażliwe niż przeciętnego Kowalskiego, bo tylko on potrafi odróżnić smak flaków gotowanych według współczesnego przepisu i tego z 1860 roku. Oczywiście minister kazał sobie gotować potrawę według historycznych zapisów. Takie współczesne mu nie wystarczały...” I tak dalej w tym samym tonie.
Nie znam jeszcze artykułu z „Wprost”, na który powoływał się autor „Dziennika”, kiedy wysmażył (nomen omen) ten żenujący news. Natomiast ton "dziennikowego" artykułu i nadtytuł „Wielkopańskie podniebienie byłego ministra” wydaje się mówić więcej o poziomie piszącego, niż o podniebieniu Ludwika Dorna.
Sam pomysł, by upodobanie do flaków miało znamionować „wielkopańskie podniebienie”, jest dość humorystyczny. Jak można się domyślać – na dziennikarzu piorunujące wrażenie zrobiła owa data "1860". W sumie nic dziwnego - wiadomo wszak, że w tamtych czasach to po świecie chodziły same hrabie, barony i grafy, i wielkopańsko zażerali się flakami, popijając je szampanem. Dorn, jak widać, też postanowił robić za wielkiego pana i już zwykłe flaki mu nie wystarczają – musi jeść takie burżujskie. W tekście z „Dziennika” zabrakło jedynie zdania o prostym ludzie, który cierpiał głód, gdy Dorn-panisko jadł flaki i kalarepę.
Minimalna dociekliwość, wykazana przez autora tekstu, pozwoliłaby mu bez problemu zauważyć, że owe wielkopańskie flaki z 1860 roku, to przepis z książki kucharskiej Lucyny Ćwierczakiewiczowej „365 obiadów za pięć złotych” (wydanie pierwsze – Warszawa 1860) – zaiste, mającej tyle wspólnego z „wielkopańskością”, co autor "dziennikowego” tekstu z dziennikarstwem śledczym.
Co do pochodzenia przepisu na kalarepę nadziewaną móżdżkiem – nie dam głowy. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kucharze z MSWiA musieli niechcący nafaszerować jakąś kalarepę mózgiem pewnego dziennikarza. I nikt tego nie zauważył. Nawet on.
P.S. „Życie Warszawy” opublikowało na swojej stronie przepis na flaki z książki Ćwierczakiewiczowej. Istotnie, wielkopańskość aż rzuca na kolana.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)