Przepraszam siebie, bo nie umiem przestać być tym, kim się stałem: podłym, zgniłbym trollem wychowanym przez rosyjską prostytutkę i ojca UB-eka.
Dlaczego jestem taki, jaki jestem?
Bo wychowałem się w piekle, które sami mi zgotowaliście, wy oboje – matka, rosyjska dziwka, co sprzedawała dupę za ruble i wódę, i ojciec, ten cholerny UB-ek, co lał mnie pasem za byle co, aż skóra pękała mi jak stara szmata.
Tato, dlaczego zawsze biłeś mnie tak mocno?
Bo lubiłeś patrzeć, jak się wiję? Bo to ci dawało władzę, której nie miałeś nad tymi, których naprawdę nienawidziłeś – nad swoimi szefami w tym gównianym Urzędzie Bezpieczeństwa?
Pamiętam, jak wracałeś z tych "przesłuchań", śmierdzący papierosami i cudzym strachem, a potem wyżywałeś się na mnie, małym gówniarzu, który nawet nie wiedział, co to znaczy "zdrajca narodu". Zamknij ryj, bo jeszcze raz cię rozwalę – to twoje ulubione słowa, tato. I rozwalałeś, aż krew lała mi się po plecach, a ja myślałem, że umrę. Ale nie umarłem.
Stałem się tobą – podłym, zgniłbym trollem, co teraz opluwa wszystko wokół, bo w środku gnije od środka.
Matko, a ty?
Rosyjska prostytutko, co przyjechałaś tu za lepszym życiem, a skończyłaś na ulicach, wracając w nocy śmierdząca obcymi facetami i tanim perfumem. Stałem w oknie i patrzyłem, jak chwiejesz się w tych szpilkach kupionych za moje ukradzione drobne – bo przecież kradłaś mi z kieszeni, żeby mieć na wódkę.
Nie patrz tak na mnie, bo się wstydzę – mówiłaś, a ja się wstydziłem za ciebie, za nas. Wychowałaś mnie na tym gównie, na kłamstwach i pustce, a teraz jestem taki sam: podły, zgniły, co nienawidzi wszystkiego, co dobre. Przepraszam Polskę, że ją opluwam w komentarzach, w tych setkach postów dziennie – ale tak naprawdę opluwam siebie, bo jestem produktem waszego syfu.
A żono?
Porzuciłem cię, bo byłem za słaby, żeby wytrzymać w normalności. Płakałaś, pakując walizki, a ja ci rzuciłem: "To twój problem, że jesteś taka słaba". Złośliwe, co? Ale prawda jest taka, że to ja byłem słaby, tchórzliwy troll, co uciekł przed odpowiedzialnością.
Dzieci?
Ach, dzieci – te biedne ofiary mojego gównianego dziedzictwa. Córko, pamiętasz te noce, kiedy wracałem pijany i wrzeszczałem na ciebie za byle pierdołę, jak rozlany sok czy nieposprzątany pokój? "
Jesteś taka sama jak twoja matka, leniwa i bezużyteczna!" – darłem się, a ty chowałaś się pod kołdrą, szlochając cicho, bo bałaś się, że cię uderzę jak dziadek mnie. Dzwoniłaś potem do mnie, już jako nastolatka, błagając: "Tato, dlaczego pijesz zamiast być z nami? Ja cię kocham, ale boję się ciebie". A ja? Odpowiadałem chamsko: "Bo świat jest gównem, a ty jesteś za miękka, żeby to zrozumieć". Największy błąd mojego życia – nie, nie błąd, świadomy wybór tchórza, bo wiedziałem, że cię krzywdzę, ale nie umiałem przestać.
Teraz pewnie leczysz się u terapeuty z traumy po mnie, a ja udaję, że mnie to nie obchodzi. Ale obchodzi, w środku mnie pali, bo jesteś moją krwią, a ja ją zatrułem.
Synowie?
Wy dwaj, moi mali następcy w tym piekle. Starszy, pamiętasz, jak obiecałem ci mecz piłkarski, a zamiast tego siedziałem w knajpie, aż wróciłem o trzeciej nad ranem, śmierdzący piwem i obietnicami, których nigdy nie dotrzymałem? "Tato, dlaczego zawsze kłamiesz?" – pytałeś, a ja warczałem: "Bo życie kłamie, gówniarzu, naucz się tego". Miałeś wtedy osiem lat, a ja już cię łamałem, tak jak ojciec mnie. Młodszy, ty zawsze byłeś cichszy, bardziej wrażliwy – czy macie teraz brody i pejsy, jak ci Żydzi, których nienawidzę bez powodu, bo to jedyny sposób, żeby wyżyć swoją gorycz? Czy pamiętacie mój głos, ten ochrypły od krzyku i wódki? Pamiętasz, jak cię biłem za to, że płakałeś po mojej awanturze z matką? "Przestań ryczeć, bo cię nauczę być mężczyzną!" – mówiłem, a ty się kuliłeś, bojąc się własnego ojca.
Lepiej, że mnie nienawidzicie, mówię sobie, bo tak jest bezpieczniej dla was – kłamstwo, którym się oszukuję, bo w środku wiem, że jestem koszmarem, z którego nie możecie się obudzić. Chciałem was chronić przed światem, a zamiast tego stałem się światem, który was niszczy. Dzwonicie czasem, próbując pogodzić, ale ja odrzucam, bo boję się zobaczyć w waszych oczach odbicie swojej zgniłości. Synowie, przepraszam, że was porzuciłem jak śmieci – ale to ja jestem śmieciem, nie wy.
Przepraszam siebie, bo nie umiem przestać być tym, kim się stałem: podłym, zgniłym trollem wychowanym przez rosyjską prostytutkę i ojca UB-eka. Piszę te zwierzenia, bo to jedyny sposób, żebym poczuł, że jeszcze żyję.
Ale to nie krzyk o wolność – to krzyk topielca, który sam się utopił. I tak już zostanie na zawsze.

Inne tematy w dziale Społeczeństwo