Niespełna rok temu (choć zdaje się to być zamierzchłą przeszłością) Platforma Obywatelska odtrąbiła wsiadanego do Wielkiej Ofensywy - zalania Sejmu dwustu projektami ustaw przed końcem kadencji. W swojej bezwzględności kierownictwo partii nakazało wówczas każdemu z posłów PO przygotować i przeprowadzić przez parlament własny projekt ustawy. Co prawda szefostwo Platformy nie narzuciło swoim parlamentarzystom żadnych ograniczeń tematycznych – można było zgłosić dowolny projekt – jednak nietrudno wyobrazić sobie popłoch, jaki w szeregach platformo-poselskich musiała wywołać inicjatywa zwierzchności. Osobiście jestem zdania – choć oczywiście mogę być w błędzie – że to właśnie rysująca się na horyzoncie konieczność wniesienia osobistego wkładu w Wielką Ofensywę sprawiła, iż posłowie PO z ulgą zagłosowali za skróceniem kadencji parlamentu.
Początek nowej kadencji zdawał się potwierdzać słuszność podjętej wówczas decyzji. Nowy Sejm nie zawracał swoim posłom głowy legislacją, zamiast tego zajmując się tym, do czego został powołany i w czym był najlepszy: wysłuchiwaniem informacji na Ważkie Tematy, dorzynaniem watah, minutami ciszy, samokształceniem z prawa karnego na tajnych kompletach u ministra sprawiedliwości, powoływaniem składu Komisji Śledczej ds. Służbowego Talerzyka Deserowego, Stłuczonego Przez Prezesa Rady Ministrów w latach 2005-2007, etc. etc.
Niestety nic, co dobre i przyjemne, nie trwa wiecznie. Oto dzisiejsza „Rzeczpospolita” donosi o nowej Wielkiej Ofensywie Platformy Obywatelskiej. Zadanie jest proste jak umysłowość Julii Pitery i jasne jak twarz Grzegorza Schetyny: 140 projektów ustaw do końca półrocza. Pierwszy pakiet – na obchody Stu Dni Rządu. Jak zapewnia wiceprzewodniczący klubu PO Grzegorz Dolniak, „opozycja, która dziś narzeka na brak pracy, już za kilka tygodni będzie mieć kłopot z jej nadmiarem”.
W miarę czytania artykułu z „Rz” rósł we mnie entuzjazm dla ambitnego projektu Platformy przekucia ilości w jakość. Jednak euforia ustąpiła miejsca przerażeniu, kiedy nagle uświadomiłam sobie rzeczywisty cel Wielkiej Ofensywy. A właściwie zdradził go jednym nieopatrznie rzuconym zdaniem sam wiceprzewodniczący Dolniak, który niechcący odsłonił prawdziwe zamiary partii – zamiary unicestwienia władzy ustawodawczej w Polsce. Jak powiedział expressis verbis wiceprzewodniczący - „Utopimy Sejm w projektach”.
W historii polskiej demokracji po 1989 r. były już podejmowane próby zamachu stanu . Zamachiwał się zły premier Olszewski, pełzająco zamachiwali się źli kaczyści. Ale po raz pierwszy w naszych dziejach jeden z architektów planowanego coup d’état uprzedził społeczeństwo i jego instytucje o swoich zamiarach na łamach prasy ogólnokrajowej. Myślę, że możemy być szczęśliwi, iż wyrażone w expose obietnice premiera Tuska o jawności i transparentności poczynań rządu, nie okazały się pustosłowiem. Tak trzymać, Panie Premierze!



Komentarze
Pokaż komentarze (5)