Leonardo Leonardo
70
BLOG

NOTES PODRÓŻNY - BIAŁORUŚ (cz. 1)

Leonardo Leonardo Podróże Obserwuj temat Obserwuj notkę 3

Drogę na Bobrowniki pokrywa równy asfalt. Pobocza starannie zagospodarowane, umocnione odpływy wody opadowej, wyremontowane przepusty. Wymalowano pasy. Tylko w samych Waliłach pozostawiono kilkaset metrów starego bruku, ciągnącego się kiedyś od Białegostoku do granicy. Granitowa kostka była łupem wojennym przywiezionym aż spod Berlina, ułożono ją starannie tutaj, przy nowej granicy Imperium, aby sowieckie czołgi miały dobry trakt, gdy przyjdzie ruszyć na Zachód.

W lasach pod Białymstokiem, podobnie jak w innych miejscach kraju, ukrywała się sowiecka jednostka łącznikowa. Miejscowi leśnicy znaleźli kiedyś w głębi puszczy dzikie wysypisko śmieci, na którym leżały opakowania i sprzęt opatrzone napisami cyrylicą. Leśnicy powiadomili milicję i powiedzieli, że jest problem z ustaleniem sprawcy, bo przecież w okolicy nie ma żadnych jednostek radzieckich. Milicjant powiedział, że się tym zajmie i mrugnął porozumiewawczo. Nazajutrz śmieci zniknęły, a miejsce gdzie leżały zostało elegancko posypane piaskiem i zagrabione.

Przejście graniczne. Przejeżdżamy kolejne zapory, kontrole, zbieramy pieczątki, wypełniamy druki. Polscy pogranicznicy błyskawicznie sprawdzają paszporty, przesuwając je przez podłączony do komputera czytnik, celnicy pytają czy nie wieziemy broni i machają ręką. Korowody zaczynają się, gdy wpadamy w ręce białoruskiego pogranicznika w czapce z rondem wielkim jak pokład lotniskowca. Kieruje nas na stanowisko na poboczu. Wiza, deklaracja wjazdowa do Wspólnoty Niepodległych Państw – jedną połowę zabiera, drugiej nie można zgubić, bo bez tego trudno będzie potem stąd wyjechać. Stoimy, niektórzy palą papierosy. Nic się nie dzieje. Przejście jest puste, poza nami ani jednego podróżnego. Białorusini snują się to tu, to tam, bez specjalnego celu. Obserwuję miłego golden retrievera, który bawi się ze swoim przewodnikiem w mundurze. Gdy podjeżdża stary volkswagen na białoruskich numerach, zabierają się do pracy: pies obwąchuje uważnie koła, progi i słupki drzwi, po czym siada zadowolony przed panem i macha ogonem czekając na nagrodę w postaci małej piłki, którą dostaje do zabawy.

W końcu celnicy, zastymulowani paroma reklamowymi gadżetami (długopisy, album), które wręczamy im ukradkiem, pojawiają się przy samochodzie i sprawdzają szybko czy nie wieziemy w bagażniku nielegalnych imigrantów, podbijają odpowiednie bumagi i w końcu przejeżdżamy most na Świsłoczy. Minęło prawie półtorej godziny na pustej granicy. Białoruś wita.

 

Bobrowniki - granica

Leonardo
O mnie Leonardo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości