Jeszcze w południe byłam głęboko przekonana, że po lekturze Raportu (raport mały, to niech chociaż z dużej litery będzie) Julii Pitery już nic nie będzie mnie w stanie bardziej rozbroić. Mój błąd – nie doceniłam klubowych kolegów Pani Minister.
Jak można przeczytać na stronie „Dziennika”, Donald Tusk stwierdził, iż „nie spodziewał się »żadnej bomby« po raporcie Julii Pitery”. To akurat można zrozumieć – przez premiera przemawia w końcu doświadczenie ponad półrocznej pracy z Panią Minister.
Ciekawsza natomiast jest dalsza część jego wypowiedzi – Donald Tusk dał bowiem wyraz swojej satysfakcji, że „niezależnie od tego, kto jest premierem, ministrowie rzadko kiedy nadużywają kart służbowych”. Jako osoba z gruntu życzliwa wobec ludzi mocno wierzę, iż radość premiera z mizerii odkryć Julii Pitery jest autentyczna i nie ma nic wspólnego z robieniem dobrej miny do złej gry.
(Swoją drogą w pewien sposób współczuję Donaldowi Tuskowi dylematu, przed jakim stoi: trzymać dalej Piterę na jej stanowisku – obciach i żenada; wywalić Piterę w diabły – przyznanie się do ciężkiej wtopy; wysłać Piterę do Londynu na miejsce zwolnione przez Marcinkiewicza – dowcip sezonu i zablokowanie całkiem miłej posady.)
Premiera zdecydowanie przebił jednak poseł Stefan Niesiołowski, który satysfakcji Donalda Tuska najwyraźniej nie podziela, a wręcz przeciwnie: „Raport pokazuje marność urzędników PiS. To kompromitujące. Jak można być tak małostkowym, fundować sobie jakieś drobne rzeczy, przedziwne drobiazgi za publiczne pieniądze. To jest zgroza i obrzydliwa łapczywość”. To odczucie zgrozy i obrzydzenia, spowodowane „żałosnym skąpstwem poprzedniej ekipy”, wiedzie posła Niesiołowskiego do konkluzji, iż żadna z osób, o których mowa w Raporcie, nie powinna nigdy więcej sprawować publicznych funkcji.
I w sumie słusznie – widział to kto, żeby wydawać tak mało? No zgroza. Podpisuję się oburącz pod wnioskami posła Niesiołowskiego, łącząc się z nim w poczuciu obrzydzenia.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)