To oczywiste, że niezmienność reguł gry jest wartością samą w sobie. Oczywistością jest też sraczka ustawodawcza skutkująca niespójnością prawa, ale i zastraszające zaległości w ustawach nie cierpiących zwłoki. Wbrew temu co wybory energię posłów i uwagę opinii publicznej pochłania kolejny kontredans wokół sposobów, jakby tu wyrwać więcej miejsc Sejmie inaczej niż przez przekonanie wyborców.
W tym roku szykuje się podobna akcja, wyjątkowo szkodliwa i głupia.
Niedoszły premier z Krakowa, Jan Rokita spróbuje wykosić z przyszłego Sejmu kryminalistów. Cel ten jest tak szczytny, że wspominanie o korzyściach jakie odniesie PO z osłabienia LiS-u byłoby wobec Rokity krzywdzące.
Warto się jednak zastanowić, czemu ten 'szczytny cel' chcemy osiągnąć dopiero teraz. To dość proste. Takiego paragrafu nie mogło być w 1989, bo do Sejmu nie weszłaby większość kandydatów "S" czyli 'skazanych prawomocnym wyrokiem' kryminalistów. Załóżmy, że chcielibyśmy, by z naszej demokracji wzięła przykład Białoruś. Znów - wygrana opozycji, ale poselskie ławy kryminalistów puste. I nie wystarczyłyby sztuki łamane, ograniczające bierne prawo wyborcze tylko przestępców pospolitych. Wszak całkiem niedawno Andżelika Borys, działaczka Związku Polaków została przyłapana przez czujnych białoruskich pograniczników na próbie przemytu kokainy w lusterku samochodu (?!).
Wara jej od parlamentu, narkomafii.
A tak całkiem poważnie, potrafię sobie wyobrazić tysięczne scenariusze, kiedy w normalnym, demokratycznym kraju, normalny, na codzień sensowny młody działacz polityczny wchodzi w ostry konflikt z prawem. Na przykład daje w gębę brutalnemu policjantowi, pałującemu ciotkę rewolucji/moherową babcię (niepotrzebne skreślić) w trakcie parady równości/ kontrpochodu RM.
Szokuje mnie, jak krótką mamy pamięć. Jeszcze wczoraj prawie wszyscy pozbawieni byliśmy praw wyborczych, a dzisiaj już sami próbujemy je ograniczać.
I to po co?
Żeby wykosić Leppera z Hojarską.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)