Leonardo Leonardo
59
BLOG

NOTES PODRÓŻNY – Włochy (cz. 1)

Leonardo Leonardo Podróże Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

Stacje benzynowe w Polsce są coraz bardziej zadbane, zwłaszcza przy głównych trasach. Rok temu przy obwodnicy Opola piłem kawę w lekko obskurnym bufecie okupowanym przez kierowców tirów, dzisiaj jest tu całkiem sympatyczny barek, gdzie można sobie chwilę posiedzieć w kameralnej atmosferze. Wcześniej inna stacja, niedaleko Piotrkowa – nowa, klimatyzowana, z czystą łazienką i szeregiem dań do wyboru, które można zjeść w przestronnej, jasnej sali. I oczywiście kawa, wszędzie dobra kawa z ekspresu, można nawet zamówić espresso, o ile na czas przyhamuje się barmankę, by nie napełniała małej filiżaneczki po brzegi. Tak, to zachwyty dziecka Peerelu, dla którego papier w toalecie nie był oczywistością, a chrzęszcząca w zębach lura nazywana „kawą” była napojem nie do spożycia.

Tylko drogi niestety niewiele się zmieniają. Miejscami nowa nawierzchnia, obwodnica tu i tam, ale pokonanie sześciuset kilometrów przez Polskę jest nie lada wyzwaniem. Mija dwadzieścia lat od pamiętnych wyborów, które dały początek zmianom, niedługo minie okrągła rocznica odzyskania przez Orła korony. Polska zmieniła się nie do poznania, zauważmy jednak, że ten dynamiczny rozwój, jaki obserwujemy, dotyczy własności prywatnej samorządowej. Rosną sklepy – wielkie, mniejsze i te całkiem malutkie – biurowce, hotele, nowe i remontowane domy, naprawiane płoty. Gminy inwestują w wodociągi i kanalizację, kładą chodniki, urządzają deptaki i rynki w swoich miasteczkach jako ich wizytówki. Tylko tam, gdzie karty rozdaje państwo panuje katastrofalna niemoc. Ślimaczą się inwestycje drogowe, pociągi PKP przestraszają, urzędy grzęzną w procedurach, regulacjach i formularzach, ministerstwa zapełnia niekompetentna młodzież pracująca często przy starych odrapanych biurkach, kierowana przez garstkę dyrektorów departamentów, którzy nie byli wystarczająco dobrzy by przejść do sektora prywatnego, ale na tyle biegli w korytarzowych wojenkach by utrzymać się w niestabilnym politycznie środowisku.

Istnieje wiele odpowiedzi na pytanie dlaczego III RP nie powtórzyła rozwojowego sukcesu II RP w analogicznym okresie dwudziestolecia. Jedni mówią: wina układu postkomunistycznego, który usiadł na kapitale, esbeków i agentów. Inni: brak doświadczenia nowych elit i spaczenie starych „fachowców” patologiami systemu gospodarczego realnego komunizmu. Jeszcze inni: zerwanie ciągłości pokoleniowej z dawnymi elitami intelektualnymi i arystokratycznymi/ziemiańskimi, szczególnie z charakterystycznym dla nich etosem służby publicznej i honoru osobistego, spowodowane stratami biologicznymi okresu wojny, nieproporcjonalnie wielkimi w tych grupach społecznych, które brunatni i czerwoni okupanci w równej mierze poddali eksterminacji. Z tym związany awans społeczny chamstwa, rozumiany jako uzyskanie nieproporcjonalnej pozycji społecznej przez grupy, które charakteryzowały się postawami, wartościami i obyczajami uważanymi wcześniej za niegodne. Mówi się też o powojennej wędrówce ludów, upadku moralnym wielkich grup ludzi wyrwanych z własnego tradycyjnego środowiska i przemieszanych na poniemieckich ziemiach, które przez wiele lat traktowali jako miejsce przejściowe, o planowej komunistycznej polityce podważania tradycyjnych wartości, walce z religią i patriotyzmem. Wreszcie, dokłada się do tego postęp techniczny, globalizację i szalejący konsumpcjonizm jako wykwit współczesnego kapitalizmu, który oderwał się od swego religijnego i etycznego fundamentu. Na ten temat można by napisać książkę, a nie krótką notkę na blogu, faktem jest jednak, że żyjemy w kraju niedokończonym, w którym nic nie udaje się w pełni, który jest zawieszony niczym mucha w pajęczej sieci niemożności.

Tak więc potrafimy sformułować dość dokładny opis rzeczywistości, a także w pewnym zakresie postawić diagnozę przyczyn – ze wszystkimi ograniczeniami wynikającymi z niepełnej wiedzy o ukrytych mechanizmach jakie wpływały i wpływają na to, co się dzieje w naszym kraju. Ani opis, ani diagnoza nie prowadzą jednak do recept na uzdrowienie. Nasze poczucie bezsiły bierze się stąd, że mamy wrażenie pata; widzimy jak jest źle, ale z żadnej strony nie widać dróg wyjścia. Każde potencjalne rozwiązanie ma jakieś istotne „ale”, mające źródło albo w geopolityce, albo historii, albo naszych wewnętrznych uwarunkowaniach, które wydają się nie do przeskoczenia. W tej chwili możemy co najwyżej pofilozofować nad kawą w przydrożnym barze, zanim ruszymy w dalszą podróż w swoich prywatnych interesach.

Leonardo
O mnie Leonardo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości